Dziś: niedziela,
16 grudnia 2018 roku.
Przegląd do nr 580 – grudzień 2018 r.
Przeczytaj
Tarapaty z onlajnowością
Jak zmienił się świat w ciągu 30. lat?

Myśląc o zmianach w ciągu 30 ostatnich lat, pierwsze co przychodzi na myśl to rewolucja technologiczna. Pojawił się Internet, a wraz z nim zmieniły się relacje międzyludzkie, dostępność do innych kultur, świat stał się globalną wioską, w której informacja rozprzestrzenia się z prędkością światła. Zmienia się wszystko. Migracje ludności wpłynęły nie tylko na zatarcie się różnic kulturowych, ale też zmiany językowe.

Trudno znaleźć język, który nie jest przesiąknięty np. anglicyzmami. Mniejszości kulturowe w nowych ojczyznach natomiast potworzyły swoje własne języki – nowomowę takie jak: Ponglisz, którą adoptujemy równie szybko, jak przystosowujemy się do nowych technologii.

Twitnij zza kornera

Twitter zastąpił nam plotkowanie w pobliskim barze. Trudno znaleźć celebrytę, dziennikarza czy artystę bez konta na Twitterze. 30 lat temu w celu omówienia problemów rzeczywistości spotkalibyśmy się w barze, gdzie dania serwowane były o obniżonej gramaturze, salą rządziła kelnerka, barmanka, a w kuluarach babcia klozetowa.

W Polsce byłby to pewnie jeden z klasycznych miejsc spotkań określonych elit, tj. „Literacka”, SPATiF czy „Kameralna”, gdzie elity zbierałyby się w welwetowych marynarkach zakupionych w Domach Towarowych. Nieco bardziej zamożni zbierali się natomiast w „Kongresowej”, gdzie często bawili się również z przyjaciółmi z Rosji. Były bary, potańcówki, Polaków rozmowy.

Politycy, artyści, bikiniarze, badylarze czy dziennikarze nie wymienialiby się ani uprzejmościami na Twitterze, czy obrzucali obelgami, później kasując swoje posty. Słowa umierały wraz z porannym kacem, mało kto żywił do innego artysty czy dziennikarza urazę. Bywalcami lokali zamiast onlajnowców byli bikiniarze, badylarze, sekretarze partii czy dyrektorzy zjednoczeń, a nawet profesorowie.

Plotka roznosiła się wolno i z gracją. Zazwyczaj powstawała w kuluarach jednej z zakrapianych, okadzonych dymem papierosowym knajp, przekazywana dyskretnie z ucha do ucha pocztą pantoflową. Każde słowo miało znaczenie, bo żyło na ustach ludzkich.

Pewnego dnia do naszego życia zawitały nowe technologie. Systemy pierwszych komputerów w niczym nie przypominały dzisiejszych Windowsów. Poruszaliśmy się komendami w Dosie, wydając nowe polecenia językiem zero jedynkowym, porozumiewając się językiem technologii, szybko doszliśmy do tego, że w wirtualnej rzeczywistości chcemy poznawać innych ludzi. Z pomocą pragnącym kontaktu przyszedł Internet. To w nim powstały pierwsze komunikatory, chaty, ICQ, potem GaduGadu i liczne ich mutacje. Bary zastąpiły nam chat roomy, listy powoli zostały zastąpione najpierw e-mailami, później komunikatorami. Pamiętasz jeszcze Naszą Klasę?

Dziś mamy natomiast kulturę Twittera. Pojawił się informacyjny, trudny do opanowania, szum. Ponadto używanie Twittera wymusiło od nas kondensację wypowiedzi w zakresie 144 znaków. Brak tu miejsca na rozmowę czy porządną dyskusję, do tego - słowo pisane uderza znacznie mocniej i pozostaje udokumentowane na dłużej niż dysputy przy akompaniamencie kilku głębszych w roli głównej. 144 znakowe poglądy zmuszają nas do dyscypliny językowej. Poza myślą bowiem, w wypowiedzi musi się zmieścić hasztag, czyli identyfikacja tematu rozmowy czy poruszenia. Kondensacja wypowiedzi nie zawsze idzie w parze z precyzją, ale z pomocą przychodzi nam przecież obraz. To on stał się integralną częścią naszej kultury.

