Dziś: piątek,
24 listopada 2017 roku.
Przegląd do nr 555 listopad 2017 r.
Kościół
Rozmowa z ks. Jarosławem Giżyckim TChr, kapelanem Polaków Żytomierszczyzny
POLACY W ŻYTOMIERZU


Ks. Jarosław Giżycki TChr, kapelan Polaków Żytomierszczyzny

- Chrystusowcy pracują na Ukrainie już ponad 20 lat. Jakie były początki tej misji?

- Papież Pius XI, po rozmowie z naszym Założycielem, kard. Augustem Hlondem, wiązał z działalnością Chrystusowców wielkie nadzieje. Uważał, że możemy zająć się pracą duszpasterską wśród wychodźstwa polskiego także na Wschodzie. Były też wprawdzie i inne zadania – np. głoszenie Chrystusa Króla czy rozpowszechnianie czci dla Eucharystii, ale pamiętać warto, że były to czasy wielkiego terroru w ZSRR. I wówczas to (rok 1932) papież chciał, aby Chrystusowcy, już po upadku Rosji Radzieckiej, szli właśnie tam i głosili Chrystusa, szczególnie wśród tamtejszych Polaków. Niestety, nie było to wówczas możliwe ze względu na żelazną kurtynę i prześladowania religii.

Pierwsi Chrystusowcy wyjeżdżający do pracy w ZSRR chcieli tam pracować - nie na stałe, ale na jakiś określony czas – np. na 2-3 miesiące. Wielu naszych księży, albo ich rodziny, pochodziło przecież ze Wschodu.

Nasi współbracia jeździli na Ukrainę, jeszcze w latach osiemdziesiątych, do ks. infułata Antoniego Chomickiego (+ 1993) z Murafy, duszpasterza Wołynia, Podola i całej Ukrainy i pomagali mu. U wielu naszych kleryków, w ich liczbie i u mnie, narodziło się wówczas powołanie do pracy misyjnej na Wschodzie.

 - Księdza praca na Ukrainie zaczęła się w Winnicy…

 - Potem pracowałem też w Doniecku i Mikołajowie. Wróciłem następnie do Polski na studia na KUL i przez 2 lata wykładałem w seminarium pińskim na Białorusi. Obecnie, od 5 lat duszpasterzuję w Żytomierzu.

- Na czym polega praca kapelana Polaków na Żytomierszczyźnie?

 - Na Żytomierszczyźnie mieszka dziś nadal najliczniejsze zwarte skupisko Polaków Ukrainy. Praca w Kapelanii Polskiej polega na prowadzeniu duszpasterstwa w języku polskim. Chodzi o organizowanie wszystkich naszych uroczystości w duchu polskim. Moim obowiązkiem jest m.in. odprawianie nabożeństw polskich, tak aby kazanie było również po polsku.

Obecnie większość mszy św. na Ukrainie odprawianych jest po ukraińsku. A ja dbam o to, aby w katedrze żytomierskiej i na Żytomierszczyźnie, odprawiana była msza św. po polsku - jeśli są ludzie, którzy modlą się po polsku. Dla nich to mamy w naszej katedrze w Żytomierzu 2 msze św. niedzielne po polsku – o 7.30 i o 13.00.

Kolejnym moim obowiązkiem jest współpraca z polskimi organizacjami świeckimi. Bardzo blisko współpracuję ze Związkiem Polaków na Ukrainie, ale także ze wszystkimi innymi rodakami, którzy chodzą do kościoła. Pomagam również przy redagowaniu czasopisma mniejszości polskiej „Tęcza Żytomierszczyzny”.

Ponadto pracuję duszpastersko w katedrze św. Zofii w Żytomierzu jako wikary. Trzeba, więc znaleźć czas, aby się opiekować tą świątynią. Jestem najstarszy wśród tutejszych księży. Często stąd pomagam naszemu wspaniałemu proboszczowi ks. kanonikowi Wiktorowi Makowskiemu, też Polakowi pochodzącemu z Żytomierszczyzny,.


Wnętrze katedry pw. św. Zofii w Żytomierzu

Mamy wreszcie dobrą współpracę z polskimi placówkami dyplomatycznymi: z ambasadą RP w Kijowie, konsulatem generalnym RP w Winnicy na czele z konsulem generalnym Tomaszem Olejniczakiem. Współpraca układała się wspaniale także z poprzednim konsulem generalnym w Winnicy Krzysztofem Świderkiem, który przez kilka lat tutaj pracował.

