Dziś: niedziela,
09 sierpnia 2020 roku.
Przegląd do nr 621 – sierpień 2020 r.
Kultura
Polska 100 lat temu
Literatura wojny 1920 roku – zaskoczenie i zapomnienie (2)


Polscy żołnierze z ciężkim karabinem maszynowym Schwarzlose wz. 07/12 na stanowisku bojowym

O mało znanym literackim obliczu wojny polsko-bolszewickiej i pisarzach, którzy w obronie ojczyzny chwytali nie tylko za pióro, ale też za broń, rozmowa z prof. Maciejem Urbanowskim, historykiem literatury polskiej, krytykiem literackim i wykładowcą Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dzisiaj o wszelkich konfliktach zbrojnych donoszą nam w serwisach informacyjnych dziennikarze i korespondenci wojenni. Sto lat temu Polacy pewnie nie wiedzieli, co się dzieje na froncie?

– Warto przyjrzeć się twórczości Eugeniusza Małaczewskiego, który walczył w tej wojnie pod dowództwem gen. Hallera. Już jego relacje z frontu były podszyte wisielczym humorem, ale to, co znajdujemy w zbiorze opowiadań „Koń na wzgórzu”, może wstrząsnąć i współczesnym czytelnikiem. Narratorem tytułowego opowiadania jest żołnierz-inwalida, którego wojna okaleczyła nie tylko fizycznie, ale też – o wiele bardziej – psychicznie. Towarzyszymy mu, kiedy odkrywa, że jego dom został doszczętnie splądrowany przez bolszewików, a ukochane siostry bestialsko zamordowane… Kiedy oszalały z rozpaczy wyrusza w pościg za sowietami, dostrzega coś, co w jego oczach staje się wręcz apogeum okrucieństwa wojny. Natyka się bowiem na umierającego konia, którego wróg odarł żywcem ze skóry, i zaczyna rozumieć, że wojna nie oszczędza nawet niewinnych, nierozumiejących niczego stworzeń. Małaczewski w dramatyczny sposób pokazuje więc, że komunizm to przeciwieństwo nie tylko kultury, cywilizacji, ale wręcz esencji życia. A wojna przynosi traumę, którą ukoić może jedynie głęboka wiara.

Wiemy już, że pisarze świetnie rozumieli trud polskiego żołnierza, bo dzielili z nim frontową codzienność. A czy ktoś podjął się spojrzenia na toczącą się wojnę oczami wroga? Czy na taką próbę w 1920 roku było jednak za wcześnie?

– O dziwo – są takie teksty, ale z oczywistych względów jest to niezwykle rzadka perspektywa. Wspomniany Eugeniusz Małaczewski w noweli „Miłosierdzie ziemi” opisuje umierającego komisarza czerezwyczajki, czyli sowieckiej tajnej policji. Bohater w ostatnich chwilach życia odrzuca bolszewizm – jak sam mówi: „sprawę Motłochu” – i doświadcza polskiego miłosierdzia, a nawet przebaczenia.

Skoro pisarze nie bali się eksperymentów z inną perspektywą… to może ktoś zrobił krok dalej i pokusił się przykładowo o powieść z nurtu historii alternatywnej? Opisał, co by było, gdyby losy wojny potoczyły się zupełnie inaczej?

– I tu literatura z okresu wojny polsko-bolszewickiej nas nie rozczaruje – były i takie eksperymenty. W powieści Edwarda Ligockiego „Gdyby pod Radzyminem…” widzimy losy naszego kraju po Bitwie Warszawskiej, która nie stała się jednak Cudem nad Wisłą. To historia wyobrażona, w której bolszewicy wygrywają wojnę, zajmują Warszawę i ruszają dalej na podbój Zachodu. W zniewolonej po raz kolejny Polsce panuje okrutny terror, torturowani są zarówno arystokraci, jak i duchowni, a świątynie są bezkarnie niszczone. Wszystko to prowadzi w końcu do wybuchu antybolszewickiego powstania w dawnej stolicy Polski. Jaki jest wynik starcia? Pozwolę sobie nie zdradzać zakończenia, bo być może ktoś zechce to sprawdzić w samym tekście Ligockiego.

Jak widać, wydarzenia z 1920 roku przyniosły sporo ciekawej, choć tak mało znanej dzisiaj literatury. Dlaczego tak niewiele o niej wiemy?

– Ponieważ przez dekady Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej była uznawana za antyradziecką i skazana na niebyt. Znamienne są tu szczególnie losy Stanisława Rembeka, autora powieści „W polu”, wydanej w roku 1937 – uznanej za prawdziwe arcydzieło czasów wojny polsko-bolszewickiej. Rembek nie upiększał ani wojny, ani walczących w niej żołnierzy, pokazywał, jak bezpowrotnie odchodzi rycerskość walki. Czytając „W polu”, ma się nawet wrażenie, że chwilami patrzył na wojenne zmagania jak współczesny filmowiec – pokazując odartą z patosu codzienność wojny, ale też jej traumatyczny wpływ na ludzką psychikę.

Literaturą z czasów wojny 1920 roku zajmuje się Pan od dawna. Czy po stu latach można w niej odkryć jeszcze coś nowego?

– Wojna polsko-bolszewicka miała ogromne znaczenie dla historii Polski i świata. Aż dziwne, że istnieje tak duża dysproporcja między tym, jakim echem się odbiła w późniejszych wydarzeniach, a tym, co pozostawiła po sobie w literaturze. Niemniej dla mnie, jako badacza, to ciągle ogromna naukowa przygoda, którą kontynuuję w swojej najnowszej książce „Rok 1920 w literaturze polskiej”. Chcę przypomnieć i omówić tę literaturę, która – jak upewniają mnie kwerendy – jest naprawdę obszerna i ciekawa. Premiera już pod koniec 2020 roku.

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України