Dziś: sobota,
16 grudnia 2017 roku.
Przegląd do nr 557 grudzień 2017 r.
Historia
Spotkania z Adamem
1000 lat między Dnieprem i Wisłą (70)


Mapa Europy Środkowo-Wschodniej po traktacie pokojowym w Rydze

Polsko-sowieckie rokowania rozjemcze rozpoczęły się jeszcze w sierpniu 1920 roku w Mińsku, gdy niepodległość Polski była mocno zagrożona. Po klęsce bolszewików i tym samym uzyskaniu przez RP przewagi negocjacyjnej, rokowania przeniesiono na neutralny grunt - do Rygi (21 IX 1920). Polskę reprezentowali tak zwolennicy (Leon Wasilewski, Henryk Strasburger), jak i przeciwnicy realizacji idei Józefa Piłsudskiego, aby stworzyć antyrosyjską federację niepodległych państw, wśród nich Ukrainy.

Przeciwnicy wspomagania dążeń niepodległościowych Ukraińców uzasadniali swoje stanowisko brakiem w owych dążeniach takiej determinacji i siły, aby chodziło bardziej o pomoc niż zastępowanie – absurdalne bowiem byłoby dźwiganie przez wyczerpaną wojną z bolszewikami Polskę całego niemal ciężaru walk o niepodległość Ukrainy, tym bardziej, że sami Ukraińcy nie poparli w 1920 sojusznika Piłsudskiego - Petlury, a i państwa zachodnie były niepodległości Ukrainy przeciwne. W tym stanie rzeczy polska delegacja zaakceptowała jako część strony sowieckiej delegację marionetkowego rządu USRR, co jednak w kontekście umowy sojuszniczej z URL, zawartej wiosną 1920 r., nie wydaje się w pełni usprawiedliwione. Pewną znamienną ciekawostką rokowań, wyznacznikiem jakości intelektualnej delegacji sowieckiej wespół z „ukraińską”, był brak w niej kogokolwiek znającego język ukraiński, w związku z czym wersję ukraińskojęzyczną traktatu pisał polski (sic!) delegat Leon Wasilewski.


Roman Dmowski

Istotne znaczenie dla rokowań ryskich miał fakt, że sowiecka Rosja była wówczas przez mało kogo uznawana (de iure uznały ją w tamtym czasie tylko: Estonia, Finlandia, Gruzja, Litwa, Łotwa i Turcja), a także to, że polska delegacja była zdominowana przez polityków Narodowej Demokracji (endecji), programowo zabiegającej o włączenie terenów etnicznie mieszanych dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów w do odrodzonego państwa polskiego. Ta opcja wynikała z zasad sformułowanych przez przywódcę endecji, Romana Dmowskiego, na paryskiej konferencji pokojowej. Owe zasady bazowały na przekonaniu o tymczasowości rządów bolszewików w Rosji, a więc możliwości nawiązania wkrótce przyjaznych relacji z niekomunistycznym rządem Rosji. W naiwnych planach endeków owe relacje miałyby doprowadzić do antyniemieckiego sojuszu obronnego Polski i Rosji oraz podzielenia się ziemiami białoruskimi i ukraińskimi. Ów mało chwalebny pomysł miał „naukową” podbudowę w teorii twierdzącej, że Białorusini i Ukraińcy są „narodami niehistorycznymi” i w związku z tym łatwymi do polonizacji i rusyfikacji. Trzeba ze smutkiem stwierdzić, że już niedługo później zwolennicy owej teorii wprowadzali ją w czyn na Kresach Wschodnich II RP, czym w znacznej mierze, a może i głównie, przyczyniali się do eskalowania antypolskiej nienawiści wśród rdzennej ludności.

W rozważaniach o przyczynach fiaska dążeń niepodległościowych Ukrainy i realizacji programu federacyjnego, często polski grzech zaniechania przypisuje się Józefowi Piłsudskiemu. Niesłusznie, bo Naczelnik RP miał w rokowaniach ryskich symboliczne tylko przedstawicielstwo - większość delegatów wytypował Sejm i byli to głównie endecy nienawidzący Pierwszego Marszałka Polski, który jako wielki patriota o bujnej umysłowości i życzliwym usposobieniu był absolutnym przeciwieństwem narodowców pozbawionych cech koniecznych do szlachetnej integracji ludzi o zróżnicowanym pochodzeniu etnicznym. 