- Proszę o konkretne przykłady…

- W katedrze organizujemy, razem ze Związkiem Polaków na Ukrainie, bardzo różne modlitwy, akademie, dni pamięci, spotkania czy imprezy. Pomagam też w imprezach społecznych, w których, w których zawsze biorą udział trzy polskie zespoły istniejące przy Związku Polaków na Ukrainie i naszej Katedrze. Są to „Poleskie Sokoły”, Polski Chór Katedralny, w którym też śpiewają członkowie „Poleskich Sokołów” i wreszcie Katedralny Chór Dziecięcy „Dzwoneczki” prowadzony przez Jadwigę i Bogdana Poliszczuków – tj. matkę i syna. Pani Jadwiga zajmuje się chórem od lat i wiele już dzieci przyprowadziła do Kościoła.

Do chóru dziecięcego należą dzieci i młodzież w wieku od 5 do 16 lat. „Dzwoneczki” otrzymały odznakę honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

- Jest Ksiądz ponadto wykładowcą w diecezjalnym seminarium duchownym…

- Wszystkie inne formy działalności duszpasterskiej, to jest wyłącznie praca uboczna, choć często także bardzo ważna. Prowadzę wykłady z teologii biblijnej w tutejszym seminarium dla całej diecezji żytomiersko-kijowskiej, kontynuującym tradycje seminarium żytomierskiego - pod Kijowem w Worzelu.                                                                                         Ostatnio, w dniach 28-30 kwietnia 2016, odbyło się w nim sympozjum naukowe z okazji 25-lecia odnowienia struktur Kościoła Katolickiego na Ukrainie – „Restaurare omnia in Christo”. W sympozjum udział wzięli prawie wszyscy biskupi rzymskokatoliccy z Ukrainy, którzy przez cztery dni poprzedzające sympozjum obradowali na konferencji episkopatu. W obradach konferencji i sympozjum uczestniczyli też: nuncjusz apostolski na Ukrainie abp Claudio Gugerotti, abp metropolita lwowski Mieczysław Mokrzycki, ordynariusz kijowsko-żytomierski śp. abp Piotr Malczuk (+2016), ordynariusze diecezji: bp Leon Dubrawski (Kamieniec Podolski), bp Antal Majnek (Zakarpacie), bp Witalij Skomarowski (Łuck), bp Bronisław Bernacki (Odessa-Symferopol), bp Stanisław Szyrokoradiuk (Charków-Zaporoże), biskupi pomocniczy Leon Mały (Lwów), bp Radosław Zmitrowicz (Kamieniec Podolski), bp Jacek Pyl (Odessa-Symferopol), bp Jan Sobiło (Charków-Zaporoże) i bp emeryt Marian Buczek.

Prelekcje wygłosili m.in. profesorowie KUL z Lublina: ks. prof. Roman Dzwonkowski SAC, ks. dr hab. Waldemar Żurek, o. dr Cyprian Moryc, oraz ks. dr Ryszard Borkowski. Wśród prelegentów swoje referaty wygłosili także inni zaproszeni goście i wykładowcy WSD w Worzelu: ks. dr Janis Jalinskis z Łotwy (Ryga), o. dr Paweł Wyszkowski OMI, Kijów; ks. Vitold-Yosif Kovaliv, proboszcz z Ostroga, redaktor nacz. „Wołania z Wołynia”, ks. dr Jan Szczych, ks. dr Ryszard Federczyk, Gródek Podolski oraz ks. mgr lic. Jarosław Giżycki TChr, Żytomierz, Kijów.

Swoje słowo do słuchaczy skierował także abp Claudio Gugerotti, przekazując błogosławieństwo od Ojca Świętego Franciszka. Swoim doświadczeniem Kościoła w czasach komunistycznych represji podzielił się ks. bp odessko-symferopolski Bronisław Bernacki.            Obrady sympozjum transmitowała na bieżąco katolicka telewizja EWTN-Ukraina i ukraińska rozgłośnia Radio-Maryja. Uroczyste sympozjum zakończyła Msza św. w konkatedrze św. Aleksandra w Kijowie 30 kwietnia 2016 roku.                                                 Seminarium w Worzelu stworzono dla całej diecezji żytomiersko-kijowskiej. Uczy się w nim obecnie niewielu kleryków, przeciętnie 15-30 osób.

