Dziś: czwartek,
24 września 2020 roku.
Przegląd do nr 624 – wrzesień 2020 r.
Historia
80. rocznica Zbrodni Katyńskiej
Ukraiński czy kijowski ślad Katynia
Wracając do listy(3435) Cześć II

KIJÓW - BLOK SPECJALNY WIĘZIENIA ŁUKJANOWSKIEGO nr 1
W
ZARZĄDZIE SŁUŻBY WIĘZIENNEJ (УМУ) NKWD USRR – BYKOWNIA

O polskich żołnierzach pogrzebanych na obrzeżach Kijowa miejscowi mieszkańcy wsi Bykownia dowiedzieli się na początku lat 60. XX wieku, kiedy to rozpowszechniła się wieść o nagminnym plądrowaniu grobów (jak później się okazało - ofiar masowych represji) dokonywanych przez szabrowników na terytorium byłego sektora specjalnego NKWD USRR w 19-20 parceli na terenie Bykowni. W grobach cmentarne hieny odnajdywały rzeczy osobiste, polskie dokumenty, polskie pieniądze w tym monety wybite w latach 1923–1939, nadgnite oficerskie mundury z polskimi insygniami i rzeczy osobiste – obrączki, złote protezy, krzyżyki napierśne, medaliony i inne dewocjonalia.

Z wypowiedzi świadków takież przedmioty znaleziono podczas prac poszukiwawczych komisji rządowych ZSRR w Bykowni w 1971 r., 1987 r., 1989 r.

W rzeczywistości głównym celem prac tych komisji (nb.- przewodniczącym komisji rządowej w 1971 r. był I. Gołowczenko), było odszukanie i ukrycie dowodów rzeczowych, świadczących o tym, że w grobach znajdują się szczątki obywateli II Rzeczypospolitej i Ukraińców zamordowanych przez NKWD w latach 1937–1941.

Obecność szczątków ciał obywateli II Rzeczypospolitej w grobach w Bykowni została potwierdzona przez kryminalistycznego eksperta Kijowskiego Okręgowego Biura Ekspertyz Sądowych J. Kowalenko, który bezpośrednio uczestniczył w pracach wszystkich komisji rządowych od 1971 r. Potwierdził on też, że groby zawierały szczątki kilkudziesięciu Polaków rozstrzelanych w 1940 roku.

Artefakty odkryte podczas pracy komisji rządowych i dochodzenia w sprawie karnej nr 50-0092 przedstawiały sobą dużą liczbę fragmentów polskich mundurów wojskowych z lat 30. XX wieku: wojskowe nakrycia głowy „rogatywki”, „oficerki” - buty o wysokich cholewach (produkcji zagranicznej) zetlałe dokumenty, epolety, resztki bielizny, guziki z polskimi orłami, rzeczy osobiste, polskie pieniądze emisji lat trzydziestych, wyroby z metali szlachetnych. Taki zestaw rzeczy osobistych znalezionych przez komisje rządowe praktycznie pokrywał się ze znaleziskami wydobytymi w latach 2001, 2006, 2007, marcu 2008 r., a także w latach 2011-2012 podczas wspólnych ukraińsko-polskich archeologicznych ekspedycji poszukiwawczych prowadzonych na terenie byłej parceli NKWD USRR – dziś terytorium ofiar totalitaryzmu z lat 1937–1941.

Spośród 117 ekshumowanych pochówków ofiar komunistycznego terroru 54 okazały się polskimi. Obecność obywateli polskich w Więzieniu Łukjanowskim nr 1 podlegającego Urzędowi Więziennictwa NKWD ZSRR, w szczególności zatrzymanych oficerów Wojska Polskiego,  oficjalnie zaświadczył L.K. Matwijczenko, który pod koniec marca 1940 r. został wraz z nimi tam uwięziony. Okazuje się, że polscy więźniowie z listy 3435 zostali rozstrzelani w kwietniu-maju 1940 roku w Bloku Specjalnym Więzienia Łukjanowskiego i prawdopodobnie w innych więzieniach NKWD i pochowani w Lesie Bykowniańskim.

