Dziś: sobota,
26 września 2020 roku.
Przegląd do nr 624 – wrzesień 2020 r.
Historia
Moje Kresy. Opowieści ze sztambucha

Uczennice Gimnazjum Sióstr Urszulanek w Stanisławowie. W środku Matka Maurycja - przełożona szkoły, obok niej z prawej Czesława Tyberska - nauczycielka, niżej, w białej bluzce - Zofia Zającówna - również nauczycielka, obie zamordowano w 1941 r. w Czarnym Lesie. Na górze od prawej: Niemczykówna, druga - Janina Dąbrowska - właścicielka sztambucha, po wojnie księgowa w cukrowni w Otmuchowie, rok 1939. Zdjęcie ze zbiorów Janiny Dąbrowskiej z Otmuchowa
(Zdjęcie ze zbiorów Janiny Dąbrowskiej z Otmuchowa 29 czerwca 2013)

Przez dwa wieki wśród młodzieży europejskiej królował sztambuch. Niemal każda panienka za punkt honoru uważała posiadanie oprawionego, najczęściej w skórę, ze zdobną okładką, zeszytu, który przy nadarzającej się okazji podsuwała koleżankom i kolegom, swoim nauczycielom oraz członkom rodziny, prosząc o wpis i autograf.

Do sztambucha, który w Anglii nosił nazwę book of friendship (książka przyjaźni), wpisywano kaligrafowanym pismem wierszyki, cytaty z dzieł, fragmenty piosenek, sentencje, powiedzonka, przysłowia i życzenia.

Do tekstu dołączano rysunki, grafiki, wycinanki z papieru, zasuszone kwiaty i różne obrazki, a od XIX w., po wynalezieniu fotografii, wklejano zdjęcia przyjaciół.

LEGENDARNY WPIS

Bodaj najsłynniejszy polski wpis do sztambucha wyszedł spod pióra Juliusza Słowackiego, w Paryżu w 1844 r. Jego adresatką była Zofia Bobrówna (1830-1904) - urodzona we Lwowie, późniejsza żona Juliusza Dzieduszyckiego (1817-1885) - ziemianina, hipologa, właściciela stadniny koni i dużego majątku w Zborowie na Podolu.

Ten jeden z najpiękniejszych polskich wierszy stał się powszechnie znany. Nic więc dziwnego, że trafił nawet do szkolnych lektur obowiązkowych. Przypomnijmy pierwszą zwrotkę tego utworu:

Niechaj mię Zośka o wiersze nie prosi,
Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
To każdy kwiatek powie wiersze Zosi,
Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci.

Ten piękny obyczaj wpisywania wierszy i sentencji filozoficznych do pamiętników, który rozkwitał jeszcze w okresie międzywojennym, zaczął zanikać w drugiej połowie XX wieku wypierany przez nowe mody, a zwłaszcza na zbieranie autografów od gwiazd filmu, estrady, teatru bądź idoli big-beatu i rock and rolla.

Szkoda, bo był to bardzo oryginalny, socjologiczny zapis mentalności całych pokoleń oraz ideałów, jakie wyznawali ludzie sobie bliscy i co sobie nawzajem życzyli w chwilach intymnych przy okazji imienin, urodzin, egzaminów maturalnych.

Ponadczasową siłą tych zapisów była ich atrakcyjność literacka, oryginalne poczucie humoru oraz fakt, że pisały je czasem osoby później bardzo znane. Często na jarmarkach staroci w Bytomiu, Świdnicy, Wrocławiu czy Gliwicach w koszach szpargałów natrafiam na mocno sfatygowane, z pękniętymi grzbietami, wytartymi rogami, poplamionymi kartkami sztambuchy.

Gdy czytam zapisane tam sentencje i wierszyki, ożywają dawno zapomniani ludzie i ich ideały, które wyznawali i głosili. Czasem zapis zdobi fotografia, ale najczęściej rysunek piórkiem, ołówkiem, a zdarza się, że i akwarela. Mam tych kresowych sztambuchów w kolekcji kilkanaście. A ostatnio, spotykając się z czytelnikami moich książek, otrzymuję do wglądu, najczęściej od starszych pań, te intymne notatki.

Sztambuch Janki "urszulanki"

Sztambuch z takimi właśnie wpisami wypożyczyła mi do przestudiowania przed dwoma tygodniami dobiegająca do dziewięćdziesiątki pani Janina Dąbrowska - niegdyś uczennica sławnego w Stanisławowie gimnazjum Sióstr Urszulanek, mieszkająca obecnie w Otmuchowie.