Tzw. „Linia Dmowskiego” - granice Polski proponowane przez stronę polską na paryskiej
konferencji pokojowej przez przywódcę endecji Romana Dmowskiego

Postanowieniem traktatu ryskiego, podpisanego 18 III 1921, Polska odzyskała ziemie należące do RP przed trzecim i częściowo drugim rozbiorem, a w latach 1795-1916 stanowiące część zaboru rosyjskiego, zaś od wiosny 1919 zajmowane przez polskie siły zbrojne. Ponadto Rosja i Ukraina zrzekły się roszczeń do Galicji Wschodniej z byłego zaboru austriackiego. Granica polsko-sowiecka była prawie zgodna z granicą po drugim rozbiorze z 1793; korekty na rzecz Polski dokonano w postaci części Wołynia i Polesia z miastem Pińskiem.

Generalnie, w kwestii rozstrzygnięć terytorialnych, Polska rezygnowała z ziem dawnej Rzeczypospolitej położonych na wschód od granicy ustalonej w Rydze, a Rosja i Ukraina z roszczeń do ziem na zachód od wytyczonej linii granicznej. Początkowo, tuż po podpisaniu rozejmu, Polska zgłaszała roszczenia do 12 tys. km kwadratowych terytoriów znajdujących się na wschód od linii rozejmowej. Ostatecznie obydwie strony zgodziły się na poprawki graniczne, obejmujące 3 tys. km kw. na korzyść Polski.

Traktat pokojowy przewidywał także wypłatę Polsce, tytułem rekompensaty za wkład ziem polskich w budowanie gospodarki rosyjskiej w okresie rozbiorów, kwoty 30 mln rubli w złocie według cen z roku 1913 (ustalenia te nie zostały jednak nigdy wykonane pod różnymi pretekstami przez stronę sowiecką). Zobowiązywał też bolszewików do zwrotu zagrabionych w czasie zaborów dzieł sztuki i zabytków; zwrócono jednak niewiele – na zasadzie wzajemności m.in. arrasy wawelskie, Szczerbiec (jedyne zachowane polskie insygnium koronacyjne) i pomnik księcia Józefa Poniatowskiego (dłuta Thorvaldsena), stojący dziś przed pałacem prezydenckim w Warszawie.


Teofil Skalski

Realizacja postanowień traktatu, dotycząca wymiany jeńców i losów ludności polskiej z terenów zajętych przez bolszewików, napotykała wiele pospolitych przeszkód ze strony rosyjskiej, oszukującej i sabotującej podle z myślą „a nuż się uda”. Do maja 1921 Polska przekazała stronie rosyjskiej ponad 24 tys. jeńców, ta jednak „zrewanżowała” się jedynie 12,5 tys. osób. Dopiero zawieszenie przez Polskę zwalniania rosyjskich jeńców spowodowało, że Rosja przestała utrudniać ewakuację polskich żołnierzy. Co do Polaków żyjących w Rosji, artykuł VI traktatu teoretycznie tylko dawał możliwości starania się o obywatelstwo polskie osobom, które ukończyły 18 rok życia i 1 sierpnia 1919 były zameldowane na terenie dawnego Królestwa Polskiego. Do Polski mogli rzekomo wyjechać również potomkowie powstańców zesłanych w latach 1830-1865 oraz wszyscy, którzy mogli udowodnić, że są nie dalej niż w trzecim pokoleniu potomkami osób, które stale zamieszkiwały na terytorium dawnej Rzeczypospolitej. Zainteresowani mieli jeden rok na złożenie oświadczenia o wyborze obywatelstwa. W praktyce władze sowieckie blokowały wyjazdy do Polski poprzez stawianie przeróżnych absurdalnych warunków, jak np. wymogu posługiwania się polską mową jako potoczną, co miało być dowodem na przywiązanie do polskości. W przepisach repatriacyjnych nie zawarto procedury odwoławczej, więc fakt ujawnienia swej polskości najczęściej sprowadzał na tę osobę smętne reperkusje.

W styczniu 1923, pod pretekstem braku zgłoszeń, sowieci ogłosili zakończenie akcji repatriacyjnej. Po kilku miesiącach negocjacji wznowiono akcję, kończąc ją ostatecznie w czerwcu 1924. Łącznie na terenie rosyjskim skorzystało z możliwości przesiedlenia ok. 1,1 mln osób, spośród których 65% stanowili Ukraińcy i Białorusini, a jedynie 20% Polacy. Wskutek bolszewickich szykan w Rosji pozostało ok. 1,2 – 2,0 mln Polaków. Ciekawym epizodem w tej historii była działalność pewnej szlachetnej urzędniczki Polskiej Komisji Repatriacyjnej w Kijowie – pani Ciny Orlikowskiej, która wespół z siostrami zakonu szarytek Bogumiłą i Władysławą oraz proboszczem parafii św. Aleksandra w Kijowie ks. Teofilem Skalskim i jego sekretarzem Zygmuntem Lepiesowskim, wyszukiwała polskie dzieci i młodzież, a następnie legalizowała ich wyjazd do Polski.

Adam JERSCHINA
ajer@ukr.net

Dziennik Kijowski