Dziś: środa,
23 sierpnia 2017 roku.
Przegląd do nr 550 sierpień 2017 r.
Rodacy
Polonia Kazachstańska chce wrócić do ojczyzny


Prof. Jan Zinkiewicz, wieloletni prezes Związku Polaków Kazachstanu

Dzisiejszy Kazachstan zaskakuje wieloma kontrastami. Wystarczy spojrzeć na jego mapę, aby docenić geopolityczne położenie tego państwa i być pod wrażeniem wielkości jego obszaru, rozciągającego się ze wschodu na zachód na długość 3 tys. km i z południa na północ – 1800 km. Nie wspomnę już o obszarze wynoszącym 2 mln 700 tys. km kw. (8,5 razy większy od Polski i 9 miejscu na świecie)… i jeszcze ludności wynoszącej zaledwie 14,5 mln ludzi.

Kraj ten, niepodległy od roku 1991, został skolonizowany przez Rosję w końcu XVI wieku. Wcześniej nie był zwartym organizmem państwowym. Po jego stepach koczowały odosobnione rody i plemiona narodu kazachskiego, tureckiego pochodzenia. Słowo „Kazach” lub „Kazak” w językach turskim oznacza „włóczęgę” lub „wędrownika”.

Kazachstan posiada olbrzymie bogactwa naturalne. Na jego terytorium występuję prawie 100 z 110 pierwiastków ukazanych na tablicy Mendelejewa – z dużymi zasobami gazu i ropy naftowej. Bogactwa naturalne Kazachstanu spowodowały olbrzymie zmiany narodowościowe za czasów radzieckich. Przed rewolucją bolszewicką 1917 roku struktura ludności składała się z 90% Kazachów i 10% ludności nierdzewnej (Rosjanie i inni). Według spisu z 1989 Kazachowie stanowili już tylko 32%, pozostałe 68% - to ludność rosyjskojęzyczna. Dziś Kazachowie stanowią 51%, a ludność rosyjskojęzyczni 49%.

Na te 49% składa się 140 grup narodowościowych, które w czasach radzieckich przymusowo deportowano tam z różnych części Związku Radzieckiego. Byli wśród nich także zwolnieni z łagrów Gułagu i osiedleni na wieczyste zamieszkanie, bez prawa powrotu w rodzinne strony. Następnie, w latach 1920-1950 deportowano tam prawie 5 mln Rosjan, tzw. kułaków, zwolnionych z łagrów oraz podejrzaną inteligencję, własowców, jeńców wojennych z niemieckiej niewoli, miłośników antyradzieckich dowcipów. Deportowano również 1,5 mln Niemców z Powołża i Kaukazu, 650 tys. Ukraińców – tzw. banderowców, 350 tys. Koreańczyków z dalekiego Wschodu oraz setki tysięcy innych narodowości: Greków, Kurdów, Czeczenów, Inguszy, Białorusinów, Ormian, Bułgarów, Tatarów z Krymu i oczywiści Polaków.


Rodzina Anatola Diaczyńskiego, któremu w ramach repatriacji udało się wrócić do kraju (Kokszetau)

Polacy w Kazachstanie pojawili się dość dawno, jeszcze w XVIII wieku – opowiadał prawnik, prof. Jan Zinkiewicz, wieloletni prezes Związku Polaków Kazachstanu. Byli to przeważnie bojownicy za wolność i niepodległość Polski, zsyłani do Kazachstanu na rozkaz carów. Pewną liczbę stanowili też Polacy, urzędnicy administracji carskiej lub osoby zajmujące się wolnymi zawodami. Często byli to też potomkowie polskich zesłańców z wewnętrznych guberni europejskiej Rosji. Potomków tych zesłańców spotykamy dziś na terenie całego Kazachstanu.