Uczennice tego gimnazjum były powszechnie nazywane w tym mieście "urszulankami". Janina Dąbrowska, uczęszczająca do gimnazjum urszulanek w latach 1937-1939, wywodzi się z kresowej rodziny inteligenckiej.

Jej ojciec, Romuald Dąbrowski (1888-1978), z zawodu agronom po renomowanej Szkole Rolniczej w Horodence koło Stanisławowa, był przez wiele lat zarządcą w majątkach bogatych posesjonatów na Podolu, m.in. u barona Hochendorfa (w Byszowie), u Włodzimierza Jełowickiego w Chocimierzu (14 lat), Józefa Wolgnera (w Zrębowicach koło Monasterzysk).

Po wojnie wspólnie z żoną, Aleksandrą ze Strusińskich, synem Kazimierzem i córką Janiną - właścicielką pożyczonego mi sztambucha, osiadł w Otmuchowie, gdzie został intendentem w tamtejszym szpitalu.

Janina Dąbrowska po wojnie zdobyła zawód ekonomistki i przez wiele lat była związana z cukrownią w Otmuchowie. Pracowała tam jako księgowa. Obecnie jest żywą historią tego niegdyś tętniącego życiem zakładu o niebanalnej architekturze przemysłowej, a dziś, niestety, już niemal startego z powierzchni ziemi, bo zdrowa cegła klinkierówka, z której zbudowana była cukrownia otmuchowska, poszła na inne cele.

W ten sposób zrujnowano, a właściwie unicestwiono bardzo ciekawy zabytek architektoniczny w tym mieście. Tak to się dzieje z dziesiątkami małych śląskich fabryczek i najdziwniejsze, że dzieje się to w majestacie prawa. Konserwatorzy przybijają tabliczkę: "Obiekt pod ochroną prawa", ale brzmi to jak ironiczny żart, bo nikt tego prawa nie egzekwuje, a rozkradany obiekt ginie na oczach pozbawionego często wrażliwości na atrakcyjność i oryginalność architektury społeczeństwa.

Nauczyciel i burmistrz Otmuchowa

Janina Dąbrowska zachowała w swoim archiwum prywatnym dziesiątki różnych dokumentów i fotografii rodzinnych, które przywiozła ze Stanisławowa. Jej brat, Kazimierz Dąbrowski (1920-2005) - historyk, nauczyciel szkół licealnych, to piękna postać pochodząca z Ziemi Stanisławowskiej, który po wojennej tułaczce i studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim początkowo pracował w biurze cukrowni w Otmuchowie, a później wykształcił całe pokolenia młodzieży w liceach otmuchowskim i paczkowskim, gdzie uczył historii, logiki, łaciny, języka francuskiego.

Przez pewien czas kierował tamtejszymi szkołami. Był też z ramienia kuratorium inspektorem oświaty dla dorosłych w Nysie. W latach 1966-1969 przewodniczył Miejskiej Radzie Powiatowej w Paczkowie, czyli w obecnej nomenklaturze - był burmistrzem tego miasta. Dziś zapomniany, kiedyś wyróżniany, odznaczany, powszechnie znany i szanowany w Paczkowie i Otmuchowie. Zostawił tam swój trwały ślad, bo napisał kilka wartościowych prac naukowych, m.in. "Paczków - szkice z dziejów miasta", "Dzieje ziemi otmuchowskiej" i "Historia Kościoła katolickiego na Śląsku".

Wśród pamiątek przywiezionych ze Stanisławowa najwartościowszy wydaje się sztambuch pani Janiny, założony w Stanisławowie w 1938 r. Pierwszy wpis nosi datę 12 grudnia 1938 roku, a wyszedł spod ręki polonistki, nauczycielki i opiekunki klasy, do której chodziła wówczas Janina Dąbrowska, mając w dniu zapisu 14 lat.

Wychowawczyni nazywała się Albina Wiktorczykowa i pochodziła z rodziny, w której najbardziej znany po wojnie był aktor, prezenter radiowy i telewizyjny Zenon Wiktorczyk. W pamięci starszych roczników powojennych zapisał się jako prowadzący popularną audycję radiową "Podwieczorek przy mikrofonie", emitowaną w polskim radiu w godzinach popołudniowych w każdą niedzielę.

Przywołajmy zapis Albiny Wiktorczykowej i przesłanie ideowe, jakie kierowała pod adresem swojej wychowanki:

Patrz na kwiaty - czytamy tam. - I nie narzekaj na los. Śnieżyczka zakwita w lutym, narcyz w marcu, brzoskwinia w maju, lilia w lipcu, skarbioza zaś i złocień w listopadzie. Tak i los w różnych okresach życia do człowieka się śmieje. Jednego już kolebka stroi się w kwiat szczęścia, drugiemu nad grobem przychodzi spełnienie pragnień.

