Dziś: sobota,
11 lipca 2020 roku.
Przegląd do nr 619 – lipiec 2020 r.
Kultura
POSZUKIWANIE SENSU ŻYCIA I ŚWIATA W BALLADACH BOLESŁAWA LEŚMIANA

Bolesław Leśmian to wybitny polski poeta, którego twórczość należy do najciekawszych zjawisk w literaturze polskiej przełomu XIX i XX wieku. Niezwykłość i oryginalność tej poezji są tak wyraziste, że nietrudno odróżnić ją od dzieł innych twórców. A jednak, niewielu może się pochwalić dobrą znajomością spuścizny tego, być może, największego po Mickiewiczu i Słowackim poety, a już na pewno najoryginalniejszego w polskiej literaturze. Pod względem fantastyki i oryginalności może, moim zdaniem, równać się jedynie z Bruno Schulzem. Dlaczego zatem jego poezja nie cieszy się popularnością, na którą bez wątpienia zasługuje?

  W potocznym odbiorze Leśmian jawi się jako twórca trudny, niezrozumiały, filozofujący. Prawda, nie jest to poezja łatwa, co nie znaczy, że nie warto po nią sięgnąć i poświęcić trochę czasu, by ją poznać i zrozumieć.

 Miłośników twórczości Leśmiana zachwyca przede wszystkim jego mikrokosmos, w którym wszystko jest płynne, podlega stałym przemianom, tworzy się i znika, przybiera różne formy. W tym kosmosie przede wszystkim dominuje fantastyka, polegająca na budowaniu takiego świata poetyckiego, który rządziłby się swoimi własnym prawami. Ów mikrokosmos, według Michała Głowińskiego, „istnieje w słowie i przez słowo, ono jest podstawą realności. Słowo jest jednym z głównych czynników oryginalności Leśmiana. Poeta nie poddaje się biernie zwyczajom języka, ma do nich stosunek aktywny, przekształca je, tak by odcisnąć na nich indywidualne, niepowtarzalne piętno”.

  Niewątpliwym atutem Leśmianowskich utworów jest kreacja bohaterów. Pełno w nich niezwykłych istot, takich jak Znikomek, Srebroń, Śnigrebek, Zmierzchun, Dusiołek..., ale także prostych, jakże często kalekich, nieszczęśliwych ludzi, którzy pomimo swej ułomności potrafią odnaleźć sens życia w świecie, rządzonym przez prawa, które nie mają swych odpowiedników w świecie rzeczywistym. Mimo trudności bohaterowie nie załamują się, przyjmują postawę aktywną – szukają swego miejsca w świecie – podejmują dyskusję z Bogiem, próbują rozbić mur dzielący ich od , jak mniemają pięknej dziewczyny, walczą o swoją miłość nawet po śmierci, zmagają się ze zmorami, próbują kreować nową rzeczywistość, opowiadają o problemach dnia codziennego, ale także o doświadczeniach z pobytu w zaświatach…

  Na uwagę zasługują także niezwykle plastyczne opisy, wszechobecnej natury – lasów, pól, łąk, zarośli, kwiatów, mgieł, wód, ale także bezpola, bezkrzewia, bezlesia – czyli pola, krzewów i lasów, które jednocześnie są i nie są sobą.

  Poezja Leśmiana to niezwykły, piękny a zarazem tajemniczy świat, który naprawdę warto poznać.

  Zatem czas przywołać utwory tego genialnego twórcy. Jednak na początku pragnę zaznaczyć, że przedstawione przeze mnie interpretacje nie są jedynymi, wręcz odwrotnie jednymi z wielu, ponieważ dzieła Leśmiana odczytywać można na wiele sposobów. Piotr Marciszuk uważa, że: „każda wielka poezja jest metafizyczna, poszukuje prawdy o człowieku, zastanawia się, jak zbudowany jest świat i jakie jest w nim miejsce dla człowieka. Prawda poetycka wymaga interpretacji, potrzebuje kogoś, kto pomoże jej się narodzić. W konsekwencji nie ma jednej słusznej interpretacji prawdy poetyckiej. Ja przedstawię własną - utworów zarówno dobrze jak i mniej znanych, które, moim zdaniem, zasługują na uwagę. Jednym z nich jest „Ballada bezludna”.