KGB ukraińskiej SRR, utajniając zbrodnie kierownictwa WKP(b) wobec polskich jeńców wojennych, przygotowało dokument podpisany przez członka komisji rządowej w Bykowni (1989), wiceprzewodniczącego G. Kowtuna, z dnia 4 kwietnia 1989 r. w którym pisze się:

„Dla informacji podajemy do wiadomości, że wśród osób skazanych na śmierć 1939–1941, wyroki na których wykonano w Kijowie, było 1745 agentów niemiecko-faszystowskich organów specjalnych ... Wskazani agenci byli zasyłani na terytorium Ukrainy w pod płaszczykiem uciekinierów z sąsiednich krajów, którzy masowo przekraczali granicę, podszywając się pod obywateli węgierskich, rumuńskich i polskich. Pochowanie tej kategorii osób mogło zostać przeprowadzone jedynie w określonym dla tego celu miejscu, czyli w okolicy zalesionej, w pobliżu miejscowości Bykownia".

Tak więc KGB osłaniała zbrodnicze postępowanie swoich poprzedników NKWD nazywając - polskich oficerów, urzędników, ziemian, policjantów, żandarmów, osadników, funkcjonariuszy służb więziennych, przemysłowców, uciekinierów, profesorów i nauczycieli - agentami nazistowskich sił specjalnych z 1941 r.

Do tego dokumentu możemy jedynie dodać przypuszczenie, że ci 1745 wspomniani w dokumencie „agenci” byli tylko częścią obywateli Polski z „Ukraińskiej Listy Katyńskiej”.

Polskie artefakty znalezione podczas badań ekshumacyjnych w Bykowni, Mykoła Łysenko - znany ukraiński działacz na rzecz praw człowieka, współprzewodniczący „Memoriału” im. Wasilija Stusa - w 1990 roku przekazał do Prokuratury Rzeczypospolitej Polskie, a gazeta „Życie Warszawy” (w 1990 roku) opublikowała obszerny materiał o tragedii w Bykowni. Niedługo potem do Kijowa przybył Jacek Wilczur, wysoki rangą urzędnik polskiej prokuratury i zbadał miejsce pochówku ofiar represji.

W latach 2001, 2006, 2007, a następnie w latach 2011 - 2012 polscy wysoko wykwalifikowani specjaliści pod kierunkiem znakomitego polskiego archeologa, profesora Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaj Kopernika w Toruniu. Andrzeja Koli przystąpili do gruntownych poszukiwawczych prac archeologicznych w lesie Bykowniańskim. W ciągu tych lat dokładnie zbadano 1,5 hektara obszaru cmentarzyska. Badania ujawniły 215 pochówków, w tym 70 grobów masowych, w których spoczywali Polacy rozstrzelani w Kijowie, w tym zidentyfikowano niektóre osoby z listy 3 tysiące 435 osób. Wśród nich wymienić można takich, jak: Franciszek Paszkiel (Пашкель Франц Ігнатійович), urodzony w 1893 r., mieszkaniec wsi Smordwa z pod Dubna), aresztowany jako agent polskiej policji; Józef Nagilk (Нагільк Юзеф Карлович), urodzony w 1899 r., sierżant, dowódca straży granicznej w Skałaczu, aresztowany jako „element antyradziecki”; Franciszek Strzelecki, dyrektor szkoły ogólnokształcącej we Włodzimierzu Wołyńskim, aresztowany 10 października, przebywał w więzieniu tego miasta, w kwietniu 1940 r. przemieszczony do więzienia w Kijowie; Ludwik Dworzak, profesor prawa karnego na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, pracował jednocześnie w Sądzie Apelacyjnym we Lwowie, aresztowany przez organy NKWD 7 października 1939 r. we Lwowie, a następnie w lutym 1940 r. wywieziony do Kijowa.

