Dziś: niedziela,
16 grudnia 2018 roku.
Przegląd do nr 580 – grudzień 2018 r.
Kultura
Czy to jest realne?
ODRODZIĆ TEATR POLSKI W KIJOWIE!


Były gmach teatru polskiego w Kijowie przy ulicy Prorizna 17

„W wielu polskich rodzinach Kijowa nieraz miałem okazję słyszeć nostalgiczne opowieści starych mieszkańców miasta o tym, że przed II wojną światową w mieście był polski teatr. Moja babcia też wielokrotnie przypominała sobie o nim. Od niej dowiedziałem się, na przykład, że teatr znajdował się przy ulicy Prorizna (wówczas ul. Swierdłowa), w tym budynku, gdzie w czasach mojego dzieciństwa było kino „Komsomolec Ukrainy”. Pamiętam, że opowiadając podkreślała, że widownia tego teatru zawsze była pełna, a na premiery bilety zawczasu wyprzedane…”

Echa historii

Cytuje ten akapit z artykułu Stanisława Calika „Melpomena pod czerwonym nadzorem” opublikowanego jeszcze w numerze 7 „Dziennika Kijowskiego” z niebliskiego już nam 2016 roku. Wgryzł mi się w pamięć ten artykuł, ponieważ takie wspomnienia starszych kijowian też często słyszałem w tym i od krewnych.

Ze wspomnianego artykułu dowiadujemy się o historii teatru polskiego z lat 20-30-ch ubiegłego wieku, który funkcjonował w ramach eksperymentów radzieckich w kwestii narodowościowej, w tym z Polakami na Kresach. Wiemy jak tragicznie to się dla Polaków skończyło. Nie uniknął tego i ich teatr oraz jego działacze, tacy jak polski dramaturg, poeta, publicysta, reżyser, działacz polityczny i kulturalno-oświatowy Witold Wandurski(1891-1934).

Był to szkolny kolega Juliana Tuwima, urodzony w dawnym województwie kieleckim, dzieciństwo spędził w Łodzi. W latach 1916-1919 studiował prawo w Rosji. Prowadził amatorski teatr w Charkowie. Po powrocie do Polski współorganizował w 1923 roku łódzki teatr „Scena Robotnicza”, którego w latach 1925-1927 był także inscenizatorem i kierownikiem. Jako członek Komunistycznej Partii Polski został aresztowany w 1928 roku za działalność polityczną. Po uwolnieniu od 1929 roku przebywał w ZSRR, gdzie i przewodził Teatrowi Polskiemu w Kijowie.

W 1933 roku został aresztowany pod fałszywymi zarzutami politycznymi i rozstrzelany. Pośmiertnie zrehabilitowano go w 1956 roku. Dlaczego tak szczegółowo o nim wspominam, toż teatr istniał i po jego odejściu?

Po pierwsze, ponieważ jemu należy szczególna, można powiedzieć, pierwsza rola w organizacji i stanowieniu tego teatru, jako zespołu profesjonalnego. Do niego teatr istniał, jako raczej studio amatorskie. A po drugie traf chciał, że o Witoldzie Wandurskim, nazwisko którego zapamiętałem zobaczyłem niedawno w jednym z grudniowych numerów „Gazety Wyborczej” w artykule dla obywateli ukraińskich pod zrozumiałym tytułem „Brunatna dekomunizacja”(!).


Witold Wandurski
(1891-1934)

Z tego artykułu dowiadujemy się, że na liście ulic do zdekomunizowania, którą ogłosił wojewoda łódzki Zbigniew Rau znalazła się jak pisze gazeta „ul. Witolda Wandurskiego, komunizującego poety i dramaturga, fałszywie oskarżonego o szpiegostwo i rozstrzelanego w ZSRR w roku 1934”.

Brunatność w artykule polegała na tym, że wojewoda łódzki chciał, aby patronem tej ulicy zamiast Wandurskiego został jeden z czołowych przedwojennych antysemitów niejaki Kazimierz Kowalski. Był ten Kowalski rozstrzelany przez Niemców w czasie okupacji, ponieważ, chociaż wcześniej z uznaniem wypowiadał się o rządach nazistów, nie zgrał się we współpracy z nimi jak to bywało u takich ludzi w tamtych czasach. Po publikacjach „Wyborczej” wojewoda zmienił zdanie, co do patronatu Kowalskiego lecz imię Wandurskiego nie powrócił tej ulicy… Cóż w Polsce też są problemy z oddzieleniem much od kotlet…                                    

Widmo teatru

Przyznam się, po tym głębszym poznaniu historii kijowskiego teatru polskiego, losów wielokrotnie represjonowanego Witolda Wandurskiego, prawie obsesyjnie zacząłem myśleć - marzyć o odrodzeniu raczej o zmartwychwstaniu polskiego teatru w Kijowie.

Tym bardziej, jak mi się wydaje, widmo teatru polskiego w Kijowie krąży tu od dawna. Temat teatru polskiego nawiasem mówiąc w kijowskim piśmie polskim jak i innych mediach polskich Ukrainy pojawia się z różnych powodów.