  Wybrałam ten utwór z kilku powodów. Spodobało mi się nowatorskie podejście Leśmiana do mitu genezyjskiego, zdziwił brak osoby mówiącej, czyli narratora i w końcu zafascynował tytuł, jakim Michał Głowiński opatrzył analizę tej ballady, a mianowicie „Opowieść o tym, czego nie było”. Czy można opisać świat i życie, którego nie było? Okazuje się, że można!

„Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka,

W swym bezpieczu szmaragdowym rozkwitała w bezmiar łąka,

Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą.                                                                                          […] A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał,

I nie było tu nikogo, kto by widział, kto by słyszał”.

Łąka pozbawiona jest ludzkiej obecności, zatem skoro nie ma tu „nikogo kto by widział, kto by słyszał”, to kto opowiada o tym, co się na niej dzieje? Przywołany wcześniej Michał Głowiński twierdzi, że „[…] wizję opuszczonej (bezludnej) łąki możemy przypisać nieznającemu granic duchowi opowieści, to on właśnie jest tutaj narratorem”.

  Na tej bezludnej, zalanej słońcem przestrzeni, niedostępnej ludzkiemu oku, nagle:

„[…] jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu,

I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić,

Raz warkoczem chce zazłocić, raz piersiami się zabielić –

I czuć było jak się zmaga zdyszanego męką łona,

Aż na wieki sił jej zbrakło – i spoczęła niezjawiona”.

 Na dotąd bezludnej łące z „dziewczęcej mgły” chciała się ukształtować postać dziewczyny. Jednakże ów proces genezyjski nie zakończył się powodzeniem. Natura miała, co prawda, moc kreacyjną, ale do stworzenia całej postaci zabrakło jej sił. Jej wysiłek okazał się daremny. Leśmian opisując ów proces, nawiązał do mitu genezyjskiego bardzo popularnego w religiach, wierzeniach i literaturze wszystkich epok. Jednakże owemu mitowi nadał zupełnie inną postać. Nie przedstawił procesu stwarzania, opisał genezę negatywną – niespełnioną. Dziewczyna się z mgieł nie wyłoniła – „spoczęła niezjawiona”!              

„Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało,

 Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało”.                                                                                                             

 Pozostał po niej ślad - miejsce, gdzie mgła mogła przekształcić się w ludzką istotę.                                

Czytając balladę, domyślamy się, że opisana tu przyroda, to przyroda pierwotna, to czas, kiedy na ziemi nie pojawił się jeszcze człowiek. Na łące rosną kwiaty, trawy i zioła, spokojnie żyją owady. Ten spokój jednak został w pewnym momencie zakłócony. Proces kreacyjny nie przeszedł niezauważony. Świadczy o tym zachowanie roślin, owadów i pająka:

„Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady

Wrzewnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady,”

 Akt kreacyjny, co prawda niespełniony, nie uszedł jednak uwadze mieszkańcom łąki. Już sama możliwość powołania do życia człowieka, zakłóciła dotychczasowy rytm przyrody. Spowodował on dziwne niespokojne zachowanie pająka, który „ w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia”, z kolei „Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia”, „Żuki grały jej potrupne”, „świerszcze – pieśni powitalne”, „Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne”.

 Czyli to, czego nie było, stało się „ośrodkiem wszystkiego”, zakłóciło panujący na łące ład i porządek, dlatego reakcja jej mieszkańców była właśnie taka.

  Zastanówmy się na chwilę, jaką funkcję odgrywają zwroty i słowa: „ uroczystość spełnionego nieistnienia”, „potrupne”, „pieśni powitalne”, „wieńce pożegnalne”?

  Moim zdaniem, odnoszą się one do natury, która świętuje, świętuje, ponieważ jej trwanie nie zostanie zakłócone przez ludzką interwencję. Sprawdźmy , jak długo trwał ów proces stwarzania i później świętowanie natury. Czy był rozciągnięty w czasie, czy jak to bywa u Leśmiana - okamgnienie?

  Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, powróćmy jeszcze na chwilę na łąkę. Jawi się ona jako bezmiar wypełniony po brzegi różnymi tworami. Owa przestrzeń nie jest jednak statyczna, panuje tam ciągły ruch. Przyjrzyjmy się czasownikom: „dech łąki wrzał”, „w słońce dyszał”, „miejsce szumiało”,…– wszystko jest w ciągłym ruchu, można odnieść wrażenie, że łąka znajduje się na etapie przekształceń, przy czym proces ten nie jest rozciągnięty w czasie, został przez Leśmiana ograniczony do chwili, momentu. Świat jest dynamiczny, ciągle się zmienia, ale wszystko dzieje się w tym samym czasie, równocześnie i co najważniejsze, to dzianie się ma charakter ulotny.

  Taki sposób obrazowania jest zgodny z teorią intuicjonizmu Henri Bergsona, w myśl której świata nie można poznać ani przez doświadczenie, ani przez racjonalne myślenie a jedynie za pomocą intuicji. Według Leśmiana intuicja jest jedyną drogą wiodącą ku prawdzie i poznaniu rzeczywistości. W „Balladzie bezludnej” poeta przywołał znany motyw elen vital. Okazuje się, że ów pęd życia jest siłą zdolną nie tylko do oddziaływania na istoty żywe, ale także na przyrodę.

   Utwór nosi tytuł „Ballada bezludna”. Czy rzeczywiście możemy nazwać go balladą? No cóż, wiersz ten na pewno znacznie różni się od dobrze nam znanych ballad Mickiewiczowskich, zachowuje jednak pewne typowe dla tego gatunku cechy. Przede wszystkim jest to opowieść fantastyczna, sposób narracji jest także typowy dla ballady, ponadto o balladowości świadczą wyraźna rytmiczność, refren oraz dokładność w przedstawianiu zdarzeń i sytuacji. Czyli możemy ten utwór uznać za balladę. Może trochę nietypową, ale balladę.

  Świat poetycki Leśmiana jest bardzo zróżnicowany. Nie brak w nim utworów opisujących marzenia senne, wizje, zjawy, postacie baśniowe, ale także ludzi kalekich, nieszczęśliwych skrzywdzonych przez los. Ballada „Dwoje ludzieńków” to właśnie taka historia.

  Utwór nawiązuje do autentycznej pieśni ludowej zapisanej przez Oskara Kolberga, której fragment poeta sparafrazował. Oto dwie strofy owej pieśni:

„Zakochali się, zakochali się

dwoje ludzieńków w sobie,

a Pan Jezus wie, a Pan Jezus wie,

czy na pociechę sobie.

Zakochali się, zakochali się,

 dobę się nie widzieli

 jak się ujrzeli, jak się ujrzeli,

 oboje zachorzeli”.

 Treść Leśmianowskiej ballady jest podobnie nieskomplikowana. Narrator, człowiek prosty, wrażliwy opowiada historię nieszczęśliwych, pokrzywdzonych przez los kochanków - tytułowych „ludzieńków”.

„Często w duszy mi dzwoni pieśń wyłkana w żałobie

O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie."

  Połączyło ich wielkie uczucie, ale nie dane im było zaznać szczęścia, ponieważ zanim ich miłość rozkwitała, z jakiegoś powodu musieli się rozstać.

„Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania

Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.”

Mimo oddalenia ich miłość, wytrzymała próbę czasu, więc, gdy spotkali się ponownie, wierzyli naiwnie, że teraz nikt i nic już ich nie rozłączy. Los jednak po raz kolejny z nich zadrwił:

„A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie,

Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!”

  Czytając ten fragment, nasunęło mi się skojarzenie z Mickiewiczowską balladą ”Świteź”. Tam kwiecie stało się przyczyną choroby i śmierci najeźdźców. Być może i tu owe kwiecie miało zdradziecką moc i spowodowało chorobę kochanków? Słowo to możemy zinterpretować także jako kwiat miłości. Miłość także może stać się przyczyną choroby.