CHARKÓW - WIĘZIENIE WEWNĘTRZNE UNKWD UKRAIŃSKIEJ SRR
W OBWODZIE CHARKOWSKIM – PIATICHATKI

W Charkowie polskich oficerów rozstrzeliwano w wewnętrznym więzieniu NKWD przy ulicy Dzierżyńskiego, do którego przewożono ich autobusem więziennym zwanym „cziornyj woron” ze stacji kolejowej.

Według zeznań byłych pracowników charkowskiego urzędu NKWD, udało się ustalić procedurę egzekucji Polaków. Po zidentyfikowaniu osoby więźniowi wiązano ręce za plecami, (niektórym zarzucano na głowę płaszcze wojskowe) po czym przeprowadzano do pomieszczenia, w którym zabijano go strzałem w kark. Według ekspertów medycznych NKWD kula, przechodząc przez pień kręgowy, powodowała skurcz mięśni i minimalny krwotok. Ciała rozstrzelanych wywożono w nocy ciężarówkami i dostarczano na terytorium sanatorium NKWD, które znajdowało się na 6. parceli Parku Leśnego w Charkowie w odległości 1,5 km od wsi Piatichatki. Tam ciała zakopywano w pobliżu dacz kierownictwa NKWD, gdzie znajdowały się już mogiły obywateli radzieckich rozstrzelonych wcześniej, w latach 30. XX wieku. Egzekucjami kierowali oddelegowani z Moskwy pracownicy wydziału komendanta Urzędu Administracyjno-Gospodarczego NKWD ZSRR i naczelnik ukraińskiego NKWD obwodu charkowskiego, major Bezpieczeństwa Państwowego P. Safonov, jego zastępca kapitan Bezpieczeństwa Państwowego P. Tichonow oraz komendant UNKWD, starszy lejtnant Bezpieczeństwa Państwowego T. Kuprij.

W toku dochodzenia w sprawie karnej wszczętej w dniu 20 sierpnia 1990 r. przez prokuraturę obwodu charkowskiego wobec wspomnianych w I części artykułu Berii, Merkułowa, Soprunenki, Bereżkowa, a także wobec byłego naczelnika UNKWD obwodu charkowskiego Reichmana i komendanta UNKWD Zelenogo - wyjaśniono, że w kwietniu – maju 1940 roku na terytorium 6. parceli strefy parku leśnego zostało pochowanych 3820 polskich jeńców wojennych zamordowanych w więzieniu wewnętrznym UNKWD Obwodu Charkowskiego, w tym: 8 generałów, 55 pułkowników, 136 podpułkowników, 516 majorów, 843 kapitanów, wielu młodszych oficerów, 9 księży, 5 wysokiej rangi urzędników państwowych i wielu innych niezidentyfikowanych. Los 80 oficerów, którzy zostali wywiezieni w niewiadomym kierunku w przeddzień egzekucji, jest do dziś nieznany.

Powyższe dane dowodzą, że do „Charkowskiej Listy Katyńskiej”, składającej się z 3 tysięcy 820 Polaków, wchodzi właśnie dokładnie 11 tysięcy polskich jeńców wojennych, wymienionych w punkcie II postanowienia Biura Politycznego KC WKP(b) z dnia 5 marca 1940 r., których to po „rozładowaniu” więzienia w Charkowie rozstrzelano w kwietniu - maju 1940 roku w piwnicach Obwodowego NKWD.

MIŃSK - WIĘZIENIE NKWD (UL. WOŁODARSKIEGO) - KUROPATY.

Tak zwana „Białoruska Lista Katyńska” przez długi czas pozostawała nieznana, ponieważ archiwa byłych radzieckich służb specjalnych przez długi czas nie udostępniały dokumentów, które mogłyby pomóc rzucić światło na losy Polaków wywiezionych do Mińska. Dopiero w roku 2012 taką listę ujawniła profesor Instytutu Historii Powszechnej Akademii Nauk ZSRR Natalia Lebiediewa, analizując w Rosyjskim Państwowym Archiwum Wojskowym dokumenty dotyczące 15. Samodzielnej Brygady Strzeleckiej Wojsk Konwojowych NKWD ZSRR. Brygada ta otrzymała zadanie ochrony i konwojowania polskich jeńców wojennych etapowanych do Mińska. Na liście znajduje się 1996 nazwisk polskich jeńców wojennych, których w marcu 1940 r. wywieziono z miast zachodniej Białorusi, m.in. z Brześcia, Pińska, Baranowicz, Grodna, Białegostoku.

