Dziś: wtorek,
26 września 2017 roku.
Przegląd do nr 552 wrzesień 2017 r.
Kościół
Rozmowa z biskupem kościoła ks. Jerzym Samcem
Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce


Ewangelicki kościół Św. Trojcy w Warszawie

- Jak i kiedy doszło do powstania Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego?

- Nazwa naszego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego dotyczy rzeczywistości polskiej. Po odzyskaniu niepodległości połączyły się Kościoły luterańskie z dawnych zaborów tworząc Kościół Ewangelicko-Augsburski. Pamiętać przy tym warto, że zamiarem Lutra nie było wcale zakładanie nowego kościoła. Przymiotnik zaś augsburski wziął się stąd, że na sejmie w Augsburgu, w latach 1529-1530, przedstawiono wyznanie wiary. Później nazwano je wyznaniem augsburskim od nazwy miasta, w którym odbył się sejm.

Przyjmuje się, że Reformacja zaczęła się wcześniej, od przybicia na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze 95 tez przez ks. dr Marcina Lutra, potępiających handel odpustami uprawiany przez dominikanina J. Tetzela. Luter, będąc zakonnikiem, poszukiwał odpowiedzi na pytania dotyczące jego zbawienia. Wiedział, że swoim życiem nie jest sam w stanie zasłużyć na nie. Odkrył wówczas, w liście do Rzymian, istnienie łaskawego Boga, który z łaski daje zbawienie. Nic więc dziwnego, że wydarzenie to uważa się powszechnie za początek reformacji na zachodzie Europy.

- Czy wtedy właśnie zaczęły powstawać nauki Lutra?

- U podstaw odkrywania łaskawego Boga znalazły się trzy prawdy: 1. Człowiek jest grzeszny i nie potrafi swoimi dobrymi uczynkami zasłużyć na zbawienie; 2) że człowiek jest usprawiedliwiony przed Bogiem jedynie dzięki łasce przez wiarę i 3) że każdy wierzący ma bezpośredni dostęp do Boga i nie potrzebuje żadnych pośredników.

Nie przypuszczał wtedy, wzywając do dysputy teologicznej, że jego tezy spotkają się z tak mocnym odbiorem społeczeństwa i jeszcze większą niechęcią kościoła katolickiego. A odbiór tez dr Lutra przez masy był bardzo spontaniczny. Przyczynił się do tego niewątpliwie wynalazek druku, który upowszechnił jego naukę. Biblia zaś przełożona przez Lutra na język niemiecki ośmieliła wielu reformatorów do przekładu jej na języki narodowe i swobodnego czerpania inspiracji twórczych z jej treści.       Dla Lutra chrześcijaństwo było religią zbawienia, uwolnienia od grzechu, zbawczej łaski, usprawiedliwiającej grzesznika w oczach Boga. Luter nie odrzuca społecznego charakteru chrystianizmu, nie zrywa z pojęciem instytucji kościoła, pragnął jedynie, by kościół poddał się jedynemu autorytetowi - Biblii. Nie odrzucał ponadto sakramentalno-obrzędowego kultu, lecz pragnął go zreformować. Potem już historia potoczyła się błyskawicznie. Doszło do spotkania i rozmów z legatem papieskim i słynnych dysput w Lipsku z dr Janem Eckiem dotyczących nauki o odpustach i władzy papieża, bulli i klątwy papieskiej, które spalono następnie przed bramami miasta Wittenberga.

 -  W co wierzą wierni Waszego Kościoła?

- Luteranizm wywodzi się z chrześcijaństwa zachodniego. Mamy więc ten sam kalendarz liturgiczny, taki sam jak kościół rzymsko-katolicki. Oznacza to w praktyce, że mamy bardzo zbliżone do siebie wszystkie święta i tak naprawdę wiele się pomiędzy sobą nie różnimy. Także zakres głoszenia ewangelii jest zupełnie taki sam jak w kościele rzymsko-katolickim. Od strony biblijnej jesteśmy bardzo blisko siebie. Różnice pojawiają się, kiedy wchodzimy w teologię oraz kiedy w teologii zaczynają się pojawiać różne aspekty dotyczące tradycji. Dotyczy to np. nauki o wniebowzięciu Maryi Panny - w co my już nie wierzymy. Luteranie odrzucają tradycję jako źródło wiary

Luteranie wskazują na 4 zasady reformacyjnych, rozpoczynających się od słowa: sola lub solum. Są to sola scriptura – tylko Pismo Święte, solus Chrystus – tylko Chrystus, sola gratia – tylko łaska i sola fide – tylko wiara.

