Dziś: niedziela,
22 października 2017 roku.
Przegląd do nr 553 październik 2017 r.
Przeczytaj
Bądźmy zdrowi
Wszyscy wiemy, co jest najważniejsze

(Ciąg dalszy z nr 549)

Podczas naszych licznych spotkań z zainteresowanymi SCS w Polsce i na Ukrainie, najwięcej stawianych nam pytań dotyczyło problematyki zdrowego jedzenia i sposobów przedłużania życia.

Sytuacja zrozumiała: większość przedstawicieli populacji ludzkiej, zamiast doskonalić się w pracy nad sobą, ciągle powraca do koncepcji lenistwa – połknąć pigułkę wiecznego zdrowia i dalej być wolnym na głupoty.

Kiedy i czym się odżywiać?

Nasz SCS wybudowaliśmy i praktykujemy w ciągu 15 lat na podstawie zaleceń Kacudzo Nishego. Biorąc pod uwagę prawidłowe funkcjonowanie układu pokarmowego, Kacudzo Nishi zaleca podzielenie doby na trzy równe części:

– od 12.00 do 20.00 możesz jeść (jeśli nie przejadasz, to nawet cztery - pięć razy);

– od 20.00 do 4.00 jedzenie jest trawione, przetwarzane i wchłaniane;

– od 4.00 do 12.00 to okres odpoczynku układu pokarmowego (wydalanie resztek).

Jest rzeczą zrozumiałą, że z wielu znanych nam przyczyn, nie wszyscy mogą pozwolić sobie na przestrzeganie tego idealnego wariantu. Chociaż nam z żoną w okresie od późnej jesieni do wczesnej wiosny przeważnie udaje się go dotrzymywać.

Jeśli zapragniemy jeść do godz. 12.00, zjadamy po wielkim jabłku albo wypijamy po szklance herbaty ziołowej czy naturalnego soku.

Ponieważ większą część moich obowiązków służbowych wykonuję w domu przy komputerze, więc najczęściej rozpoczynam swój dzień pracy po 9.30. W takie dni jeszcze przed śniadaniem ze świeżym umysłem wykonuję najważniejsze zadanie, a potem o 11.30–12.00 siadamy do śniadania. Oczywiście, tak zwani niepracujący emeryci mają niepodważalną możliwość przyjęcia z marszu zaleceń Kacudzo Nishiego jako wzorca.

System odżywiania, który wykorzystujemy, kształtował się latami nie tylko pod wpływem przeczytanej literatury, wysłuchanych wykładów, rozmów z lekarzami i doświadczonymi ludźmi, ale także został sprawdzony na naszych organizmach.

Literatury na ten temat jest mnóstwo, a chętni mogą uzbierać całą biblioteczkę książek, w jakich często znajdą dokładnie odwrotne zalecenia. Dlatego bardziej wierzymy starożytnym radom, które wytrzymały próbę czasu.

Przy produkcji artykułów spożywczych i przygotowywaniu jedzenia wychodzimy z następujących założeń:

– jedzenie powinno być naturalne i, jeśli to tylko możliwe, łatwe do przyswajania;

– jedzenie ma spełniać funkcje lecznicze albo leczniczo-profilaktyczne;

– należy wystrzegać się kupowania jedzenia, jeśli nie ma gwarancji jego jakości;

– jedzenie powinno uwzględniać ograniczenia narzucone przez stan organizmu;

– jeść można wszystko, ale wiedząc, w jakich proporcjach;

– nie można jeść produktów smażonych na patelni, a jeżeli jest to konieczne, to tylko niewielką ich ilość w drodze wyjątku – usmażonych na smalcu wytopionym ze słoniny własnoręcznie albo na prawdziwym śmietankowym maśle, bo potrawy smażone na oleju zaśmiecają wątrobę.

       Żona dziwi się czasem: Popatrz, jak ciekawie urządzony jest świat – to, co ci najbardziej smakuje, akurat jest najbardziej szkodliwe! Na co ja, tak samo standardowo, odpowiadam: Diabeł zawsze kusi nas tym, co najbardziej smakuje! Jest to takie wzajemne przypominanie sobie o zachowaniu racjonalnej wstrzemięźliwości.

 Jemy niewiele mięsa. To zrozumiałe. Przecież zgodnie z międzynarodową 300-stopniową skalą zanieczyszczenia szkodliwymi substancjami (przeważnie pestycydami, ale nie tylko nimi), w mięsie wskaźnik ten sięga – 281stopni, zaś w ziemniakach 003, w warzywach korzeniowych – 007, w zbożu – 008, w warzywach strączkowych – 026, w owocach – 027, w warzywach liściastych – 036, no a w produktach mlecznych – 112.