W roku 2013 poinformowała o tym „Gazeta Wyborcza”. Jednocześnie opublikowano niektóre z 98 nazwisk wchodzących do Białoruskiej Listy Katyńskiej. Prawdopodobnie figuranci z tej listy zostali rozstrzelani w tym samym czasie, jak i 20 tysięcy polskich oficerów z obozów jenieckich w Ostaszkowie, Kozielsku i Starobielsku. Prawdopodobnie też technologia uśmiercania polskich jeńców wojennych, pochodzących głównie z zachodniej Białorusi, była taka sama jak w Kijowie i Charkowie. Niechlubny sowiecki system planowania funkcjonował równie dobrze i w przypadku masakry więźniów.

W warszawskim Archiwum Wschodnim  Fundacji Ośrodka Badawczego KARTA zachowały się wspomnienia polskiego ziemianina, działacza społecznego, polityka Konstantina Rdułtowskiego pt. „Notatki z wygnania”, w którym tak to opisuje on te wydarzenia: „1 kwietnia, około godziny 10.00, przybyliśmy do Mińska. Zostaliśmy wywiezieni z wagonów i załadowani do ciężarówek i przewiezieni do budynku starego więzienia, które znajdowało się przy ulicy Wołodarskiego. [...] wśród uwięzionych wielu było właścicieli ziemskich, osadników, policjantów, oficerów Wojska Polskiego. Często zatrzymanych wyprowadzano z celi po komendzie „wyjść z rzeczami”. Nie widzieliśmy już tych ludzi. Na ich miejsce sprowadzono nowych więźniów. Po dwóch tygodniach pobytu w więzieniu NKWD w Mińsku odczytano mi wyrok. Ponieważ byłem właścicielem ziemi i „eksploatowałem” 111 osób, zostałem skazany na 8 lat katorgi w „obozach pracy”. Konstanty Rdułtowski został skazany na podstawie art. 74 kodeksu karnego BSSR za działalność kontrrewolucyjną i wywieziony do Karagandy w Kazachstanie , gdzie skierowano go pracy w kopalni węgla kamiennego.

Większość białoruskich badaczy stalinowskich represji skłonna jest wierzyć, że Kuropaty były głównym miejscem, w którym NKWD mordowało swoje ofiary. Zresztą wspominali też o tym oprawcy NKWD. Były dozorca więzienny A. Znak zeznawał: „W roku 1939 zostałem naczelnikiem magazynu. Odbierałem rzeczy zatrzymanych, a następnie oddawałem je, gdy aresztowanych wywożono. Wiedziałem, że funkcjonariusze komendantury rozstrzeliwali więźniów. Pewnego dnia jeden z nich wypił i powiedział, że strzelają do „zachodniaków” w lesie za miastem, niedaleko od szosy do Logojska”. Podobnie świadczył inny przełożony wewnętrznego więzienia NKWD I. Kmyta: „Wyroki dokonywał personel komendanta NKWD. Czasami, gdy było wielu „pacjentów”, funkcjonariuszom komendantury przysyłali na pomoc ludzi z innych wydziałów”.