Bóg wie, kiedy nadejdzie chwila twojego rozkwitu - kiedy los ześle Ci szczęście, kiedy dola zdejmie wieniec cierniowy z Twojego czoła.

Przede wszystkim nie zazdrość i nie przeklinaj, jeżeli żyjesz w niepowodzeniu, w biedzie i widzisz innych szczęście, bogactwo, niesłuszne laury i uznania.

Jak na śnieżyczkę przyjdzie rozkwitu pora, tak i na Ciebie przyjdzie też kolej - tylko nie wiedzieć, czy wcześniej czy później. Czekaj cierpliwie i wierz w sprawiedliwość boską, że Twój czas przyjdzie jak kwiat złocieni w jesieni.

Pilnej uczennicy na dalszą drogę życia, by nie ustawała w pracy i nie poddawała się przeciwnościom

Wpisała Albina Wiktorczykowa.

Są w tym sztambuchu wpisy innych nauczycieli stanisławowskich, których za niespełna dwa lata dotknie tragiczny los - zostaną wywiezieni na przedpola miasta, do Czarnego Lasu, i tam rozstrzelani. Ta jedna z największych zbrodni, jakiej dokonano na polskiej inteligencji w czasie II wojny światowej, do niedawna okryta była tajemnicą.

Obecnie jest już opisana i znamy prawie wszystkie nazwiska polskich nauczycieli tam rozstrzelanych. Wśród zamordowanych w Czarnym Lesie była m.in. Czesława Tyberska, która 21 maja 1939 r. wpisała do sztambucha swej uczennicy, Janki Dąbrowskiej, taką sentencję: Praca jest posłannictwem człowieka na ziemi.

Jest w sztambuchu Janki Dąbrowskiej też zapis wyjątkowo pięknie ilustrowany, a wyszedł spod piórka właściciela atelier fotograficznych w Stanisławowie i Kołomyi, a później wybitnego fotografika Stanisława Bobera (1908-1990), mieszkającego po wojnie na opolskiej Pasiece. Stanisław Bober w czasie wojny w Stanisławowie pracował jako nauczyciel w szkołach o profilu handlowym.

W 1943 roku uczył m.in. Jankę Dąbrowską na tajnych kompletach oraz w Szkole Kupieckiej i na zakończenie roku szkolnego a, 27 czerwca 1943 roku, zapisał w jej sztambuchu taką sentencję: Największą pochwałą jest dobrze czynić a pochwał nie pragnąć! Na pamiątkę ciężkich godzin St. Bober.

Co się kryje pod tym eufemizmem "ciężkich godzin" łatwo się domyślić - to czas okupacji Stanisławowa przez hitlerowców i masowych mordów głównie na Żydach stanisławowskich. Wpis został zilustrowany piórkiem i akwarelą rysunkiem urodziwej dziewczyny z różą w ręku, ubranej w fantazyjny strój z bufiastą spódnicą.

Jest w tym sztambuchu inny, piękny, też kolorowy rysunek przedstawiający nabrzeże w Abbazi nad Adriatykiem, czyli Opatii w dzisiejszej Chorwacji, gdzie na wypoczynek jeździło tak wielu Galicjan ze Lwowa, Stanisławowa, Kołomyi, bo Abacja nazywana była wówczas austriacką Riwierą. Przypuszczalnie autorka tego wpisu, podpisana Basia Terlikiewiczówna, była świeżo po pobycie w tym kurorcie, skoro 26 lipca 1939 roku pisała Jance Dąbrowskiej pod swoim rysunkiem taką sentencję:

Pokochaj trud swój a do doskonałości go doprowadzisz, to jest rozwiązanie zagadki. Miłej koleżance Basia Terlikiewiczówna. Za dwa miesiące wybuchnie wojna, co się stanie z autorką tego wpisu? Czy przeżyła wojnę? Czy może po wojnie trafiła na Śląsk, Ziemię Lubuską bądź Pomorze? Janina Dąbrowska nie wie. Może ktoś z czytelników będzie w stanie wyświetlić tę zagadkę biograficzną.

Są w moich zbiorach dwa bardzo interesujące sztambuchy, które wiążą się ze Stanisławowem i Lwowem. Pierwszy był własnością Jadzi Ogibowskiej, uczennicy Gimnazjum Realnego im. Królowej Jadwigi we Lwowie. Z zapisu na pierwszej stronie wynika, że pamiętnik ten zakupili jej rodzice w dniu jej imienin 31 marca 1917 roku. Są w tym sztambuchu liczne wierszyki i zapisy: ckliwe, dowcipne, ale też bardzo poważne i patriotyczne. Oto niektóre z nich.