Teren naszej diecezji, bardzo polskiej i katolickiej, to przede wszystkim Żytomierszczyzna. W Kijowie jest już o wiele mniej katolików, a parafie są już zdecydowanie mniej liczne i liczą po 30-50 wiernych.


Katedra św. Zofii w Żytomierzu

Na wschodzie zaś, w stronę Charkowa, mamy do czynienia z prawdziwymi terenami misyjnymi. Ale to wcale nie znaczy, że stamtąd nie ma powołań. Najwięcej jednak powołań jest z naszej Żytomierszczyzny: Żytomierza, Baranówki czy Berdyczowa.

W seminarium prowadzę wykłady z teologii biblijnej oraz egzegezy Starego i Nowego Testamentu. W 1999 roku wyjechałem z Ukrainy na studia do Lublina na KUL. I teraz, jeżeli tylko jestem potrzebny jako wykładowca Pisma św., to bardzo chętnie służę. Tak było z Pińskiem na Białorusi, gdzie przez 2 lata wykładałem tam biblistykę.

- Tam przepracował Ksiądz 2 lata…

- Ks. kard. Kazimierz Świątek odnowił tamtejsze seminarium, w którym sam przez długie lata uczył się i w którym, jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, przyjął święcenia kapłańskie.                                                                                                      Seminarium pińskie zostało okradzione i zamknięte zaraz po zakończeniu II wojny światowej. Podzieliło los kościoła katolickiego na Białorusi. A kiedy ks. Kazimierz Świątek został biskupem pińskim, a później arcybiskupem metropolitą mińsko-mohylewskim i wreszcie kardynałem, to seminarium stało się jego oczkiem w głowie. Postanowił je odremontować, odnowić i ponownie otworzyć. Aby tak się właśnie stało potrzebni mu byli wykładowcy i wychowawcy. Dostał jednak jeden warunek, aby wykłady były prowadzone w języku urzędowym, czyli po rosyjsku lub po białorusku.

Wszyscy klerycy uczyli się też języka polskiego. Co trzeci dzień, wszystkie nabożeństwa wraz z kazaniem i modlitwy, prowadzone były po polsku. Poza dniem białoruskim i polskim był także dzień łaciński, kiedy wszystkie modlitwy prowadzone były po łacinie.

Przy ponownym otwieraniu seminarium pojawiły się problemy z wykładowcami. Takich, którzy prowadzą zajęcia po polsku było bardzo dużo. Ale tych, którzy mogliby wykładać po rosyjsku czy białorusku było niewielu.

Ja znałem dobrze język rosyjski, ponieważ pracowałem na wschodzie Ukrainy, gdzie prawie wszystko było po rosyjsku. Dlatego dla mnie nie było problemu podjąć się pracy wykładowcy w pińskim seminarium. Zadzwonił do mnie w tej sprawie wicerektor seminarium duchownego z Pińska. Zgodziłem się oczywiście. Moja decyzja dotarła szybko do ks. kard. Świątka. A on poprosił naszego generała, którym był wtedy ks. Tadeusz Winnicki, o wypożyczenie mnie do Pińska przynajmniej na dwa lata. Czas pracy na Białorusi wykorzystałem też jako Chrystusowiec, pomagając tamtejszym Polakom we wszystkim, o co się do mnie zwracali. Szczególnie pomagałem tam naszemu ks. Józefowi Wojdzie z Hańcewicz. Na Ukrainę wróciłem w roku 2005.

- Jest Ksiądz ponadto współpracownikiem Radia Maryja…

- Współpracuję też z Radiem Maryja. Prowadzę w nim katechezy na żywo. Wcześniej mówiłem o cnotach, następnie przez półtora roku o prorokach. Teraz prowadzę cykl o kobietach w Piśmie św.

- Co jeszcze ważnego dzieje się obecnie na Żytomierszczyźnie i całej Ukrainie?

- Żytomierz, w którym obecnie pracuję, jest najliczniejszym ośrodkiem polskim na Ukrainie, który swoim istnieniem świadczy o tym, jakie wspaniale owoce przynosi tu Polskość w życiu duchowym dla całego ukraińskiego społeczeństwa. I nie tylko dla nas Polaków, ale także i dla Ukraińców, Rosjan czy Żydów i wszystkich innych. Polacy, którzy tutaj mieszkali przez 200 lat, nie mając swojej ojczyzny, zachowali świadomość narodową. Zawdzięczają ją, w dużym stopniu, Kościołowi i duszpasterzom żytomierskim pracującym wśród naszych rodaków oraz wybitnym Polakom – takim jak: Joseph Conrad, czyli Józef Konrad Korzeniowski, Józef Ignacy Kraszewski, Ignacy Jan Paderewski, kompozytor i pianista Juliusz Zarębski. Wszyscy oni zapisali wspaniałą kartę w historii Kościoła i narodu polskiego, tu na tych ziemiach.   