Na jednym z cmentarzy Mińska spoczywa proch Stepana G. Koby. Pod koniec lat 30. XX wieku był on naczelnikiem komendantury więzienia wewnętrznego NKWD („Amerykanki”) w Mińsku. On właśnie był jednym z tych, którzy w latach 1940–1941 osobiście rozstrzeliwali więźniów z mińskich więzień, wśród których lwią część stanowili obywatele II Rzeczypospolitej. Dosłużył się do stanowiska zastępcy naczelnika AGB BSSR (АГВ МДБ БРСР), ale niespodzianie w 1953 r. zmarł we własnym gabinecie w wieku 45 lat. Inni katami więzień w Mińsku byli pracownicy Białoruskiej NKWD, Władimir Nikitin, Iwan Jermakow, Iwan Kmit i Iwan Boczkow.

CHERSOŃ

Do tej pory nie przeprowadzono tu żadnych badań ekshumacyjnych. Z dostępnych informacji wynika, że ​​ w miejscu pochówku ofiar NKWD w Chersoniu zostały zbudowane osiedla mieszkaniowe. Być może więźniowie ci mogli być rozstrzeliwani w więzieniu w Chersoniu i grzebani…  po 50 ciał, w każdym grobie na cmentarzu w pobliżu obecnej fabryki im. Pietrowskiego, a także w wąwozie prowadzącym do Dniepru, w okolicach chersońskiego więzienia albo też w Lochu Prochowym byłej chersońskiej fortecy z XVIII wieku, w którym uśmiercano więźniów politycznych w latach 30. i 40. XX wieku.

W szczytowym momencie masakry Polaków, równolegle z morderstwami 13 kwietnia 1940 r. NKWD deportowało rodziny i krewnych polskich oficerów, policjantów i innych więźniów. Według danych Wojsk Konwojowych NKWD i GUŁAG-u w kwietniu 1940 r. do Kazachstanu wysiedlono około 66 000 osób. W pierwszym i drugim kwartale 1940 roku w 586 osadach zamieszkiwało 215 tysięcy osób, czyli 54 tysiące 832 rodzin z zachodnich regionów USRR i BSSR, głównie Polaków. Z tego 138 tys. w pierwszym kwartale, 77 tys. w drugim.

Zważywszy na powyższe, możemy powiedzieć, że zgodnie z prostym obliczeniem liczba zamordowanych osób ujętych na Listach Kijowskiej i Charkowskiej stanowi 7 tysięcy 335 polskich jeńców wojennych i właśnie tę liczbę osób można dziś warunkowo uznać za „Ukraińską Listę Katyńską”, a listę 3 tysięcy 435 straconych za „Kijowską Listę Katyńską”.

Dodając do tego dane z Listy Białoruskiej, łączna liczba skazanych na śmierć na mocy II punktu postanowienia Biura Politycznego WKP(b) z dnia 5 marca 1940 r. stanowiąca 11 tysięcy osób, składa się z 9 tysięcy 331 osób, z wyłączeniem hipotetycznie egzekucji dokonanych w Chersoniu (1 tysiąc 669 osób) - hipotetycznie, ponieważ dziś nie przeprowadzono jeszcze odpowiednich badań archiwalnych i ekshumacyjnych dotyczących masowych grobów ofiar represji, a także nie znaleziono jeszcze list Polaków wywiezionych przez NKWD do Chersonia.

Oczywiście przytoczone liczby mogą nie być ostatecznymi, ponieważ naukowcy nadal poszukują informacji, które pozwolą określić los każdego z 22 tysięcy jeńców wojennych i więźniów  straconych bez sądu, na mocy wydanej 80 lat temu bezprawnej i krwiożerczej decyzji Politbiura KC WKP(b) .  A naszym wspólnym obowiązkiem jest to, aby tragedia ta zaistniała w świadomości potomnych. Pamiętajmy i jak pisał Zbigniew Herbert:

…musimy zatem wiedzieć
policzyć dokładnie
zawołać po imieniu
opatrzyć na drogę” ...

Dr hist. Walery FILIMONICHIN

prawnik, historyk, badacz represji politycznych okresu międzywojennego na Ukrainie. Sekretarz naukowy Narodowego Rezerwatu Historycznego i Memorialnego Groby Bykowni
e-mail bilinbro@ukr.net

(Z ukraińskiego przełożył Stanisław PANTELUK)

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України