Dziś: wtorek,
26 września 2017 roku.
Przegląd do nr 552 wrzesień 2017 r.
Rodacy
Rozmowa z ks. Krzysztofem SandąSChr z Belfastu
POLACY W IRLANDII PÓŁNOCNEJ


Ballymeny.
Niedzielną mszę św.w kościele pw. Wszystkich Świętych odprawia Ks. Krzysztof SandaTChr

- Jak liczna jest Polonia w Irlandii Północnej?

-Najnowsze dane, jakie uzyskałem z Konsulatu RP w Edynburgu, mówią o ok. 50 tysiącach Polaków zamieszkujących w Irlandii Północnej. Uważam, że dokładną liczbę jest dość trudno ustalić. Wiele osób mieszkających chociażby w Belfaście nie wie, czy zostanie tu na dłużej, na zawsze. Spotykam się z niemałą grupą Polaków, którzy wprost przyznają, że jeszcze rok, dwa, może dłużej i mają w planach powrót do kraju. Na pewno nie wiążą oni swojej przyszłości na stałe z Irlandią.

Znam osoby, rodziny, które w tym kończącym się roku wróciły do Polski. Z drugiej strony, są i takie polskie rodziny, małżeństwa, które kupują tutaj mieszkanie. A ich dzieci, często już młodzież, dość dobrze zaaklimatyzowała się w tutejszym środowisku.

-W jakich miejscowościach odprawia Ksiądz polskie nabożeństwa.

-W związku z tym, że Belfast jest stolicą Irlandii Północnej i, że w rejonie tego miasta jest najwięcej Polaków, moja posługa koncentruje się właśnie tutaj. Swego rodzaju centrum religijnym polskiej społeczności jest kościół św. Antoniego (St. Anthony`s Church). Dzięki Bogu obecna współpraca z księdzem proboszczem tego kościoła układa się wspaniale i mogę tylko życzyć, by każdy polski duszpasterz miał takiego lokalnego współpracownika. Nie ma więc problemów, by Polacy gromadzili się „u Antoniego”, jak mówi się w Belfaście, na nabożeństwach odprawianych w ojczystym języku. Niedzielnych Mszy św. jest trzy: o 9.30, 13.00 i 19.00. Wydaje mi się, że każdy kto tylko ma możliwość dotarcia do kościoła, ma również możliwość uczestniczyć we Mszy w języku polskim; a przed Mszą jest także możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Godziny Mszy są dostosowane do osób pracujących w niedziele, jak i do rodzin z małymi dziećmi, ale i do takich osób, które lubią być na Mszy rano, tak by potem pozostałą część dnia mieć dla siebie i bliskich.

W kościele św. Antoniego, poza niedzielnymi Mszami, odprawiane się nabożeństwa, np. różaniec, Wypominki, Droga Krzyżowa, majówki, itp. Kościół często służy także jako miejsce katechez przygotowujących do bierzmowania, czy I Komunii św.

Innym miejscem, do którego dojeżdżam, by odprawić niedzielną Mszę św. jest kościół Wszystkich Świętych (AllSaints` Church) w Ballymenie. To miasto położone ok. 30 mil (ok. 50 km) od Belfastu. Msza św. w języku polskim jest odprawiana w każdą sobotę o 16.00. I podobnie jak w Belfaście, przed Mszą świętą jest możliwość wyspowiadania się. Również w Ballymenie nie ma żadnych problemów z lokalnymi księżmi.

I w Belfaście i w Ballymenie jest przedświąteczna spowiedź (przed Bożym Narodzeniem, Wielkanocą), rekolekcje wielkopostne, I Komunia święta w języku polskim.

W związku z tym, że jestem jedynym polskim księdzem w diecezji, nie mam możliwości prowadzenia stałego polskiego duszpasterstwa w innych lokalnych kościołach, w innych miejscowościach.

-Jak długo duszpasterzuje Ksiądz w Irlandii Północnej? Gdzie wcześniej Ksiądz pracował?

-Do Belfastu przypłynąłem ponad 3 lata temu, na początku września 2013 roku. Przypłynąłem, ponieważ wcześniej pracowałem w Manchester. Aby dostać się więc do Irlandii musiałem jedynie pokonać Morze Irlandzkie, które oddziela te dwie wyspy.

Do Wielkiej Brytanii przybyłem chyba, jak większość naszych rodaków, czyli samolotem. Było to ostatniego dnia lipca 2009 roku. Najpierw, przez około miesiąc byłem na tzw. zastępstwie w Peterborough, po którym rozpocząłem posługę w Southampton. Jak wskazuje sama nazwa tego miasta, było to na południu wyspy. W Southampton byłem rok, do września 2010 roku, kiedy zostałem przeniesiony do kolejnego dużego angielskiego miasta – Manchester. Po 3 latach posługi w mieście znanym chyba najbardziej z dwóch piłkarskich klubów: Manchester City i Manchester United, jak wspomniałem wyżej, dotarłem do Irlandii Północnej.

Tutaj w Irlandii Północnej zupełnie inaczej wygląda moja praca. Na początku trzeba zaznaczyć, że jestem kapelanem Polaków w diecezji Down and Connor, czyli przede wszystkim posługuję naszym rodakom, a dopiero potem – w miarę możliwości – pomagam lokalnym księżom. Jestem jedynym polskim kapłanem w tej diecezji. Jest to bardzo ważna uwaga. Mieszkam na co dzień w centrum Belfastu, przy kościele św. Malachiasza (St. Malachy`s Church). Moja praca tutaj zakłada, że w razie potrzeby, muszę dojechać nawet do najdalej położonego zakątka diecezji. Czasami jest to około 70 mil (około 110 km) w jedną stronę.