Warto, więc z Polakami i dla Polaków Żytomierszczyzny, żyć i pracować, tak abyśmy tworzyli jedną cudowną polską rodzinę, ale też i rodzinę Bożą.

Musimy przy tym też pamiętać o naszej tożsamości i jej obronie, tak aby ona nie została zatarta przez mocne prądy nacjonalizujące. To samo dotyczy Kościoła, który nigdy nie może być Kościołem nacjonalistycznym - ani ukraińskim, ani polskim, ani żadnym innym. Kościół jest i powinien być katolicki dla wszystkich narodów, w którym wszyscy ludzie mają swoje miejsce i mogą się modlić w swoim języku. Kto chce modlić się po ukraińsku, niech się modli. Kto chce po rosyjsku, niech też się modli, a kto chce po polsku niech się modli. Do takiej właśnie modlitwy każdy wierny powinien mieć prawo. Musimy też koniecznie pamiętać o polskich korzeniach Kościoła na Żytomierszczyźnie i w ogóle na Wschodzie.


Polski cmentarz w Żytomierzu. Grób rodziców Ignacego Jana Paderewskiego

Teraz, kiedy Kościół się rozwija w kierunku języków narodowych i miejscowej kultury ukraińskiej, nie można jednocześnie zapominać o jego polskich korzeniach. Jeżeli bowiem zapomnimy, to umrzemy. I dlatego nasza praca Chrystusowców na Ukrainie jest tak niesłychanie ważna.   Kościół nie jest poprawny politycznie i nigdy nie był. Jeżeli poprawność polityczna polega na tym, żeby wszystko w Kościele było po ukraińsku, to ja mówię nie! I jeżeli nawet Polacy są w Kościele, nawet dla wielu duchownych niewygodni, to ja w imię katolickości Kościoła bronię jego polskości. Ale bronię też jego ukraińskości. To jest nasza misja Chrystusowców, dlatego pracujemy w pocie czoła mocno broniąc tej polskiej płaszczyzny.

Nikt tego nie da rady zatrzeć. Kościół na Ukrainie wyrósł z polskości i w swoim czasie bronił tej polskości. I dlatego teraz tę polskość musimy pielęgnować.

Ciekawe, że Polacy z Żytomierza nie lubią, kiedy się ich nazywa Polonią. Oni z Polski przecież nigdy nie wyjeżdżali i zawsze tu mieszkali, tylko granice się zmieniły. My Chrystusowcy na Ukrainie nie jesteśmy dla Polonii tylko dla Polaków. I to jest takie nowe oblicze pracy Chrystusowców. Wcześniej byliśmy zawsze dla wychodźstwa. A tu na Ukrainie takowego nie ma.

- Porozmawiajmy jeszcze o zmarłych i żytomierskiej nekropolii…

- Żytomierz chlubi się jedną z najpiękniejszych pamiątek na całej Ukrainie – cmentarzem polskim. Po cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie i cmentarzu na Rossie w Wilnie, jest to trzecia, co do ważności, polska nekropolia poza granicami kraju. Żytomierz był przemilczany przez wiele dziesiątków ostatnich lat. Polskość Żytomierza była totalnie niszczona w ZSRR. W Żytomierzu obowiązywał przez lata zakaz mówienia, że był tu Ignacy Jan Paderewski, choć jego rodzice i siostra zostali pochowani na tutejszym polskim cmentarzu. Paderewski był wpisany w rejestry szlachty żytomierskiej. Do dzisiaj spotykam się jednak z wielkim oporem środowisk komunistycznych i nacjonalistycznych chcących wymazać fakt pobytu Paderewskiego w Żytomierzu, który jest największym mężem stanu, jaki tu mieszkał. Tego się jednak nie da dłużej ukrywać…

- Dziękuję za ciekawą rozmowę. Życzę Księdzu wielu łask i sił do dalszej pracy duszpasterskiej dla Polaków Żytomierszczyzny oraz zbliżenia polsko-ukraińskiego.

Rozmawiał i fotografował Leszek WĄTRÓBSKI

Dziennik Kijowski