We Wschodnio-Kazachstańskim obwodzie znany jest liczny ród Klinowickich, zesłany przez carycę Katarzynę II po stłumieniu Powstania Kościuszkowskiego. W Karagandzie znani są potomkowie szlacheckich rodów Kraśnickich, w Kokczetawie – Rudnickich, Zwolskich, Potockich – a w Ałma-Acie – Sikorskich, Łuczyńskich czy Zielińskich. Wszyscy oni są już zrusyfikowani, ale pamiętają o swoim polskim pochodzeniu, wierze rzymsko-katolickiej i powodach zesłania.

Łącznie w strukturze ludności, do roku 1917, Polaków w Kazachstanie było około 2 tysiące. Dopiero po słynnej stalinowskiej deportacji, w roku 1936, Polacy stali się znaczącą demograficznie grupą tutejszej ludności. Wtedy, bez żadnego legalnego powodu, kierując się wyłącznie motywami zemsty historycznej za przynależność do narodu polskiego, na podstawie decyzji Biura Politycznego Partii Komunistycznej, z dni 18 marca 1936 roku, z ukraińskich ziem należących dawniej do Pierwszej Rzeczypospolitej deportowano do Kazachstanu 93 tys. ludności polskiej.

Deportowana ludność, kwalifikowana oficjalnie jako „specjalni przesiedleńcy”, osiedlana była w kołchozach i poddawana specjalnemu reżimowi trzymania i przemyślanej ideologicznej indoktrynacji, podobnych do łagrów koncentracyjnych pod nadzorem komendatur NKWD.

Wszyscy Polacy uważani byli za przesiedleńców „na stałe”, bez prawa powrotu w swoje rodzinne strony. Żadna też osoba starsza, od 14 roku życia, nie miała prawa wyjść poza swoją wieś, w której mieszkała, bez odpowiedniego zezwolenia komendanta MSW. Odpowiednią przepustkę trzeba było otrzymać na pójście do lekarza, szkoły, szpitala, apteki, sklepu czy do pracy w polu.

 „Specprzesiedleńcom” nie wydawano też paszportów, bez których w ZSRR człowiek automatycznie podlegał aresztowi. Bez paszportu nie można było nabyć biletu kolejowego, wstąpić na uczelnie czy dostać się do urzędu. Polaków, jako „wrogów władzy radzieckiej” nie brali do wojska, aż do roku 1957. Już po zniesieniu tego ograniczenia, przy wydawaniu paszportu, wstawiano Polakom specjalny stempel ze wskazaniem, że jego posiadacz może mieszkać i poruszać się tylko na terytorium określonego rejonu czy obwodu.

Polacy deportowani do Kazachstanu nie mieli żadnych praw przez 20 pierwszych lat (1936-1956). Fakt ten odbija się do dnia dzisiejszego na świadomości prawie całego pokolenia tamtejszej Polonii. Według statystyk MSW ZSRR z 5 obwodów Północnego Kazachstanu, w latach 1936-1940 – opowiadał prof. Jan Zinkiewicz, było zastrzelonych, przez jednostki wojsk wewnętrznych i komendantów, 857 uciekinierów różnych narodowości, w tej liczbie 231 Polaków. Mój wujek po ojcu Antoni Zinkiewicz, w wieku 32 lat, zbiegł w roku 1951 z kołchozu Krasnaja Kamionka, kokczetawskiego obwodu. Tropiący go żołnierze MSW byli już blisko. Uciekając przed nimi skoczył do jadącego pociągu. Tam stracił obie nogi.


Karaganda, wnętrze katedry

Podam inny przykład. Wszyscy Polacy mieszkali w standardowych ziemiankach o powierzchni około 12 m kw. nazywanych nielegalnie „stalinówkami”. Po wojnie do polskiej wsi przywieźli 200 rodzin Czeczenów, wysiedlonych z Kaukazu, których następnie rozmieszczono w polskich rodzinach. W naszej, obok ojca i matki, było 5 dzieci i wszyscy mieściliśmy się w dwu pokojach. A tu jeszcze, razem z nami, zakwaterowano 5 osobową rodzinę z psychiką i nawykami kaukaskimi.