  Choroba, wbrew pozorom, na krótko ich połączyła. Położono ich obok siebie pod jaworem. W poezji sentymentalnej to drzewo, pod którym spotykali się kochankowie, bohaterowie sielanki Franciszka Karpińskiego – „Laura i Filon”. Jawor to także symbol życia, łącznik między niebem i ziemią. Niestety, jawor nie przywrócił im zdrowia. Znowu zostali rozłączeni, tym razem przez śmierć, a więc wydawać by się mogło, że na zawsze. Chęć przeżycia miłości była jednak tak silna, że postanowili kochać się „poza własną mogiłą”. Być może wierzyli, że podobnie jak w baśniach czy romansach, w zaświatach stanie się cud i ich miłość rozkwitnie. Okazało się jednak, że wszystko ma swój czas, nic w życiu dwa razy się nie zdarza - ich uczucie umarło razem z nimi.

„Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,

 Ale miłość umarła, już miłości nie było”.

 Zwrócili się więc z prośbą do Boga, by wskrzesił ich miłość. Uczynili to jednak za późno, bo „nie było już Boga”. Uznali więc, że dotrwają „do wiosny do lata”, gdy na świecie wszystko budzi się do życia i powrócą na ziemię, lecz ich nadzieje okazały się płonne, w międzyczasie nadeszła apokalipsa i ”nie było już świata”.

  Ten z pozoru niezbyt trudny, pozbawiony metafizyki utwór można interpretować na kilka sposobów. Na pewno jest to wiersz o samotności człowieka w świecie skazanym na zagładę. Nie ma tam nic trwałego, miłość, Bóg i świat znikają bezpowrotnie. Powtarzające się słowa ”nie było” „bez”, „nikt dotąd” wprowadzają pesymistyczny, pełen zadumy egzystencjalnej nastrój.                  Poeta przekazuje gorzką, pozbawioną optymizmu prawdę, że ludzka egzystencja, którą symbolizuje historia kochanków jest okrutna i absurdalna. Jej absurdalność polega miedzy innymi na wierze, że po śmierci przeniesiemy się do lepszego świata. Okazuje się, iż owa wiara nie jest niczym innym jak tylko marzeniem, ułudą, ludzką projekcją pocieszenia. Wiarą w to, że jeśli w doczesnym życiu spotykały nas nieszczęścia, to po śmierci w zaświatach, w chrześcijańskim raju, spotka nas nagroda, jest mrzonką. To wyraźne nawiązanie do filozofii egzystencjalnej, jednak nie Heideggera a duńskiego filozofa Sorena Kierkegaarda, który widział egzystencję człowieka w wymiarze tragicznym. Jego zdaniem „istota ludzka jest nieustannie rozdarta między skończonością ludzkiego losu i powołaniem do wieczności,. Człowiek stara się zagłuszyć w sobie wymiar nieskończoności, próbuje wypełnić swoje życie doczesnymi czynnościami, jednak to zubaża jego prawdziwą istotę, a ponadto wywołuje tęsknotę za tym, co nieprzemijalne”.              

 Wróćmy jeszcze do tytułu, który koresponduje z tym, co napisałam wcześniej. Zdrobniała 

forma „ludzieńków” podkreśla małość, kruchość i znikomość człowieka zagubionego w otaczającym go świecie. Nie ma w nim nic stałego, czas wiecznie płynie, wszystko jest w ruchu i ulega zmianom. U Leśmiana często spotyka się motyw zmiany - płynnego przechodzenia z jednego bytu w drugi. Tu bohaterowie po śmierci zmienili postać i zbliżają się do nicości. Coś jednak pozostało, coś, co nimi rządzi, kieruje i zmusza do istnienia. Co? Być może pęd życia – elan vital, który jest silniejszy od śmierci, czasu, trwalszy od świata i Boga. Ludzieńkowie trwają, mimo że ich siła napędowa – miłość - umarła. To wyraźne nawiązanie do bergsonizmu. Żyjąc w szybko zmieniającym się świecie człowiek ma trudności z realizacją swoich pragnień, nie potrafi radzić sobie z problemami. W tym zmiennym świecie nie ma powrotu do przeszłości, bo wszystko ma swój czas i choć bohaterowie pragną realizować swoje marzenia, to jednak mimo wielu wysiłków, nie są w stanie tego dokonać, gdyż pewnych barier nie pokonają.