Jeśli zaś rozmawiamy o różnicach pomiędzy naszymi kościołami, to w reformacji, położono szczególnie mocny nacisk m.in. na powszechne kapłaństwo. Na to, że każdy jest powołany przez Chrystusa i dlatego zawód, który wykonuje, ma wykonywać tak, jakby czynił to dla Niego. Jeżeli ktoś jest szewcem, to ma to robić najlepsze buty.


Ks. biskup Jerzy Samiec

Takie podejście do pracy przełożyło się na tzw. etykę pracy zawodowej, na protestancki etos pracy. Praca nie jest przecież przekleństwem za grzech pierworodny, ale powołaniem i służbą. Praca w tym kontekście staje się czymś bardzo istotnym, nawet pewnego rodzaju modlitwą. Różnice w nauce społecznej czy etyce kościoła są czymś widocznym i wypływają z pochodnych nauk naszych kościołów.

-  Jakie były początki Waszego Kościoła w Polsce?

-  Chodzi tu o wpływ haseł reformacyjnych (luterańskich i kalwińskich) na różne regiony obecnej Polski. Nasza polska reformacja była bardzo mocno związana z wpływem Jana Kalwina nazywanego Arystotelesem Reformacji czy Drugim Patriarchą Reformacji. Polska reformacja była więc reformacją reformowaną co nie oznacza, że nie było w Polsce ewangelików luteran.

Wpływy luteranizmu były również duże. Były rejony Polski gdzie luteranie stanowili większość społeczeństwa. Taki stan rzeczy zachował się do dziś w rejonie Śląska Cieszyńskiego. Śląsk Cieszyński to rejon typowo polski i ewangelicy byli tam zawsze utożsamiani z Polakami, choć rejon ten należał do katolickiej rodziny Habsburgów. A bycie tam Niemcem oznaczało bycie katolikiem. Bycie zaś Polakiem oznaczało bycie ewangelikiem. Na Śląsku Cieszyńskim polskość była mocno związana z ewangelicyzmem.

Zupełnie inaczej było w Królestwie Polskim, w zaborze rosyjskim. Tam luteranizm nabrał siły poprzez emigrację oraz poprzez napływ ludności niemieckiej - różnego rodzaju rzemieślników i kapitalistów, którzy rozwijali tu przemysł. Mam tu na myśli rejon łódzki i warszawski. Wielu z nich bardzo się szybko spolonizowało. Także księża, chociaż byli pochodzenia niemieckiego – np. ks. bp. Juliusz Bursche i jego rodzina, uważali, że skoro tu mieszkają i głoszą ewangelię, to muszą robić to w języku narodu, w którym żyją i stali się Polakami i walczyli o polskość.        

Po I wojnie światowej ks. bp. Juliusz Bursche był działaczem społecznym i walczył o przyłączenie Mazur do Polski, a nie do Niemiec. Zginął zaś w czasie II wojny światowej w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu. Także wielu innych naszych duchownych zginęło w obozach koncentracyjnych - łącznie około 20% naszych księży. Ci zaś, którzy uniknęli aresztowania dzięki wcześniejszym sygnałom musieli uciekać ze swoich domów i ukrywać się przez lata wojny pracując jako np. robotnicy, poza miejscowością, w której wcześniej prowadzili pracę duszpasterską.

 - Jaka jest dzisiaj struktura Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce?

- Kościół nasz został zarejestrowany zaraz po I wojnie światowej, w okresie powstania II Rzeczpospolitej, poprzez połączenie się z innymi kościołami ze Śląska Cieszyńskiego, Mazur, Poznania oraz Warszawy i powstał jeden Kościół Ewangelicko-Augsburski, który funkcjonuje po dziś dzień. Na terenie Polski było bowiem kilka kościołów reformacyjnych. Wiele z nich miało problemy z uregulowaniem swoich stosunków z państwem. Polska przedwojenna była krajem mocno katolickim. Mówiło się wtedy, że Polak to katolik, ewangelik to Niemiec, a prawosławny to Rosjanin. Były to schematy bardzo uproszczone i krzywdzące dla części prawosławnych, którzy byli Polakami czy dla wielu ewangelików, którzy również byli Polakami - a nie Niemcami – jak np. cały Śląsk Cieszyński.