Insta Okno na świat

Jeśli już mowa o obrazie po Pintereście, gdzie szukamy zwykle inspiracji obrazkowych, w życiu codziennym towarzyszy nam Instagram. Nasze okno na świat. Kiedyś nieśmiało zza firanki podglądaliśmy sąsiadów. Dziś nie kryjemy się z niczym. Instagram obnaża nie tylko dusze, ale i ciała. W sensie dosłownym. Insta okno na sąsiada pokazuje taką rzeczywistość, w jaką każdy z nas chciałby wierzyć, wyimaginowaną, zwykle doskonałą, spójną historię nas samych, którzy mają określone cele życiowe i nie obawiają się tego pokazać. Nie ma tu miejsca na sąsiedzkie spory, ukrywanie się za firanką, dyskrecję i krygowanie się z nagością. Niektórzy obnażają się nawet do majtek lub ich namiastki, pielęgnując ego i wszechobecną kulturę zwaną „mogę wszystko”.

Face na Fejsa

Tu toczy się nasze życie. Często żyjemy w onlajnie znacznie bardziej intensywnie niż w realnej rzeczywistości. Wystarczy przytoczyć statystyki urodzeń dzieci. W 1989 roku w Polsce  na przykład urodziło się ich ponad 551 tys., niestety w roku 2013 na świat przyszło już tylko 370 tys. choć zawarto podobną ilość małżeństw. W obecnym czasie notuje się także znacznie więcej rozwodów i wyższe jest spożycie alkoholu.

Wbrew pozorom życie w sieci nie przyniosło ze sobą zwiększonej satysfakcji, a wręcz przeciwnie - wiele osób przyznaje się do frustracji. Choć dostęp do informacji jest znaczenie szybszy, widzimy, gdzie bywają nasi fejsbukowi przyjaciele, co jedzą, jak wyglądają ich dzieci, do jakich chodzą knajp, często odnosimy wrażenie, że spotkanie tych samych ludzi w realnej rzeczywistości jest zwyczajnie nierealne.

Powszechnie się sądzi, że jak nie ma Cię na fejsie, to znaczy, że nie istniejesz. Choć to ogromne uproszczenie, na pewno osoby, którym zależy na rozgłosie mogą dziś zaistnieć właśnie w sieci. Mogą kreować dowolnie swój wizerunek, nawiązywać dialog z ludźmi, do których chcą kierować swój przekaz. To dotyczy także marek. Facebook stał się narzędziem komunikacji, gdzie marka spotyka swojego użytkownika i tam też często rozpoczyna się transakcja. Choć oficjalnie nikt nie mówi o tym, że Facebook to platforma handlowa, każdy przyzna, że na fejsie spotkasz praktycznie każdy segment rynku i także ten, który Cię pokocha.   

Czy 30 lat temu komuś marzył się szybki przelew online? Czy komuś przez myśl przeszedł fakt, że dziś będziemy w kilka godzin mogli przesłać rodzinie np. kasę na prezent czy zapłacić za usługi w innym kraju? W dodatku kojarzenie finansów z humorem czy emocjami było praktycznie niemożliwe. Choć wszyscy wierzyliśmy w wartości wyższe, tj. jak miłość czy przyjaźń, zupełnie nie mieściło nam się w głowie, że za 30 lat najwięcej przyjaciół będziemy mieli w onlajnie, będziemy porozumiewać się ze światem obrazkami, a długie listy zastąpią 144 słowa na Twitterze.

Gosia SZWED

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України