Dziś: czwartek,
23 listopada 2017 roku.
Przegląd do nr 555 listopad 2017 r.
Przeczytaj
Obyczajowość


Zapusty w wiejskiej karczmie

Z Nowym Rokiem szedł karnawał,
Przebieraniem się zabawiał.
W instrumenty przebrał drzewa,
Wiatr w gałęziach pieśni śpiewał.

W tym roku karnawał, który rozpoczął się od święta Trzech Króli będzie bardzo długi. W sumie potrwa aż 54 dni i zakończy się tradycyjnie we wtorek 28 lutego tzw. Śledzikiem. 1 marca 2017 nastąpi Środa Popielcowa - pierwszy dzień Wielkiego Postu..

Karnawał (Zapusty) to wesoły okres zabaw, bali, hucznych parad przebierańców ubranych w specjalnie na ten cel przygotowane stroje.

Nazwa pochodzi od łacińskiego wyrażenia carrus navalis (wóz w kształcie okrętu). Taki wóz, zazwyczaj, prowadził parady w czasie rzymskich bachanalii (uroczystości na cześć Bachusa boga płodów i wina). Odpowiednikiem Bachanalii w starożytnej Grecji były Dionizje. W obu przypadkach był to okres wyuzdanych zabaw przy winie, tańców, często orgii, biesiad i bali przebierańców i maskarad. Według innej teorii nazwa karnawał pochodzi od łacińskiego słowa carnavalecaro - mięso, vale - bywaj, żegnaj), gdyż jest to okres poprzedzający Wielki Post.

W tradycji chrześcijańskiej oznacza okres przed Wielkim Postem, w którym dawniej w ogóle mięsa nie spożywano przez 40 dni. Karnawał swoje korzenie ma w kultach płodności i agrarnych. Według wierzeń, czym mocniej się bawiło, im wyższe będą skoki, koło ogniska, tym wyżej będzie rodziło zboże. Stąd imprezy karnawałowe, to przede wszystkim imprezy taneczne.

W Polsce karnawał (czyli staropolskie zapusty) pojawił się za czasów szlachty sarmackie.  Bawiono się wtedy bardzo hucznie. Szczególnie popularne były kuligi oraz maskarady lub maszkary, czyli zabawy polegające na zakładaniu masek. Kulig był zabawą wyłącznie stanu wyższego, czyli szlachty i magnaterii. Polegał on zazwyczaj na odwiedzaniu się sąsiadów z całej okolicy.

Gdy nadszedł czas kuligu zjeżdżano się na saniach w jednym miejscu. Zwoływano muzykę, a gdy już wszystko było gotowe obsyłano po domach laskę z kulą, która zwoływała kulig. Wyprawiano w drogę arlekina, który z trzepaczką w ręku wpadał do domu gdzie miano zajechać i śpiewał skacząc: Ej, kulig, kulig, kulig !

Odwiedzający się przyjeżdżali wieczorem w towarzystwie muzyki, w świetle kagańców i pochodni. Wjeżdżano galopem na podwórze, trzaskano z biczów i wiwatowano. Z dworu wychodził gospodarz i gospodyni, witając uprzejmie kuligowe towarzystwo i zapraszając do środka.

Kilkugodzinna przejażdżka na mrozie zaostrzała apetyty, tak że ze stołu bardzo szybko znikały ogromne misy zwierzyny, kiełbas, zrazów, szynek, kapusty i delikatniejszych potraw i ciast. Najważniejszą potrawą był bigos. Zwyczaj nakazywał spełniać toasty tylko winem. Bawiono się do białego rana, potem rozchodzono na krótki odpoczynek. Zjadano śniadanie z obiadem, dziękowano za przyjęcie, pito strzemiennego i wraz z gospodarzem ruszano dalej do następnego dworu. Kuligi  były bardzo modne w okresie międzywojennym, ale już nie tak huczne jak te szlacheckie. Później organizowano je głównie dla dzieci.

Na wsi, w dawnej Polsce, ucztowano w karczmach. Po wsiach zaczęły chodzić turonie, niedźwiedzie i wilki, drogami włóczyły się tabuny wesołych przebierańców, odwiedzających domy i zbierających dary. Twarze czerniono sobie sadzą, wkładano różne dziwaczne stroje, ściskano przypadkowych przechodniów na ulicy; jednym słowem - dzielono się wesołością z innymi, domagając się przy tym pieniędzy bądź jedzenia. Specjalnie na zapusty przygotowywano wesołe piosenki.

Do najbardziej popularnych postaci karnawałowych należał znany w wielu regionach Polski, chodzący już pod koniec grudnia z kolędnikami - turoń, ponadto koza, niedźwiedź, bocian i żuraw.

Innym zwyczajem, trzeba przyznać, że bardzo przykrym, było wprzęganie do dębowej kłody tych chłopców i dziewcząt, którzy przez okres karnawału nie zdążyli stanąć na ślubnym kobiercu lub się zaręczyć. Kłodę wśród śmiechów i szyderstw ciągnęli oni do karczmy, gdzie musieli się wykupić, stawiając wszystkim obecnym jadło i gorzałkę. Podobny sens miała zabawa zwana podkoziołkiem. Polegała ona na tym, że w ostatni wtorek przed Popielcem niezamężne kobiety spotykały się w karczmie i tańczyły ze sobą, rzucając pieniądze na stojący w pobliżu orkiestry talerz. Był to okup za życie w stanie wolnym, a także ofiara na intencje przyszłego szybkiego zamążpójścia.

Obecnie bale i imprezy karnawałowe nie są już tak huczne jak dawniej. Polacy najczęściej ograniczają się do zabaw ostatkowych - w ostatni tydzień karnawału. Ostatki rozpoczynają się tłustym czwartkiem, kiedy to obowiązkowo należy zjeść kilka pączków i faworków.

Tańce trwały przez całe noce do białego rana, czego echa przetrwały w znanej do dziś w piosence pt. „Jeszcze jeden mazur dzisiaj, choć poranek świta”. Oprócz mazura w modzie był wówczas polonez, młynek, hajduk i taniec świeczkowy.

Zabaw i zwyczajów karnawałowych było kiedyś bardzo dużo. Wszyscy byli dla siebie mili, serdeczni, potrafili się cieszyć i co najważniejsze dzielić się tą radością z drugim człowiekiem. Sprzyjało to rozwojowi tradycyjnej kultury ludowej.

KOS

Dziennik Kijowski