Nasz status został uregulowany dekretem prezydenta RP w roku 1936. Natomiast inne kościoły odmówiły podpisania i przyjęcia swego statusu, bardzo niekorzystnego i bardzo poniżającego zresztą. Proponowany im, bowiem status nie był równy statusowi kościoła rzymsko-katolickiego, który mocno deprecjonował kościoły ewangelickie.

Przez posiadanie uregulowanego stosunku do Państwa staliśmy się, zaraz po II wojnie światowej, kościołem automatycznie zarejestrowanym. I na tej bazie działaliśmy w Polsce do roku 1994. Dzięki temu staliśmy się spadkobiercami całego kościoła ewangelickiego, wszystkich kościołów unijnych, które nie miały uregulowanego stosunku państwo-kościół.

Mamy obecnie 6 diecezji i 133 parafie oraz 124 parafii filialnych, co oznacza, że nie ma tam księdza na stałe. Mamy ponad 70 tys. wiernych. Na czele każdej parafii jest rada parafialna, wybierana przez zgromadzenie parafialne i jest proboszcz z wyboru, na kadencję 10 letnią. Rada parafialna jest odpowiedzialna za zarządzanie parafią. Zgromadzenie parafialne musi spotykać się przynajmniej raz w roku. Jest to Zgromadzenie sprawozdawcze. Zdaje więc sprawozdanie z życia swojej parafii i przedkłada sprawozdanie finansowe oraz preliminarz na każdy następny rok. Zgromadzenie parafialne planuje też, co będzie się działo na parafii w kolejnym nowym roku, ile to będzie kosztowało i skąd wezmą na to odpowiednie środki.

Każda parafia jest reprezentowana w synodzie diecezjalnym. Są w nim też wszyscy diecezjalni duchowni pracujący na terenie diecezji plus z każdej parafii według klucza, w zależności od jej liczebności pewna liczba świeckich. Synod diecezjalny wybiera ze swego grona radę diecezjalną oraz biskupa diecezjalnego. Biskup jest wybierany na okres 10 lat. Natomiast wszystkie władze kolegialne – takie jak: rada parafialna, rada diecezjalna, konsystorz, rada synodalna wybierane są na pięć lat.

Biskup diecezjalny stoi na czele rady diecezjalnej. Pomaga mu jeden duchowny radca diecezjalny, wybierany na okres pięciu lat i dwóch świeckich: świecki kurator diecezjalny i świecki radca diecezjalny. Oni zarządzają synodem diecezjalnym i diecezją.

Nad tym wszystkim jest synod kościoła składający się z 15 duchownych wybranych podczas ogólnopolskiej konferencji księży z grona ok. 160 naszych duchownych. Z urzędu w skład synodu wchodzą też: biskup kościoła plus biskupi diecezjalni oraz 30 świeckich według klucza wielkości diecezji. Do Synodu należy też kilku przedstawicieli różnych środowisk kościelnych.  Synod Kościoła liczy w sumie 67 osób.


Centrum luterańskie w Warszawie przy ul. Miodowej 21

Zwierzchnika naszego kościoła w Polsce nazywa się biskupem kościoła. Synod wybiera biskupa kościoła na okres 10 lat. Oznacza to w praktyce, że biskupa kościoła wybiera co drugi synod, którego kadencja trwa 5 lat. Synod wybiera też radę synodalną – tak jakby prezydium, która kieruje jego pracami pomiędzy posiedzeniami plenarnymi. Synod wybiera konsystorz kościoła, na czele którego stoi z urzędu – jako prezes biskup kościoła i wiceprezesa, który jest osobą świecką oraz po 3 członków: radców świeckich i radców duchownych. Łącznie konsystorz liczy 8 członków i spełnia funkcję administracyjną czyli zarządzającą kościołem.

 - Jak wygląda apostolat i duszpasterstwo w Waszym Kościele?

