Dziś: czwartek,
16 sierpnia 2018 roku.
Przegląd do nr 574 – sierpień 2018 r.
Kultura
Szkic o Tadeuszu Boy-Żeleńskim
O Boy! Melancholijny błazen… (1)


Tadeusz Kamil Marcjan Żeleński, literacki Boy (ur. 21 grudnia 1874 r. w Warszawie, zamordowany 1941 r. we Lwowie)

Tadeusz Boy Żeleński to postać absolutnie wyjątkowa w polskiej kulturze. Jego pogmatwany, bardzo kontrowersyjny życiorys wart jest naszkicowania, gdyż zgodnie z koncepcją autorstwa samego Boya, prawda o życiu danego twórcy stanowi najlepszy komentarz do jego dzieła.

Wydawać się może, że Boy to jakaś pokryta patyną postać z zamierzchłych czasów, o której pamięć ogranicza się do obecności w podręcznikach na temat dwudziestolecia międzywojennego. Większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy, iż Boy wciąż funkcjonuje w naszej współczesności, a jego słowa na stałe weszły do kanonu kultury (choćby słynne zdanie z wierszyka „Stefania” zamieszczonego w „Słówkach” - „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”). Ilekroć sięgamy do Prousta, Balzaka, Moliera czerpiemy z wielkiej spuścizny, jaką pozostawił po sobie Boy-tłumacz – dla wielu genialny w swoich przekładach z francuskiego na polski, przez wielu krytykowany za swoją kreatywność w tej materii. Ponadto felietony Boya, mimo iż pisane ponad siedemdziesiąt lat temu, w wielu kwestiach idealnie komentują naszą rzeczywistość – wystarczy przeczytać jego teksty o zapobieganiu ciąży, aborcji czy krytykę kleru i prymitywnego nacjonalizmu.

Autor świetnej biografii „Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boy-Żeleńskim.” – Józef Hen zanotował w swoim dzienniku: 

„Boy. Czytam i podziwiam. Przewód myślowy, dowcip, paradoksy, język, sztukę narracji, wrażliwość na przemiany obyczajowe. Ale przede wszystkim – odwagę. Nie tylko odwagę myśli: po prostu odwagę. Nie, źle mówię: to nie odwaga – to pewność siebie. Skoro widział i wiedział, to czemu nie miałby swemu spojrzeniu dawać wyraz – lekko, nawet z kokieteryjnym humorem. Jest to pewność siebie człowieka, który czuje się współgospodarzem kraju. Prawdziwy cud: wielki pisarz bez kompleksów. Ziemianin, katolik, skoligacony i zaprzyjaźniony z elitą krakowską, nie Żyd, nie przechrzta i nie proletariusz. Drugi cud: że człowiek z tej warstwy, takiego właśnie pochodzenia, miał taką właśnie wrażliwość, jasne, niezamącone widzenie świata – i że zależało mu na tym, żeby to widzenie świata przekazać innym. Bo mogło mu nie zależeć.”


Portret Dagny Juel-Przybyszewskiej (Stanisław Wyspiański)

Boy sam o sobie mówił: „Nie jestem ani satyrykiem, ani humorystą, te etykietki są mi bardzo niemiłe, jestem (…) czystej krwi błaznem i nie widzę innego odcienia na wyrażenie swego temperamentu literackiego.”

Urodził się w dniu 21 grudnia 1874 roku w Warszawie, na słynnym Miodogórzu, czyli kamienicy przy ulicy Miodowej, którą zamieszkiwali sławni i zasłużeni przedstawiciele nauki i inteligencji. Ojciec Boya, Władysław Żeleński był znanym kompozytorem, określanym jako następca Moniuszki, matka – Wanda z Grabowskich w młodości próbowała pisać, jednak z biegiem lat obowiązki rodzinne i wychowywanie trzech synów (Tadzio był środkowym dzieckiem) sprawiły, iż dziełem jej życia był tekst poświęcony postaci ukochanej przyjaciółki i mentorki Narcyzy Żmichowskiej, która była swego czasu jej sąsiadką.

Rządzona przez Rosjan Warszawa w II połowie XIX wieku była hermetycznym, prowincjonalnym miastem, którego kulturalne wydarzenia były nadzorowane przez pułkownika Muchanowa. Jego żona, Maria Kalergis (wielka miłości Norwida) promowała twórczość Władysława Żeleńskiego, ten jednak nie mógł się odnaleźć w warszawskim światku, czego efektem była przeprowadzka całej rodziny w 1881 roku do Krakowa.

