Dziś: niedziela,
21 października 2018 roku.
Przegląd do nr 577 – październik 2018 r.
Przeczytaj
Opowieści i legendy
Człowiek – niedźwiedź z puszcz litewskich

W pierwszym tomie dzieła Bernarda O’Connora (ok. 1666 – 1698) pt. „The History of Poland” (London 1698), zawierającym opis geograficzny Wielkiego Księstwa Litewskiego, znalazła się miedziorytowa ilustracja, przedstawiająca niedźwiedzicę w kniei, karmiącą małe dziecko razem z dwoma własnymi młodymi. Ta angielska rycina nie była bynajmniej wytworem fantazji anonimowego sztycharza, lecz wiernym odbiciem rzeczywistości.

O’Connor, przebywając w Polsce w latach 1694 – 1695, wielokrotnie zetknął się z opowieściami o wychowywanych przez niedźwiedzice dzieciach, zagubionych lub porzuconych w puszczach litewskich. Relacje takie słyszał od wielu senatorów i osobistości Królestwa, nie wyłączając samego Jana III Sobieskiego. Opowiadano, iż jeżeli porzucone w lesie dziecko odnajdzie niedźwiedź – wnet je rozszarpie, lecz jeżeli natknie się na nie niedźwiedzica – zaopiekuje się nim i wykarmi. O’Connor, zainteresowany nieznanym sobie wcześniej zjawiskiem, opisał taki przypadek w specjalnej rozprawie łacińskiej i nie pominął go oczywiście w swojej Historii Polski.

Chodziło tu o dziecko, chowane przez niedźwiedzie i złapane przez myśliwych, a potem znajdujące się, na skutek interwencji królowej Ludwiki Marii, pod opieką sióstr zakonnych w Warszawie.

Po raz pierwszy doniosła o tym opinii publicznej na Zachodzie gazeta francuska „ Nouvelles Ordinaires” w roku 1663. Jan Chryzostom Pasek oglądał znajdę na własne oczy, opisując swe wrażenia w Pamiętnikach: „A był tam niedźwiadek, alias in forma [za postaci raczej] człowiek circiter koło lat 13 mający, którego w Litwie, parkany [rodzaj sieci myśliwskiej] stawiając, Marcyan Ogiński, żywcem osocznikom [naganiaczom] kazał do sieci zagnać z wielką strzelców szkodą ; bo go niedźwiedzie srogo bronili, osobliwie jedna wielka niedźwiedzica (...), znać że to była jego matka”. Znajda „był wszystek długimi tak jak niedźwiedź obrosły włosami, nawet i gęba wszystka, oczy mu się tylko świeciły” – notował pamiętnikarz, stwierdzając dalej: „nie miało to chłopczysko ani mowy, ani obyczajów ludzkich, tylko zwierzęce”. Miał to potwierdzać opisany następnie incydent, kiedy to ów wyrostek, posmakowawszy łupinę z gruszki, wypluł wszystko na rękę i cisnął w twarz królowej.

Wieść o tym niecodziennym znalezisku kolportowali na zachód Europy m. in. Antoine de Grammont, obecny w Warszawie w 1663 r., Holender Braude de Cleverkerk w 1668 r., a także Pierre Des Noyers. Ten ostatni relacjonował, iż jakiś szlachcic zaopiekował się dorastającym chłopcem – niedźwiedziem, lecz trzeba mu było nałożyć kajdanki, ponieważ stał się niebezpieczny dla otoczenia. Choć nigdy nie nauczył się dobrze mówić, podobno wszystko rozumiał. Informacje o nim przekazali potomności jeszcze Philippe Avril – jezuita francuski przebywający w Polsce w latach 1687 – 1689, i François Paulin Dalerac – francuski dworzanin Jana III Sobieskiego i Marii Kazimiery.

Hanna WIDACKA

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України