Dziś: poniedziałek,
27 lutego 2017 roku.
Przegląd do nr 537 luty 2017 r.
Polacy Ukrainy
Był z pokolenia Kolumbów
Dimidium facti, qui coepit, habet

Kijanowski Pereułok w Kijowie. Nowy budynek zbudowany niedawno ale z fasadami w starym stylu. Pierwsze piętro. Nieduży, skromnie wyposażony pokój biurowy. Świeżo pomalowane jaskrawo białą farbą ściany. Na tle tej bieli tłoczący się ludzie, mimo że ubrani różnorodnie wydają się być cali w czerni. Do pokoju trudno się wcisnąć. Zebrani ludzie nie zwracają uwagi na nic tylko chłoną słowa wypowiadane przez prowadzącego zebranie. Można wyczuć fale emocji. Czasami z cichego pomruku tłumu wyrywają się bardziej zrozumiałe frazy. Prowadzący spotkanie starszy pan uspokaja ludzi cichym, nieco chrapliwym głosem. Do stojących na korytarzu dolatują tylko oddzielne słowa. Z trudem z tych słów można ułożyć mozaikę wydarzeń, których one dotyczą. Jakieś zespoły folklorystyczne, jakieś wydarzenia, problemy ze strojami... Padają liczby, nazwiska, miasta. Z tych urywków zdań, z oddzielnych słów wypowiadanych to po polsku, to po ukraińsku lub rosyjsku zaczyna wyłaniać się obraz lawinowo odradzającej się na Ukrainie polskości…

Moje mieszkanie na Horodeckiego, wtedy jeszcze Marksa. Wieczorny telefon. Znów ten sam spokojny głos w słuchawce. Zapytanie o maszynę do pisania z polską czcionką. Wtedy komputery były jeszcze rzadkością a oto trzeba wydrukować projekt statutu – Statutu Związku Polaków na Ukrainie. Następnego dnia wieczorem statut wydrukowany ozdobną czcionką jest w siedzibie Zarządu Głównego. Wkrótce, po zatwierdzeniu unormuje działania nowo powstałej organizacji…

Ulica Gogolewska. Cotygodniowe zebranie redakcji. Omawiany jest kolejny numer „Dziennika Kijowskiego”. Znów ten sam spokojny głos. Tym razem jego brzmienie zmienia się, faluje. Głos zwykle ciepły i miękki twardnieje, kiedy omawiane są potknięcia i organizacyjne niedoskonałości. Wystąpienie choć spontaniczne jest dobrze przygotowane. Kolejno, systematycznie, strona po stronie analizowany jest cały numer. W wypowiedziach czuje się zawodową pewność, że wszystkie krytyczne uwagi nie podlegają dyskusji, a pochwały są pochwałami zawodowca...

Zacierają się w pamięci fakty. Pozostają w pamięci urywki wydarzeń, migawki obrazów, brzmienie słów, zapamiętany nastrój spotkań. U każdego inne obrazy, inne emocje, inne odczucia. Coraz mniej pamiętamy zdarzenia, coraz bardziej swoje myśli i oceny. Im słabiej w pamięci wyrysowuje się postać i tym bardziej powinniśmy doceniać stworzone przez niego dzieło. Nie, to nie on stworzył ruch polski na Ukrainie, on tylko więcej niż inni w tym pierwszym, najważniejszym okresie oddał mu czasu, zdolności, serca, wiedzy, patriotyzmu. On, były oficer - po prostu przejął nad nim dowództwo. On ten ruch uporządkował, ujął w organizacyjne i prawne ramy.

Sam nie miał prostego życia. Był Polakiem, a być Polakiem nie było łatwo. Był z pokolenia Kolumbów, których młodość pogrążono w piekle wojny. Chwile powojennych, patriotycznych uniesień i dość nieoczekiwany pobyt w kraju przodków, przerwano politycznymi groźbami i niepewnością o bezpieczeństwo bliskich. Wtedy nie było prostych wyborów. Wybrał powrót na Ukrainę, do rodziny.

W tym roku minęła 20 rocznica jego śmierci. Trochę dziwi zapomnienie jego mogiły przez bliskich niegdyś współpracowników i działaczy. Kierował Związkiem Polaków na Ukrainie od powstania organizacji do samej śmierci (6 stycznia 1996 r.). Dziś, po kolejnym Kongresie Związku, chciałbym przypomnieć słynne słowa jednego z wielkich mędrców starożytności  - Dimidium facti, qui coepit, habet - „Połowę dzieła dokonał, kto dzieło zaczął”. Pamiętajmy o tym!

Jacek Swiderski

Dziennik Kijowski