Dziś: środa,
24 października 2018 roku.
Przegląd do nr 577 – październik 2018 r.
Archiwum 2018
Pamięć
Śladami powstania styczniowego w Borodziance

W dniu 8 kwietnia 1863 r., podczas narady pułkowników Edmunda Różyckiego i Zygmunta Miłkowskiego z gen. Józefem Wysockim, wyznaczono termin rozpoczęcia walki na Ukrainie na miesiąc później. Ustalono też, że z chwilą wybuchu powstanie otrzyma wsparcie oddziałów formowanych w zaborze austriackim pod komendą Wysockiego. Oddziały powstańcze miały skoncentrować się we wszystkich powiatach województw ukraińskich i rozpocząć walkę w nocy z 8 na 9 maja 1863 r. Wobec odmowy przystąpienia do niej komitetu powstańczego na Podolu, powstanie wybuchło jedynie w dwóch województwach (kijowskim i wołyńskim).

W kijowskim większość oddziałów została rozbita w ciągu dwóch dni, nieliczne przetrwały około tygodnia. W Borodziance (na północny zachód od Kijowa) przeszło stuosobowa grupa powstańców Romualda Olszańskiego została otoczona i mimo rozpaczliwego oporu, w części spalona żywcem w zabudowaniach tej wsi, w części wzięta do niewoli rosyjskiej.

Co nam było wiadomo o tym dawnym wydarzeniu.

Oddział studentów, według danych rosyjskiego etnografa Lwa Pohylewicza składał się z około 150 słabo uzbrojonych młodych ludzi, przeważnie studentów Uniwersytetu św. Włodzimierza w Kijowie, na czele z nauczycielem jazdy konnej Romualdem Olszańskim. Aby nie ściągnąć na siebie zbytecznej uwagi, studenci opuszczali Kijów małymi grupkami, po kilka osób. Spotykali się następnie w zawczasu określonym miejscu na obrzeżach Kijowa.

Oddział przemieszczał się w noc z 8 na 9 maja 1863 roku. Przekraczając rzekę Irpień natknął się on na niewielki patrol kozacki. Wywiązała się strzelanina. Jeden z kozackich prześladowców został zabity. Oddział ruszył dalej do Borodzianki.

Dlaczego studenci urządzili postój właśnie w Borodziance i dlaczego tak szybko ich dopędzili? Odpowiedź zawiera komentarze tegoż samego Pohilewicza, poczynione w swoich notatkach dotyczących Borodzianki.

Po pierwsze Borodzianka i okoliczne ziemie były własnością Lamberta Poniatowskiego.
Tutaj w okolicach Borodzianki w podmiejskich domach zawczasu przygotowano szybką przekąskę i prowiant na dalszą drogę, w którą studenci mieli wyruszyć po krótkim odpoczynku.

Lecz po południu konny pododdział carski otoczył całe terytorium. Wezwanie o poddanie się studenci oczywiście zignorowali i przystąpili do boju. Nierówna bitwa trwała niedługo. Większość powstańców znajdowała się w domach, które jednostka carska z początku ostrzelała a zatem podpaliła. Wielu zginęło od kul, podczas gdy inni zginęli śmiercią męczeńską, płonąc żywcem.

Wiadomo jednak, że niektórym studentom udało się wycofać – niektórych wzięto do niewoli, niektórzy zginęli. Pochowano ich na obrzeżach Borodzianki w jednym z tzw. kurhanów, ponieważ miejscowość była nizinna. Na miejscu pochówku polskich studentów postawiono kamień, co prawda, bez żadnego napisu. Mieszkańcy od wielu dziesięcioleci przekazywali tę historię z ust do ust i wiedzieli o miejscu pochówku studentów.

Jeden z mieszkańców Borodzianki, w szacownym wieku, (z pewnych przyczyn nie chciał on podawać swojego nazwiska) opowiedział jedną ciekawą historię, o tym jak w latach  80-ch z Polski do Borodzianki  przyjeżdżali jacyś ludzie, którzy chcieli w jakiś sposób domówić się z tutejszą władzą komunistyczną o zbadaniu miejsca pochówku i ewentualnej ekshumacji, czy też o ustanowieniu w tym miejscu jakiegoś pamiątkowego znaku - przynajmniej krzyża. Ale takich rzeczy nie robiono wówczas bez wiedzy obwodowego komitetu partii, stąd poszukiwacze dopiero nazajutrz otrzymali odpowiedź, że zdaniem władz kwestia ta nie jest jeszcze na czasie.

A później po odjeździe tej grupy badaczy do Polski, na miejsce pochówku wysłano ciągnik, który wywiózł stamtąd kamień, a sam teren został przeorany, aby uniemożliwić dalsze prace poszukiwawcze.

Być może historia ta byłaby nadal przemilczana, ale Związek Polaków Rejonu Borodziańskiego 3 lata temu rozpoczął samodzielne badania na ten temat i nareszcie dzięki staraniom poszukiwaczy, rozmowom z tutejszymi rdzennymi mieszkańcami, dzięki głębszej penetracji źródeł historycznych, ustaliliśmy ostatecznie miejsce pochówku.

Utworzono specjalną komisję, w skład której weszli przedstawiciele naszej organizacji i władz lokalnych. Komisja ta postanowiła, że ​​to miejsce powinno zostać wyznaczone jako miejsce pochówku powstańców i złożyła odpowiedni wniosek - prośbę do Departamentu Dziedzictwa Kulturowego i Historycznego Obwodu Kijowskiego. Prośba ta została zaakceptowana i wydano decyzję o przygotowaniu dokumentacji technicznej wyznaczonego terenu, wskazując, że jest to miejsce pamięci historycznej, oraz wprowadzenie go do państwowego rejestru zabytków obwodu kijowskiego, a także możliwości ustanowienia tam odpowiedniego znaku pamięci.

Szczególna wdzięczność należy się merowi Borodzianki Aleksandrowi Sacharukowi za wsparcie i pomoc w osiągnięciu pozytywnej decyzji w tej sprawie na szczeblu Rady Miasta.

Arseniusz MILEWSKI

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України