  Przedstawiłam tu dość pesymistyczną interpretację tej ballady, ale można na ten liryk spojrzeć też w odmienny sposób, mianowicie jak na pochwałę hartu ducha, uporu i witalności człowieka, który mimo przeciwności walczy o spełnienie swych marzeń, o swą miłość. Kochankowie trwają, mimo że wokół nich wszystko się rozpada i znika.

 Chciałabym się jeszcze zatrzymać na dwóch pojęciach stale obecnych w poezji Leśmiana: wizji Boga i śmierci. W liryce tego twórcy nie ma śmierci pojmowanej jako „zamilczenie na wieki” Śmierć przedstawiana jest tu w odmienny sposób, prawdę mówiąc, praktycznie nie istnieje, jest przeobrażeniem bytów, a nie ich definitywnym kresem. Wszelkie byty na granicy świata i „bezświatów” przechodzą z jednego sposobu istnienia w inny, po to by mogły zostać zastąpione inną formą trwania. Według Piotra Marciszuka „Leśmianowska śmierć to fizyczny koniec ludzkiej egzystencji, koniec takiego świata, jaki znamy. To brama do innego świata - poeta nazywa go zaświatem, przy czym ów zaświat ma niewiele wspólnego z prawdziwą rzeczywistością, życiowego wichru, kryjącą się pod pozorami znanego nam zmysłowego świata. Tamta rzeczywistość jest trwalsza od ludzkiego życia. Życie gna naprzód, nie dbając o to, co po drodze mija i nic się tak naprawdę nie kończy. Leśmian nie chce i nie może uwierzyć w to, że śmierć kładzie kres wszystkiemu”.

 Z kolei Bóg u Leśmiana nie jest przedstawiany jako Absolut. Często jest uczłowieczony. Z taką personifikacją Boga spotykamy się w wielu balladach –„ Żołnierz”, „Dusza z ciała wyleciała” i wielu innych. Zdaniem przytoczonego wcześniej Piotra Marciszuka, „w poezji Leśmiana nie ma Boga ani żydowskiego, ani chrześcijańskiego. Jeśli już się pojawia, to daleki jest od naszych o nim wyobrażeń. Bóg to trochę mocniejszy od człowieka Stwórca, którego twory już nie potrzebują jego opieki. Życie w elan vital posługuje się różnymi narzędziami – Demjurgiem, Naturą czy wreszcie człowiekiem, którego twórcza wyobraźnia wyrasta do godności twórczego czynu, ludzkiego odpowiednika życiowego pędu”.

  Zwieńczeniem moich rozważań na temat poezji Bolesława Leśmiana jest znana, bardzo popularna ballada pt: ”Dziewczyna”. Podoba mi się jej baśniowość, pozorna prostota, paraboliczność oraz filozoficzne przesłanie skłaniające czytelnika do zastanowienia nad sensem życia, zmagań z trudnościami, ale również roli marzeń i snów w naszej wcale niełatwej egzystencji. Piotr Marciszuk w eseju „Między światem a zaświatem - Leśmian i jego filozofia” napisał:                                          

  „Bogowie świat z niczego tworząc, mieli chyba prócz nicości i swoją pieśń do pracy. Całe widome stworzenie jest owej pieśni świadectwem. Twórca słabszy jest i śmiertelniejszy od swego dzieła. Dziełu należy się nieśmiertelność, a twórcy – śmierć po spełnieniu dzieła”.

  Słowa te możemy odnieść w równym stopniu do trudu poety-kreatora zmagającego się z tworzywem poetyckim jak i bohaterów omawianej ballady.

  „Dziewczyna” to utwór nawiązujący do poezji ludowej. Jej fabuła jest nieskomplikowana, by nie rzec schematyczna, zaledwie nakreślona.