W sennej atmosferze fin de siecle’u Tadeusz wyrósł na nieśmiałego teatromana. Kiedy w ramach nagrody za świadectwo rodzice zabrali go kiedyś na „Sen nocy letniej”, przyszły autor „Słówek” w wieku kilkunastu lat odnalazł w sobie „szekspirologa”. Z pasją zaczytywał się w książkach, zachwycając się „Kwiatami zła” Baudelaire’a. Pomimo tych poetyckich skłonności kolejnym etapem jego edukacji stała się medycyna.  Szybko uznał, że wybór ten był nietrafiony, dotrwał jednak do końca studiów i uzyskał tytuł lekarza. Jeszcze jako student, namówiony przez spokrewnionego z nim poetę Kazimierza Tetmajera opublikował w prasie swoje sonety, których później potwornie się wstydził. Wydarzenie to raz na zawsze odwiodło go od poważnych prób poetyckich.


Muzy Młodej Polski -
Maria, Zofia (żona T. Boya) i Eliza Pareńskie

Znaczącym wydarzeniem w życiu studenta było przybycie do Krakowa jesienią 1898 roku Stanisława Przybyszewskiego, który z miejsca otoczony „wyznawcami” rozpoczął nowe życie. Jednym z kompanów Przybysza był młody Tadeusz, który podziwiał mistrza, ale też był szaleńczo zakochany w niezwykłej żonie poety – Norweżce Dagny Juel. Podczas gdy Stachu perorował w krakowskich kawiarniach albo awanturował się przy kolejnym kieliszku wódki, Boy zabawiał grą w bilard jego piękną, wyalienowaną w polskim środowisku żonę.

Kawiarniane życie uczyniło z Tadeusza hazardzistę, który szybko zaczął tonąć w długach. Aby spłacić karciane zobowiązania młody lekarz zaciągnął się do armii austriackiej, gdzie otrzymywał roczne stypendium. Słał w tym czasie egzaltowane listy do „Pani Dagny”, która próbowała ratować swój rozpadający się związek z Przybyszewskim. Boy chciał rozwiązać swój kontrakt z armią, pragnąc wyjechać do Paryża na stypendium uniwersyteckie.

W tym czasie Tadeusz miał okazję być gościem wyjątkowego wesela Lucjana Rydla, które odbyło się w Bronowicach. Stanisław Wyspiański był przyjacielem domu Żeleńskich i właśnie w ich mieszkaniu czytano pierwsze wersje dramatu „Wesele”. W sztuce opisana została postać Zosi Pareńskiej, która za kilka lat miała zostać żoną Boya.


Stanisław Wyspiański - portret młodej małzonki Tadeusza - Zofii Pareńskiej Żeleńskiej (Zakopane - 1904 r.)

Tadeusz na razie wciąż kocha się w Dagny. Wielkie uczucie do starszej kobiety było skazane na porażkę – jak pisała Irena Krzywicka w tekście „Jeszcze o Boyu” („Wiadomości” Nr 24 z 1969 r.): „Niewiele dostawał w zamian. Ciało upragnione, ale dość obojętne, bo jedyną prawdziwą miłością Dagny był jej własny mąż”. Jednak ta miłość i historia rozpadu małżeństwa Przybyszewskich doprowadziły Tadeusza do psychicznej zapaści, z której pomógł mu się wydobyć Paryż. Tam właśnie, przebywając na stypendium Tadeusz-lekarz stał się – jeszcze nie ujawnionym – literatem. Miasto olśniło go i sprawiło, iż zaczął chłonąć francuską literaturę. Całymi dniami wałęsał się po Paryżu, lecząc się z depresji wśród straganów bukinistów i w bibliotekach. Najlepszym lekarstwem okazały się książki i paryskie uliczne piosenki, których wysłuchiwał w kawiarniach Montmartre’u. Przeczytał cały cykl „Komedii ludzkiej” Balzaka i postanowił ją przełożyć na polski. Kiedy wrócił do Krakowa, był już innym człowiekiem.

5 czerwca 1902 roku w dalekim Tyflisie została zamordowana Dagny. Tadeusz przeżywał tę potworną śmierć, niekiedy nie umiejąc zapanować nad rozpaczą – wałęsając się nocami po krakowskich ulicach z całych sił, rozpaczliwie zaczynał krzyczeć, prowokując tym interwencje żandarmerii. Wezwany przez austriackie wojsko do obycia dalszej służby oświadczył, iż ma objawy obłędu, dzięki czemu uznano go za niezdolnego do służby. Uwolniony od obowiązku, podejmuje praktykę lekarską na oddziale dziecięcym szpitala, ale medycyna go nie pociąga.


Zofia Pareńska z synem państwa Żeleńskich (Stanisławem)uwieczniona  przez  Stanisława Wyspiańskiego

W 1904 roku Tadeusz żeni się z siedemnastoletnią córką przyjaciół rodziny – Zofią Pareńską, do której pieszczotliwie mówił „Fuś”. Mieszkanie młodym urządził własnoręcznie zaprojektowanymi meblami sam Wyspiański. Gdy na świat przyszedł jedyny syn państwa Żeleńskich – Stanisław, młoda matka została uwieczniona  z niemowlęciem przez Wyspiańskiego  na słynnym obrazie z serii „Macierzyństwo”.

Sylwia ZIENTEK

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України