Belfast. Kościół św. Antoniego

Pierwsi kapłani ze zgromadzenia Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej przyjechali do Irlandii Północnej we wrześniu 2007 roku, a więc prawie 10 lat temu. Jednak Msze święte w języku polskim były odprawiane już kilka lat wcześniej. Zanim do Irlandii Północnej przyjechali chrystusowcy, to opiekę duszpasterską nad naszymi rodakami sprawowali polscy księża diecezjalni.

Od samego początku Belfast, a więc stolica Irlandii Północnej, był miejscem, gdzie przebywa polski kapłan. Dzisiaj na ziemi północnoirlandziej posługują jedynie księża chrystusowcy. Ogółem jest 5 kapłanów w Irlandii Północnej, plus dwóch kapłanów chrystusowców posługujących w Dublinie. Oczywiście na całej wyspie, jaką jest Irlandia, jest więcej polskich duszpasterzy.

Mieszkam na lokalnej plebanii, razem z irlandzkim księdzem – Fr. Michael`emMcGinnity. Na co dzień więc mam nieograniczony kontakt z językiem angielskim.

- Jak wygląda praca duszpasterska w parafiach polonijnych? Czym różni się od pracy w Polsce?

-Od samego początku współpracuję z Polską Szkołą Sobotnią w Ballymenie - jedyną szkołą w Irlandii Północnej, w której lekcje religii były, są od samego początku jej funkcjonowania i gdzie wszystkie dzieci  mają katechezę.

Istnieje także Polska Szkoła Sobotnia w Belfaście. Tutaj, ze względu na moją nieobecność w soboty w Belfaście, religii nauczają dwie katechetki: Paulina i Wioleta.

Polacy, chociaż opuścili rodzinne strony, na pewno chcą podtrzymywać zwyczaje, które są tak bardzo charakterystyczne dla polskiej religijności. Jednym z takich zwyczajów jest tzw. kolęda, czyli wizyta duszpasterska w okresie Bożego Narodzenia.

Nie sposób tu nie wspomnieć o pewnych różnicach, które są związane z kolędą na emigracji. Po pierwsze, aby ksiądz daną osobę, rodzinę odwiedził, trzeba o to poprosić. Już na początku Adwentu wykładam specjalne zaproszenia na kolędę.

Czas odwiedzin trwa często dłużej niż tylko do 2 lutego. Wynika to z wielu czynników: jestem jedynym polskim księdzem, Polacy mieszkają w różnych miejscowościach (ja jako ksiądz „po kolędzie” jeżdżę samochodem od domu do domu, bo każdy adres to inna ulica, a czasem inne miasto), a także fakt, że Polacy często pracują do 17.00, 18.00, więc dopiero po tej godzinie mogę zacząć odwiedzanie naszych rodaków. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że tu, w Irlandii Północnej, podczas tzw. kolędy pokonuję samochodem ok. 500 km, by odwiedzić tych, którzy mnie zapraszają.

- Jakie problemy pastoralne występują najczęściej w Irlandii?

-Jednym z ważnych problemów występujących nie tylko w Irlandii Północnej, ale ogólnie na emigracji, jest problem odległości, samotności, braku kontroli. Co mam na myśli? Wyjeżdżając za granicę często zostawia się w kraju swoich bliskich, często są to rodzice. W Polsce owi rodzice są niejednokrotnie tymi, którzy mobilizują swoje dzieci do pójścia na np. niedzielną Mszę świętą. Tutaj, żyjąc bez rodziców, nie ma już tych, którzy mogliby jakoś sprawdzić, że było się w kościele. Czasem na pytanie, czy chodzi Pan/Pani co niedzielę do kościoła, słyszę odpowiedź: „niestety nie zawsze mi się to udaje, ale jak jestem w Polsce, czy tutaj, kiedy odwiedzają mnie bliscy, to zawsze jestem”.

Nie jest żadną tajemnicą, że wielu Polaków wyjechało z kraju w celu poprawy swojej sytuacji materialnej. Niestety, na emigracji pieniądz dalej często jest na pierwszym miejscu.

Inną odpowiedzią, którą słyszę na pytanie wyżej przytoczone, są słowa: „no wie ksiądz, jak to jest, jest rodzina, dzieci, trzeba to utrzymać i dlatego w niedzielę chodzę do pracy”.

Takim, powiedziałbym, „moim problemem duszpasterskim” jest fakt, że jestem jedynym polskim księdzem w diecezji, która terytorialnie raczej mała nie jest. Czasem, pół żartem, pół serio, mówię, że kto pierwszy, ten lepszy. Rozmowa, spotkanie, często spowiedź może poczekać. Nieco trudniej jest, kiedy ktoś mnie wzywa do umierającej osoby, która mieszka poza Belfastem, a ja np. za pół godziny mam Mszę. Kiedy nie mogę osobiście pomóc w nie cierpiących zwłoki sytuacjach, zawsze proszę rodzinę, by skontaktowała się z irlandzkim księdzem. Wtedy pojawia się pewna wątpliwość, czy wszystko zrobiłem, co mogłem.

Jak widać, problemów na emigracji nie brakuje. Dlatego bardzo proszę wszystkich Czytelników o modlitwę za nas-emigrantów. Nie ważne, czy wyjechaliśmy z kraju, bo chcieliśmy, czy musieliśmy, modlitwa zawsze będzie bezcenną pomocą. Dla wielu rodaków na pewno pomoże ona dźwigać ich codzienny krzyż, bo jak sami mówią: „proszę księdza, tutaj, za granicą, to ja nie jestem u siebie”.

Rozmawiał Leszek WĄTRÓBSKI
(Zdjęcia autora)

Dziennik Kijowski