Dwunastu braci marzycieli, wierzących w sny usłyszało dochodzący zza muru dziewczęcy głos. Pokochali go, wyobrażali sobie wygląd jego właścicielki, zastanawiali się, dlaczego w tym głosie jest tyle żalu.

 „I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,

 I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…”

Ów domysł zmobilizował ich do działania. Postanowili zburzyć mur. Pracowali tak intensywnie, że można było odnieść wrażenie, że człowiek i młot zespolili się, stanowili jedność.

„I nie widziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem!”

  Dochodzące zza muru łkanie mobilizowało ich do wzmożonego wysiłku. Pragnęli jak najszybciej zburzyć przeszkodę, dzielącą ich od Dziewczyny. Jednakże to zadanie okazało się ponad ich siły. Nie byli w stanie zburzyć muru.

„[…] daremny był ich trud, daremny ramion sprzęgł i usił!

Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!”

  Bracia zmarli, i wydawać by się mogło, że na tym ta opowieść się skończyła. Tymczasem stało się inaczej, najpierw ich pracę podjęły cienie, a kiedy i one się poddały, ich miejsce zajęły młoty.

„[…] dzielne młoty – Boże mój- mdłej nie poddały się żałobie!

I same przez się biły w mur, huczały spiżem same w sobie!

Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!”

 Młoty się nie oszczędzały, pracowały tak intensywnie, że aż ociekały ludzkim potem. Poeta dokonał tu personifikacji zarówno cieni jak i młotów. Wysiłek tych ostatnich przyniósł wymierny efekt, bo

„[…] runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny! Lecz poza murem nic - i nic! ni żywej duszy, ni Dziewczyny!”

Za murem był tylko głos i nic prócz głosu. I na tym kończy się opowieść o potrójny zmaganiu braci, cieni i młotów z przeszkodą, granicą między światem realnym i snem. Efekt tych zmagań był jednak połowiczny, mur, co prawda, runął, ale po drugiej stronie była pustka – „nic i nic […] i nic nie było oprócz głosu!” I była próżnia w całym niebie!” Owa nicość jest tu podkreślona wielokrotnym powtórzeniem słów (nic, nic i nic, niczyich, niczyjego próżnia, próżni).

Młoty po wypełnieniu swego zadania „legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów”

W tym momencie do głosu dochodzi narrator, by w emocjonalny sposób dokonać oceny świata:

 „Nic – tylko płacz i żal i mrok i nieświadomość i zatrata!

Takiż to świat ! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?”

Jego ocena jest zdecydowanie negatywna, kończy ją pytanie retoryczne. Zastanówmy się, kto jest jego adresatem? Moim zdaniem, mimo że w całym utworze nie pojawia się nawet aluzja do Boga, to właśnie do niego, jako Stwórcy, skierowane są te słowa. Tu jak to często bywa w liryce Leśmiana po raz kolejny pojawia się negatywna ocena boskiego dzieła. Świat, który stworzył jest niedoskonały, ponieważ panoszy się na nim zło, które utrudnia ludziom życie i nie pozwala zaznać pełni szczęścia. To oczywiście jedna z interpretacji, ponieważ jednoznaczne wyjaśnienie przesłania tej ballady nie jest możliwe, gdyż jej nierealistyczna fabuła ma charakter symboliczny – wieloznaczny.                                                                                                                                                                                          Na pewno jest to utwór o upartym, budzącym szacunek dążeniu człowieka do celu. Narrator z aprobatą stwierdza, że po wykonaniu zadania „Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów”. Praca i jej wykonawcy budzą szacunek, ale i litość wobec próżni nieba, której nie można oswoić drwiną. Taka interpretacja bliska jest egzystencjalizmowi Sorena Kierkegaarda.