Absolutnie niepodważalnym jest fakt, że w mięsie gromadzi się najwięcej toksyn. W niektórych technologiach przemysłowych sprzyjających tuczeniu zwierząt (przede wszystkim świń) wykorzystywane są fekalia. Po raz pierwszy pomysł ten pojawił się na początku lat 70. XX wieku w Europie Zachodniej, kiedy odkryto, że związki azotowe (przede wszystkim mocznik) sprzyjają szybkiemu wzrostowi wagi.

Niemniej jednak wykorzystywać mięso czasami trzeba, ale wiedząc do czego i jak. Na przykład od czasu do czasu spożywamy cielęce serca w celu wzmocnienia naszych mięśni sercowych, a cielęcą lub świńską wątrobę w celu uzdrowienia wątroby.

Tezę medycyny średniowiecznej – Jesteś tym, co jesz – znają wszyscy, ale kto ją rygorystycznie przestrzega? Na przykład najbardziej szkodliwe jest mięso tłuste, przede wszystkim tłusta jagnięcina i baranina, szczególnie ze smażonymi ziemniakami. Ale jakie to smaczne!

A co proponuje reklama na wszystkich kanałach telewizyjnych? Proponuje jedzenie dla przyjemności, objadanie się, a potem zażywanie wszelakich preparatów na szybkie trawienie. Absurd! Wszyscy dookoła zarabiają na naszym zdrowiu (tzn. na chorobach): producenci i sprzedawcy produktów spożywczych wątpliwej jakości, producenci i sprzedawcy tabletek, lekarze i twórcy reklam.

Prawo wyboru

Ale pozostaje nam prawo wyboru. Oto i ono: albo – albo. Albo będziesz smacznie jeść, albo będziesz zdrowy.

W naszym racjonalnym żywieniu honorowe miejsce zajmuje fasola, szczególnie w kompozycjach sałatkowych i surówkach. W czasie przygotowań do zimy kupuję hurtem trzy opakowania gotowej do spożycia fasoli (w jednym opakowaniu jest 12 półlitrowych słoików fasoli w pomidorowym albo naturalnym sosie z olejem) i do wiosny pozbywam się problemu jedzenia mięsa, liczenia kalorii czy innych podobnych rozważań...

W ludzkim organizmie odbywa się nieprzerwany proces wymiany zużytych komórek na nowe, dopiero powstałe. Właśnie ta szczególna cecha organizmu, jego umiejętność ciągłego samoodnawiania, jest podstawą zdrowienia i odmładzania się. I tę właściwość można wykorzystać, jeśli przyłożysz się do tego w należyty sposób.

Nowe komórki organizm powołuje do życia z odpowiednich materiałów budowlanych, czasem stwarzając w tym celu linie technologiczne do przetwarzania zjedzonego przez nas surowca (bardzo urozmaiconego w swoim składzie), żeby zbudować albo odnowić komórki konkretnego narządu.

Zastanów się przez chwilę nad bardzo prostym pytaniem, na które nie ma do tej pory konkretnej odpowiedzi. Pomyśl, ile i jakie artykuły spożywcze ludzki organizm musi przetworzyć, jakie pokarmy i o jakim składzie strukturalnym musi otrzymać, żeby wyprodukować z nich spermatozoid, czyli komórkę ludzkiego nasienia, to ziarenko, z którego potem wyrasta kolejny egzemplarz homo sapiens?

A co powiesz o tym unikalnym cudzie twórczego budownictwa w kobiecym organizmie, który nazywamy ciążą?!

Twój organizm nie stawia sobie tych i podobnych pytań. On po prostu działa, dokładnie, bezbłędnie, według programu, który jest mu doskonale znany, który włożył w niego Stwórca. Wszystko, co niezbędne, organizm buduje z produktów przetworzonych z tego, co zjadłeś.

A ty tymczasem zwracasz się nie do siebie, a do lekarzy, dietetyków i pragniesz otrzymać konkretną odpowiedź...

Organizm będzie ci bardzo wdzięczny, jeśli ułatwisz mu zadanie i zmniejszysz jego chemiczno-technologiczne kłopoty, tzn. od razu dostarczysz surowiec, który w swoim składzie będzie posiadał niezbędne materiały budowlane.

Na przykład wątroba człowieka całkowicie odnawia się w ciągu sześciu miesięcy. Tak więc kupując cielęcą wątróbkę, wiesz, że potrzebna jest nie dlatego, że jest smaczna, ale dlatego, że sprzyja procesowi regeneracji tego narządu w twoim ciele.

W ogóle wątroba (np. cielęca) wykonuje funkcje filtru, dlatego trzeba ją na początku oczyścić z zawartego w niej brudu. To znaczy, że trzeba ją trzy-cztery razy obgotować, za każdym razem trzymając przez piętnaście minut na ogniu i wylewając zanieczyszczoną (zieloną albo zielonożółtą) wodę.