Z pompą odznaczono niedawno 60 lat Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, który okazał się wśród pięciu tegorocznych laureatów nagrody „Kustosz Pamięci Narodowej” przyznawanej przez Instytut Pamięci Narodowej. O tym teatrze nie przestaje huczeć „Kurier Galicyjski”. W numerze 3 „DK” tego roku czytam o wydaniu przy wsparciu Instytutu Polskiego w Kijowie zbioru polskich sztuk dla dzieci „А може ні…”. Prezentacje książki z wyreżyserowanymi scenami ze sztuk odbyły się przy aprobacie zainteresowanych podczas festiwali sztuki teatralnej w roku ubiegłym na Zakarpaciu - w lipcu i w Kijowie – we wrześniu. Uczestniczyła w tym przedsięwzięciu, jako inicjatorka projektu wydania tej książki Polka z Torunia, aktorka Ukraińskiego Małego Teatru Dramatycznego w Kijowie absolwentka Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu Teatru, Kino i Telewizji im. Karpenki-Karego Marta Kossakowska. Skontaktowałem z nią żeby porozmawiać na temat kijowsko-teatralny.

Spotkaliśmy się w kawiarence nieopodal jej teatru przy ulicy Honczara 33. Pani Marta, młoda kobieta o czarującej powiedziałbym piafowskiej sylwetce, z energicznym, żywym zachowaniem, przenikliwym spojrzeniem, inteligencją od razu sprawiła niezapomniane wrażenie.                          

 „Mam prawie 29 lat– opowiada o sobie – Idea, marzenie być aktorką jak by zarodziło się u mnie jeszcze w dzieciństwie,.. mój brat jest aktorem w Warszawie. To marzenie rozwijało się, kultywowało. Cudem, przypadkiem dostałam się na międzynarodowy warsztat teatralny, byli tam Polacy, Ukraińcy i Niemcy. Tam też się zakochałam. Przez tą miłość do chłopaka, do mężczyzny przyjechałam do Kijowa. Do tej pory nie za bardzo rozumiałam, co to jest Ukraina. Przyjechałam do Kijowa i się zakochałam się w Kijowie. Postanowiłam, że tutaj będę się uczyć, będę pracować, będę rozwijać się i tak już siedem lat, z których 4 lata to nauka w kijowskim uniwersytecie teatralnym…”.

 Kiedy dzielę się ideą odrodzenia polskiego teatru w Kijowie słyszę na początku: „Nie wiedziałam, że to jest potrzebne” - ale już niedługo później w rozmowie przyznaje się – „pojawiła się myśl, że ja tu nie jestem jedna i do tej pory pewna idea mnie nurtuje i myślę, że w pewnym okresie czasu ją zrealizuję. Wypuściliśmy tom polskiej antologii dramaturgii dziecięcej. Miałam ogromną chęć zrobić wieczór polskiej poezji śpiewanej dla Polaków. A może od tego i zacząć tu odrodzenie polskiego teatru?” – pyta.


Marta Kossakowska

Dalej rozmowa toczyła się już na jednej fali. Rozmawiamy o uruchomieniu na razie amatorskiego studia, jak to się kiedyś zaczęło z polskim teatrem ludowym we Lwowie, kiedy lwowianin, wykładowca języka polskiego, świadek życia Lwowa artystycznego w latach 1900-1939 Piotr Hausvater zorganizował w 1957 roku pierwszą trupę składającą się z absolwentów polskich szkół.

W Kijowie szkół nie mamy, ale mamy klasy polskie, Dom Polski, ośrodki polskie. Marta zgłasza się prowadzić takie studio. Kiedy omawiamy niektóre szczegóły dalszych poczynań Marta rozpala się: „Jeżeli będziemy robić coś globalnie, a jak inaczej (Sic!), to trzeba załączyć ośrodki kultury Ukrainy” i Polski – dodaję…

Na zakończenie tego pierwszego, spodziewam się nie ostatniego spotkania Marta daje mi poczytać kilka nowych numerów „Teatru”, polskiego czasopisma teatralnego, prezentuje z podpisem wspomnianą wyżej „А може ні…”. Spieszy się zabrać dziecko ze żłobka, pyta czy nie wiem, czy jest jakiś żłobek w Kijowie z językiem polskim…

Cóż naturalnie, że na początku mamy tylko słowo o teatrze polskim w Kijowie, ideę do realizacji. Ale widmo tego zamiaru na pewno krąży i czeka. Czeka na podchwycenie przez kijowską polską wspólnotę, przez ciała organizacyjne polskie, myślę też - przez Instytut Polski w Kijowie.

I kto wie, może niebawem zapoznawanie publiczności z teatralnej sceny kijowskiej z klasyką polską: Mickiewiczem, Słowackim, Krasińskim, Fredrą, Wyspiańskim jak też ze współczesną sztuką: Mrożkiem, Różewiczem, Gombrowiczem i innymi stanie się faktem dokonanym. Przy czym jak w języku oryginału tak i w innych językach Ukrainy.

Przypomnę, że 72% Polaków Ukrainy w ostatnim spisie ludności uznali na przykład język ukraiński swoim językiem ojczystym. Czyli teatr polski (polski według repertuaru teatralnego, jak to widzę) może być zorientowany, jak na Polaków tak i na wieloetnicznego, wielojęzycznego widza ukraińskiego. Stworzenie takiej platformy kultury w największym megalopolisie Ukrainy w zasadzie nie wydaje się, aż tak trudnym, budzi jednocześnie nadzieję na oczekiwany efekt, korzystny dla żywiołu polskiego.

Borys DRAGIN

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України