  W tym miejscu warto się zastanowić, jaka siła pchała braci, cienie i młoty do pracy? Elan vital. Ich elan vital dążył do uwolnienia dziewczyny zza muru. Niestety, dla ludzi i ich cieni to zadanie okazało się za trudne - ponad ich siły. Morderczy wysiłek stał się przyczyną ich śmierci. Jednak, jak to bywa u Leśmiana nigdy nie umiera się do końca. Siła która popchnęła dwunastu braci do działania, po ich śmierci przechodziła na coraz niższe byty najpierw na cienie a potem młoty, motywując je do działania. Dzięki temu młoty przestały być tylko narzędziami. Podejmując trud, dzięki elan vital stały się samodzielnymi bytami, które wykorzystywały otrzymaną energię, ale tylko do momentu spełnienia zadania – rozbicia muru. Z tego wynika, że w „Dziewczynie” elan vital nie tylko motywuje ludzi, ale także cienie i młoty, a więc może być siła sprawczą, która pobudza do działania również przedmioty, a więc materię nieożywioną.

  Omawiając tę balladę należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, a mianowicie pojęcie „snu”. Sen w poezji Leśmiana to słowo klucz. W tej balladzie pełni ono ważną rolę. Pojawia się trzykrotnie, tworząc swego rodzaju klamrę spinającą utwór. Otwiera ją w pierwszym wersie zwrot „wierząc w sny”, potem „oddali ciała […] snowi, co ich kusił” i zamykający „kłamliwych jawnie snów”. W „Dziewczynie” sen jest nie tylko „chętnym domysłem”, ponieważ, bracia pod jego wpływem podjęli działania i „oddali ciała swe na strwon, owemu snowi co ich kusił”. Czyli stał się on przyczyną ich śmierci.

  Świat jest pełen zła, którego człowiek nie jest w stanie pokonać. Jego życie kończy śmierć, której nie może uniknąć. W balladzie pojawia się ona dwa razy – raz zabiera braci, a później cienie. Do braci przychodzi pod postacią snu – „oddali ciała […] snowi, co ich kusił”. Zatem śmierć została tu utożsamiona ze snem. W poezji bardzo często sen bywa przeciwstawiany jawie. Tu sen wykracza poza swój świat i dosięga jawy „Wobec kłamliwych jawnie snów…”

W tym liryku granicą między światem realnym a snem jest mur, który oddziela dobrze nam znaną rzeczywistość od świata, w którym marzenia, pragnienia, tęsknoty tworzą wabiące obraz. Warto jednak podkreślić, że bez owego marzenia nie byłoby trudu ludzi, cieni i młotów, który narrator ocenia pozytywnie, ponieważ praca i zmaganie się z trudnościami dnia codziennego jest sensem ludzkiego życia.

  Poezja Leśmiana nie jest ani łatwa, ani optymistyczna, czego najlepszym przykładem jest ballada „Dziewczyna”. Jego świat poetycki jest niezwykle bogaty, poeta powoływał w nim do życia ludzieńków, osoby kalekie, znikomków, zmory gnębiące ludzi, ale także dał opisy niezwykłej przyrody. Z przejmująca prawdą borykał się z zagadką życia. Jego utwory oscylują między światem rzeczywistym a snem, koszmarem i nicością. Można śmiało stwierdzić, że liryka Leśmiana to jedna z najbardziej heroicznych prób zmierzenia się z zagadką i męką życia.

Stworzył świat zadziwiający fantastyką a jednocześnie bardzo ziemski, „nasycony prawdą ludzkich zmysłowych doznań, które w jego poezji wiodą namiętny spór z nieuchwytnymi prawami przemijania i śmierci. Lotnością wyobrażeń przejmującą materią filozoficzno-moralną, ogromnym bogactwem językowym poezja Leśmiana zachwyca, niepokoi i wzrusza”.

 Warto sięgnąć po te niezwykłe liryki, choćby po to by zadumać się nad tajemnicą otaczającego nas świata i uzmysłowić sobie, że zmienia się on prędzej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Warto także rozejrzeć się dokoła i uświadomić sobie, że pod tym blichtrem zewnętrznym, którym tak chętnie się otaczamy jest inny, mroczny, tajemniczy świat śmierci. Leśmian pokazuje, że świat nie jest jednorodny, a życie na nim nie należy do łatwych.

Opracowała: Maria KSIĄŻEK-ZAMLEWSKA
Nauczyciel języka polskiego skierowany przez ORPEG do pracy dydaktycznej na Ukrainie – we Lwowie

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України