- Nasza struktura jest zbudowana tak, że każdy wierny należy do którejś z parafii. Nasze parafie są podporządkowane terytorialnie, czyli jeśli ktoś mieszka na terenie jakiegoś miasta, to należy do parafii, która obejmuje tę miejscowość swoim zasięgiem. Oznacza to w praktyce, że każdy nasz wierny należy do parafii, która obejmuje teren, na którym mieszka. O ewentualnych wyjątkach decyduje zawsze rada parafialna. W Warszawie mamy np. 2 parafie. Tu wierni mogą wybierać pomiędzy parafiami. Aby wstąpić do naszego kościoła trzeba przejść okres próbny. Zwracamy przy tym baczną uwagę, aby nasi nowi wierni nie podejmowali decyzji o zmianie wyznania np. ze względu na obrażenie się na kościół rzymsko-katolicki czy ze względu na jakiegoś proboszcza. Chcemy, aby powód zmiany wyznania był głębszy - np. doktrynalny.

Chcemy, aby zmiana wyznania dokonywała się zgodnie z jego przekonaniem. W tym też czasie zapraszamy go do brania udziału w naszych nabożeństwach i w życiu parafialnym. Potem zaczyna się dla niego kurs przygotowawczy, który trwa rok lub - zanim nastąpi sama konwersja. Tak, aby ta osoba, która do nas wstępuje: znała nasze zasady i przeszła próbę czasu, przekonując się, że jej decyzja, to nie chwilowa fascynacja, ale przemyślana dogłębnie sprawa.

Jest to taki okres, w którym przyszły konwertyta może brać udział we wszystkim, co dzieje się w parafii, nie będąc jednak jej pełnym członkiem i nie mając jeszcze żadnych praw wyborczych           Prowadzimy też duszpasterstwa środowiskowe, wojskowe, więzienne, a nawet szpitalne, we wszystkich miejscowościach, w których jest więcej ewangelików. Wewnątrz kościoła mamy duszpasterstwo młodzieżowe, ewangelizacyjno-misyjne prowadzone na poziomie diecezjalnym i ogólno kościelnym. Wychodzimy wreszcie na zewnątrz, próbując pokazać nasz kościół medialnie innym.

Mamy ponadto Centrum Misji i Ewangelizacji, które koordynuje pracę ewangelizacyjną - szeroko pojętą. Jest w tym zaangażowanych wielu naszych teologów i duchownych. W ramach naszego Centrum prowadzimy odpowiednie kursy i superwizje dla ludzi duchownych i świeckich, którzy uczą się duszpasterstwa. Prowadzimy też kursy konstruktywnego rozwiązywania konfliktów.

Ważnym elementem służby Kościoła jest Diakonia, która koordynuje pracę charytatywną. Wiele naszych parafii prowadzi domy opieki dla osób starszych, wypożyczalnie sprzętu rehabilitacyjnego, środowiskowe domy samopomocy, wypożyczalnie sprzętu rehabilitacyjnego. Diakonia koordynuje również zbiórki pieniędzy dla osób potrzebujących i dotkniętych katastrofami.

 - Jaka jest rola duchownych w kościele?

- Mamy urząd duchownego w trzech posługach - tj. posługa diakona, prezbitera i biskupa. Do tej pierwszej posługi diakonów mogą być ordynowane również panie. Później na prezbitera i biskupa już tylko mężczyźni. Pod tym względem należymy do mniejszości luterańskiej na świecie. Większość, bowiem kościołów luterańskich ordynuje kobiety do wszystkich pozostałych posług - czyli do posługi prezbitera i biskupa. My też prowadzimy dyskusję na temat ordynacji kobiet. Jesteśmy w trakcie długofalowego przygotowania do podjęcia odpowiedniej decyzji przez nasz Synod. Musi dojść do głosowania. Taki wniosek jest już przygotowany i zostanie wniesiony pod obrady Synodu na wiosnę 2016 roku, a więc już niedługo.

Mieliśmy niedawno konferencję teologiczną poświęconą ordynacji kobiet - za i przeciw. Zebraliśmy też doświadczenia kościołów partnerskich z Europy, jakie z tą decyzją wiązały się zalety i jakie wady i problemy. I w jaki sposób sobie z nimi radzono i je rozwiązywano.