Ale to jeszcze nie wszystko. Władze radzieckie w odniesieniu do Polaków realizowały swoisty program „depolonizacji” – czyli „odpolaczenia”. Taki program zawierał wykluczenie nauki języka polskiego, prześladowanie za rozmowę w języku polskim oraz praktyk religii rzymsko-katolickiej. Dla porównania powiem, że język niemiecki był nauczany w szkołach nawet podczas wojny, a Niemcy, również deportowani do Kazachstanu, mogli swobodnie posługiwać się swoim ojczystym językiem. Za znalezione Pismo Święte w języku polskim Polak bywał oskarżany o antysowiecką agitację i otrzymywał 10 lat więzienia.

W świadomość wszystkich grup ludności radzieckiej wpisana była zasada, że każdy Polak – to wróg. I to skutkowało. Często byliśmy traktowani jak wrogowie, nawet wśród ludności również deportowanej do Kazachstanu. W takich warunkach pozostawać Polakiem i nie ukrywać swego pochodzenia świadczyło o wielkiej odwadze.

Jednocześnie władze sowieckie zachęcały Polaków do rezygnacji ze swojej narodowości i wpisywania do dokumentów rejestracyjnych innej narodowości: ukraińskiej, białoruskiej czy rosyjskiej. Obecnie pewnego rodzaju problemem, dla pewnej liczby Polaków w Kazachstanie, jest przywrócenie ich wcześniejszego polskiego pochodzenia.

Staliśmy się wreszcie obiektem brutalnej i bezlitosnej - politycznej, kulturowej, językowej i religijnej zemsty i dyskryminacji za przynależność do polskiej nacji. Po roku 1956, kiedy to na rozkaz Chruszczowa zniesiono komendantury ze swoim półwięziennym reżimem, pewne zakazy i ograniczenia jednak zostały. Nie wolno było nadal wyjeżdżać z Kazachstanu. Zapowiedziano też, że nie będzie nam zwrócone skonfiskowane mienie i domy na Ukrainie. Z kołchozów, w których większość z nas pracowała, wyjechać można było wyłącznie za zgodą przewodniczącego. Ten jednak nie był zainteresowany w pozbawieniu się darmowej niewolniczej siły roboczej. I chociaż już był otwarty dostęp do niektórych wyższych uczelni i zajmowania nawet najwyższych stanowisk urzędniczych w administracji, policji i gospodarce, to jednak wśród innych narodów, także tu deportowanych, w różnym stopniu i nasileniu, ograniczenia w prawach Polaków utrzymywały się, aż do rozpadu ZSRR. Nic więc dziwnego, że aby biologicznie przetrwać zmuszeni byliśmy przyjąć rusyfikację oraz elementy kultury rosyjskiej i stać się lojalnymi obywatelami państwa radzieckiego. Instynktownie działaliśmy zgodnie z zasadą, że w takich warunkach nie możemy być lwami, bo lwy szybko giną. Ale nawet w takiej sytuacji, staraliśmy się zachować świadomość swego polskiego pochodzenia, polskiej kultury i religijnej przynależności.