Potem wątrobę należy jeszcze raz ugotować, odlać wodę oraz przemielić na farsz w maszynce do mięsa. Następnie starannie żuj farsz z cielęcej wątróbki aż do uzyskania konsystencji cieczy. Pamiętaj, że jest to najlepsze naturalne lekarstwo na odnowienie własnej wątroby.

Co jemy w naszej rodzinie? Uogólniając: w lecie jemy wszystko, co rośnie; w zimie – wszystko, co znajduje się w spiżarni. W lecie – sałatę, rozmaite surówki, w zimie – kaszę. Zasada jest prosta: trzeba, jeśli to tylko możliwe, jeść najwięcej tego, co wchłonęło w siebie najwięcej energii słońca.

Hurtowo kupuję karton rodzynek i napełniam nimi cztery trzylitrowe słoiki. Wystarcza, aby przez pół roku prawie każdego poranka jeść kaszę mannę z rodzynkami. Rodzynki zawierają dużą ilość fruktozy, a ponadto w ich składzie jest błonnik, żelazo, potas, cynk, bor, magnez, witaminy z grupy B oraz witamina C i E. Dodajemy jeszcze suszone morele, gdyż są źródłem potrzebnego do prawidłowej pracy serca potasu.

Z wyjątkiem kaszy manny, wszystkie kasze moja żona, Irenka, gotuje w specjalnym garnku z podwójnym dnem i trzema dziurkami w pokrywce. Kiedy strumienie pary wylatują ze wszystkich trzech otworów, zdejmuje garnek z ognia i zawija w przygotowaną do tego celu kołdrę, gdzie kasza dojrzewa jeszcze dwadzieścia minut i staje się gotowa do spożycia, a potem, w razie konieczności, jeszcze pół dnia zbiera ciepło i dojrzewa.

W szczególny sposób przygotowujemy kaszę z ziarna pszenicy: półtorej do dwóch godzin gotuje się, a potem jeszcze dochodzi zawinięta w kołdrze. Mniej więcej tak, jak przygotowanie kutii na Boże Narodzenie. Taka kasza jest nie tylko energetycznie uzdrawiająca, ale i działa na układ pokarmowy niczym środek przeczyszczający.

Z medycyny średniowiecznej wiadomo też, że ciężkim do strawienia jedzeniem są sery (szczególnie żółte), orzechy i jajka. Dlatego zaleca się popijanie tych produktów albo lekkim winem (nie pić dużo, a tylko troszkę popijać), albo czystą (najlepiej źródlaną) wodą z dodatkiem 2/3 łyżeczki octu jabłkowego oraz łyżeczki miodu na szklankę wody.

Podczas jedzenia (zwłaszcza w zimie) kładziemy akcent przeważnie na kiszone warzywa i owoce. Barszcz przygotowujemy z zastosowaniem kiszonej kapusty, kiszonego buraka.

Ziemniaki spożywamy tylko z kiszonymi ogórkami, kiszoną kapustą, kiszonymi pomidorami. 15 minut po spożyciu każdego posiłku (a zwłaszcza po herbacie, kompocie, ciasteczkach i innych smakołykach) trzeba położyć na język odrobinkę kuchennej soli. Po obfitszych posiłkach można również zjeść parę łyżeczek kapusty morskiej albo kawałeczek słonego śledzia.

Jeszcze większy (sokopędny) skutek otrzymamy spożywając między posiłkami owoce. Wtedy trzeba lekko solić melon, arbuz, jabłka, grusze, a takoż świeże pomidory, ogórki, czosnek, cebulę. Wówczas należy chwilowo wstrzymać się od spożycia olejów roślinnych.

Ponieważ stoimy na drodze odmładzania, musimy przypomnieć o odmładzającej roślinie, która po polsku się nazywa rojnik, po łacinie – Sempervivum L., a po ukraińsku – (odmładzające).

Borys Bołotow zaleca napełnić 3-litrowy słoik świeżym rojnikiem, dodać łyżeczkę soli kuchennej, 5–10 g drożdży i zostawić na kwaszenie w ciągu 3–5 dni. Spożywać po jednej łyżce stołowej podczas posiłku.

Powtarzam: celem tych wszystkich sposobów jest odmładzanie organizmu przez usunięcie starych i niezdrowych komórek. Odbywa się to za pomocą aktywizacji produkcji soków żołądkowych, które – jak twierdzi B. Bołotow – po prostu przetrawiają wszystkie inne komórki oprócz młodych.

Eugeniusz GOŁYBARD
(
c.d.n.)

Dziennik Kijowski