Jesienią roku 2015, złożyłem jako biskup kościoła wniosek na Synodzie, o zmianę przepisów prawa, tak aby umożliwić ordynację kobiet. We wniosku tym była jednocześnie prośba, aby był on głosowany wiosną 2016 roku. Pierwsza ordynacja, jeśli wniosek zostanie zaakceptowany, mogłaby odbyć się dopiero w roku 2018, tak aby się do niej dobrze przygotować.

Kobiety są bardzo ważne w życiu naszego kościoła. Są jego równoprawnymi członkami. Mogą być w radach parafialnych i w radach diecezjalnych, konsystorzu, radzie synodalnej czy wreszcie w synodzie kościoła. Są wybierane na wszystkie stanowiska. Diakonat jest w naszym kościele odpowiednikiem zakonu. Mamy diakonat żeński w Dzięgielowie, gdzie panie żyją w celibacie i zajmują się opieką nad osobami starszymi. Niestety jest ich coraz mniej.

Mamy jeden urząd duchownego, księża (prezbiterzy) mogą być potem wybrani na biskupa diecezjalnego, ale dopiero 10 lat po ordynacji i muszą co najmniej 5 lat sprawować samodzielne stanowisko np. być proboszczem. Aby zostać natomiast biskupem kościoła konieczne jest przepracowanie 15 lat po ordynacji i 10 lat pracy na samodzielnym stanowisku.

 - Wasz Kościół jest członkiem wielu organizacji międzynarodowych. Jakich?

- Najważniejsze z nich to: Światowa Rada Kościołów, Światowa Federacja Luterańska, której jesteśmy współzałożycielami, Konferencja Kościołów Europejskich oraz Wspólnoty Kościołów Ewangelickich w Europie. W Polsce jesteśmy członkiem Polskiej Rady Ekumenicznej, którą współtworzyliśmy. Pełnię w niej funkcję wiceprezesa.

Do PRE należy dziś 7 kościołów: Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny, Starokatolicki Kościół Mariawitów, Kościół Polskokatolicki, Kościół Ewangelicko-Augsburski, Kościół Ewangelicko-Reformowany, Kościół Ewangelicko-Metodystyczny, Kościół Chrześcijan Baptystów i jako członek stowarzyszony Towarzystwo Biblijne.

- A jak wygląda w Polsce dialog ewangelicko-katolicki?

- Muszę go ocenić jako bardzo poprawny. Nie było, za mojej 5 letniej kadencji, żadnych zatargów. Wszystko jednak zależy od punktu spojrzenia i tematu, którym się zajmujemy.

Problemy, jeśli są, to są rozwiązywane na bieżąco. Mamy oczywiście różne spojrzenia na różne tematy, ale powtarzam raz jeszcze: nie ma pomiędzy naszymi stronami żadnych zatargów. Zdarzają się wprawdzie jakieś nieekumeniczne zachowania, po obu niestety stronach, ale zachowania naszej strony są mniej spektakularne i mniej nagłaśniane – może ze względu na naszą wielkość. Jesteśmy przecież kościołem zdecydowanie mniejszym od kościoła rzymsko-katolickiego. Jeżeli zdarza się, że jest jakiś ksiądz profesor teologii, zaczyna głosić jakieś bzdury w sprawie Marcina Lutra i nagłaśnia je w radiu Maryja, to jego siła rażenia jest zdecydowanie większa, gdyby zdarzył się jakiś ewangelik, który bzdury wypowiadałby na temat papieża na jakiejś stronie internetowej.

Ostatnio właśnie jeden z profesorów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego cofnął się do XVII wieku, kiedy to dialog ekumeniczny polegał na tym, że jedni drugim przypisywali wszystkie możliwe najciemniejsze strony. Natomiast dialog ekumeniczny rozwinął się i poszedł szybko do przodu.


Witraż w kościele Św. Trójcy w Warszawie

Dziś nikt już w Watykanie nie stawia Lutrowi i jego nauce tez nieprawdziwych. W Polsce jest jednak inaczej. Nie podam nazwiska tego profesora z KUL, o którym wcześniej wspomniałem. Jego wypowiedziami czują się nawet zażenowani nasi teologiczni partnerzy z kościoła rzymsko-katolickiego i nie wiedzą jak mają na te bzdury zareagować. Radio, o którym wspomniałem, krytykuje też papieża Franciszka. Marcin Luter jest więc w naprawdę dobrym towarzystwie.