Dziś, żyjemy w niepodległym państwie jakim jest Kazachstan, który buduje nowe społeczeństwo na podstawach monoetnicznych. A swoją politykę państwową, narodową i kadrową na bazie turecko-muzułmańskiej kultury i kazachskiego języka. Taką politykę Kazachów można łatwo wytłumaczyć. Po 200 latach przynależności do imperium rosyjskiego zrozumiałym jest dążenie tego narodu do przywrócenia swojej niepodległości, kultury i języka. Zgodnie też z ustawą o języku państwowym rok 2007 był rokiem ostatecznego przejścia w administracji, szkolnej edukacji na uniwersytetach i uczelniach innego typu, w przemyśle i rolnictwie na język kazachski. Skutkiem jednak takiej polityki dla ludności nierdzennej, w tym także i dla nas Polaków, decyzja ta stała się elementem niepożądanym, eliminującym nas prawie ze wszystkich sfer życia politycznego, ekonomicznego i kulturowego. Konstytucja Kazachstanu nie zawiera wprawdzie żadnych norm prawnych, a ustawodawstwo kazachskie nie ma żadnych norm prawnych, dyskryminujących ludzi z powodów narodowych. Kazachowie są natomiast zjednoczeni wieloma więzami rodowo-plemiennymi, przy wiodącej roli patriotycznej narodowej inteligencji, która długo czekała na niepodległość. Ludzie ci widzą swoje państwo jako kraj dla Kazachów – to znaczy monoetniczny.


Starsze panie - Polki z Kazachstanu

W ciągu ostatnich lat rząd Kazachstanu przeprowadził repatriację 200 tys. swoich obywateli z różnych krajów: Mongolii, Chin, Afganistanu, Iranu, Iraku. Mając wyjątkowo wysoki stopień narodowej solidarności i rodzinnych powiązań, Kazachowie zajmują dziś więcej niż 90% wszystkich stanowisk w administracji, sądownictwie, policji, wyższych uczelniach oraz w różnych innych urzędach i instytucjach.

Ludność nierdzenna, szczególnie słowiańska, niemiecka czy żydowska, dobrze orientująca się w obecnej sytuacji i nie mająca życiowych perspektyw, decyduje się coraz częściej na wyjazd do swych historycznych krajów. Ogółem, po rozpadzie ZSRR, wyjechało z Kazachstanu prawie 4 mln ludzi, najwięcej do Rosji (ok. 2 mln), Niemiec (1 mln 100 tys.), 89 tys. do Izraela i ok. 500 tys. do innych krajów.

Polacy postawieni zostali ponownie przed dylematem: zmienić swoją przynależność cywilizacyjną albo opuścić ten kraj. W roku 1991 mieszkało w Kazachstanie 69 tys. Polaków. Obecnie liczba ta zmniejszyła się do 48 tys. Z liczby 20 tys. rodaków, którzy wyjechali z Kazachstanu, tylko ok. 4 tys. naszych repatriantów przyjechało do Polski. Reszta wyjechała do Rosji oraz do innych krajów z kulturą europejską. Ci, którzy tam pozostali, nadal w Polsce widzą swoją ojczyznę i czekają na repatriację. Oni mają za sobą przymusową ukrainizację, kiedy znaleźli się w granicach sowieckiej Ukrainy oraz przymusową rusyfikację, po przewiezieniu ich, w roku 1936, do Kazachstanu. Teraz zaś stoją przed alternatywą kazachskiej asymilacji. Takie są tam realia.

Polonia kazachska zwraca się z apelem do społeczeństwa polskiego, do prezydenta i wyższych władz Polski o przyspieszenie procesu repatriacji Polaków z Kazachstanu. Zdaje sobie jednocześnie sprawę z licznych polskich trudności. Docenia jednak dobro, które już od Polski otrzymali. Szczególnie za ustawę o repatriacji z 20 lipca roku 2000.

Z wielką też nadzieją oczekują cierpliwie na decyzję obecnego Sejmu i Senatu, które znowelizują starą ustawę, tak aby jeszcze bardziej przyspieszyć proces ich repatriacji w ściśle określonym terminie. Kazachstańscy Polacy długo cierpieli za swoje polskie pochodzenie i nie zważając na to zachowywali się jako część Narodu Polskiego. Trzeba im pomóc - tak, aby rozłożona w określonych terminach, systematyczna i cywilizowana repatriacja stała się wreszcie faktem odpowiadającym narodowej solidarności o zgodną z ogólnoludzkimi zasadami humanizmu chrześcijańskiego.

Leszek WĄTRÓBSKI
(zdjęcia: autor i archiwum)

Dziennik Kijowski