1 kwietnia 1917 r. koleżanka Marysia Baranówna wpisała:
Wśród życia trudu - trosk i niedoli
Nie szemraj nigdy i nie narzekaj
Choć ciężko ostry cierń cię koli
Ty z jasnym czołem lepszych dni czekaj!

Tego samego dnia wpisu dokonała Karolka Bezdekówna. To niezwykle ciekawa postać, bo chodzi tutaj o Karolinę Bezdek (1906-1984) - córkę bardzo znanej lwowskiej rodziny; w roku 1932 wyszła za mąż za Emila Niedźwirskiego (1900-1994) - po wojnie osobistego lekarza gen. Władysława Andersa i twórcę Polskiej Kliniki w Londynie. Bezdekówna słynęła z urody, przez co wpisała się w legendę polskiego Londynu. W 1917 r., mając 11 lat, wpisała swej przyjaciółce:

Gdy wśród rodziny lub przyjaciół kółka
O szkolnych czasach będziesz wspominała,
Wspomnij, że żyje twoja przyjaciółka,
Która Cię zawsze serdecznie kochała.

Wpis ten zilustrowała rysunkiem jaskółki niosącej w dziobie kwiat niezapominajki.
15 października 1917 r. znajdujemy wpis wyjątkowo martyrologiczny:

Czy jest ziemia taka, gdzieby
Nie płynęła łza i krew Polaka?
Każdy ptak ma swoje gniazdo,
Każdy naród ma ojczyznę,
Polak groby same…
Wpisał "Legim" - Karol Żurowski, sierżant 3 pułku Legionów Polskich
Rok później tajemniczy "T.S." napisał z nutką patriotyzmu:
Wiśce ku pamięci!
Jeśli Cię w życiu kto boleśnie zrani
W sercu utworzy się blizna,
Ale pamiętaj, że najbardziej cierpiała na świecie
Twoja Ojczyzna.
Na następnej stronie nie znana nam z nazwiska Gena wpisała życiową wskazówkę dla swej koleżanki:
Ucz się i pracuj! Abyś nie zginęła w tłumie
Ten mocny, kto lepiej umie.

Patriotyczny wydźwięk ma również wpis Wici Falkowskiej, zilustrowany postacią sanitariuszki z krzyżem harcerskim na piersi i sztandarem z czerwonym krzyżem. Czytamy tam:

Gdy w jasne i pogodne chwile
Do duszy Twej smutek się wkradnie,
Gdy Cię otoczy cierń, bólu tyle,
Że promień marzeń zblednie,
O! Nie upadaj pod ciosami tymi.
Nieś Krzyż Twój wytrwale i śmiele,
Bo Polką jesteś, a Polka na ziemi
Cierpieć i kochać ma wiele

W pamiętniku, którego właścicielką była Ewa Zielińska, znajdujemy wpis dokonany 6 października 1930 r. niewprawną ręką Dzidzi Moszczeńskiej

Gdy śnieg będzie czarny
A wrona czerwona
Wtedy nasz przyjaźń
Będzie rozłączona

Kilka stron dalej Romek Kowalewski, widać w jakimś wyjątkowo ponurym nastroju i przypływie goryczy, chyba ciężko przez jakieś zdarzenie doświadczony, wpisał:

Miłość - kłamstwo, wiara - przesąd
Wszystko fałsz i brud.

Na ostatnich stronach sztambucha, pisanych już u schyłku II wojny światowej w Zimnej Wodzie pod Lwowem (12 lipca 1944 r.), gdzie prawdopodobnie zatrzymała się Jadwiga Ogibowska, Rena Dindorfówna pisała:

Precz smutne myśli! Myśmy jeszcze młodzi
Dla nas żyć, kochać i wierzyć w nadzieję!
Nam płynąć dalej choć na wątłej łodzi
Chociaż w nasz żagiel wiatr przeciwny wieje!

Znamienny jest zapis 9 maja 1945 r. we Lwowie dokonany przez nieznanego nam z nazwiska Wacka: Mówią, że dzisiaj koniec wojny. Na naszych twarzach radości nie widać, bo nam zostało jeszcze wiele dni tułaczki. A jednak przyjdzie dzień, kiedy naprawdę będziemy się cieszyć.

Gdy dziś, po dziesiątkach lat, czyta się zapisy w sztambuchach ówczesnej młodzieży, to nieodparcie nasuwa się jedna konkluzja - była to młodzież wyjątkowo patriotyczna, dla której słowa koleżeństwo i przyjaźń miały wielką wartość. Ale było też to pokolenie wyjątkowo doświadczone przez okrucieństwa czasów wojny i wysiedleń.

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України