 - Czy różnice w dialogu dotyczą spraw dogmatycznych czy społecznych?

- Większość istotnych sporów dogmatycznych zostało przezwyciężone. Jako przykład podam tu dokument o usprawiedliwieniu, który został przez obie strony podpisany. Zwrócono w nim uwagę na te rzeczy, które są obecnie tak samo rozumiane, choć może inaczej definiowane czy nazywane. Podpisaliśmy też dokument o wzajemnym uznawaniu chrztu w Polsce. Uważamy to za duży krok do przodu. Nie ma więc potrzeby, aby przy zmianie wyznania, chrzcić raz jeszcze. Dziś wystarczy nam tylko metryka.

Są też jednak liczne różnice dogmatyczne. Gdyby ich nie było, to moglibyśmy się zjednoczyć. Do różnic należy np. inne pojmowanie komunii czy wynikający z tego brak interkomunii. Zdecydowanie większy opór w tej kwestii istnieje ze strony kościoła rzymsko-katolickiego. Opór ten pochodzi od zupełnie innego rozumienia tego sakramentu. W kościele rzymsko-katolickim komunia jest rozumiana, za każdym razem, jako ponowna ofiara Chrystusa. My uważamy, że ofiara została dokonana raz na krzyżu, aczkolwiek wierzymy, że pod postacią prawdziwego chleba i prawdziwego wina, spożywamy prawdziwe ciało i prawdziwą krew. Jesteśmy więc w tej kwestii bardzo bliscy sobie.

Wspólnotę ambony i ołtarza mamy tylko z kościołami ewangelickimi - z kościołem ewangelicko-reformowanym i ewangelicko-metodystycznym. Oznacza to, że wzajemnie możemy przystępować do komunii i zastępować się w prowadzeniu nabożeństwa.

Różnią nas także sprawy społeczne. Nauka kościoła jest u nas bardziej otwarta, Kościół nasz dopuszcza np. metodę in vitro. Stwierdziliśmy, uchwałą Synodu, że metoda ta jest dopuszczalna. Niedopuszczalne jest natomiast mrożenie zarodków. Jest to pewna niekonsekwencja, ale uważamy, że zrobić trzeba wszystko, aby zarodki nie były przechowywane długo i aby nie było na nich żadnych eksperymentów.

- Skąd pochodzą fundusze kościoła?

- Jesteśmy kościołem, który utrzymuje się ze swoich własnych funduszy, pochodzących głównie od naszych wiernych. Mamy obowiązek przekazywania 1% swoich dochodów na rzecz parafii, do której należymy. Mamy też trochę nieruchomości, które wynajmujemy. Są wreszcie cmentarze, na których pobieramy opłatę za miejsce.

Każda parafia ma następnie obowiązek wpłacania, według schematu, pewnej sumy na rzecz diecezji i na rzecz kościoła. Budżet kościoła uchwala synod, który pomaga finansowo małym parafiom – tym, które same nie mogą się utrzymać.

 - O sobie samym…

- Nie łatwo jest mówić o samym sobie, ale spróbuję…biskupem kościoła zostałem w roku 2010. W podobnym wieku naszym biskupem został ks. Janusz Narzyński. Studia ukończyłem w 1988 roku. Zostałem ordynowany w styczniu 1989. Pracowałem najpierw w Zabrzu i Gliwicach. W Gliwicach, jako proboszcz, pracowałem do 6 stycznia 2010 roku, kiedy to objąłem funkcję biskupa kościoła. W międzyczasie byłem też diecezjalnym duszpasterzem młodzieżowym a później duszpasterzem ewangelizacyjno-misyjnym - też w diecezji katowickiej. Byłem ponadto prezesem Stowarzyszenia Księży Katechetów, a od roku 1998 jestem członkiem Synodu Kościoła.

Współpracowałem z Centrum Misji Ewangelizacji i od początku należę do jej rady. Po wyborze na biskupa kościoła jestem członkiem rady diakonii z urzędu.

- Dziękuję za rozmowę. Myślę, że przyczyni się ona do lepszego poznania Waszego Kościoła.

Leszek WĄTRÓBSKI
Zdjęcia: L. Wątróbski

Dziennik Kijowski