Dziś: sobota,
26 września 2020 roku.
Przegląd do nr 624 – wrzesień 2020 r.
Wieści z Polski
POWRÓĆMY DO TRADYCJI

Czyli jak medycyna akademicka podważa alternatywne metody lecznicze

 Przygnębiająca jest świadomość powszechności chorób, prowadząca do wniosku, że zdrowie – a nie choroba jest sprawą przypadku. Powinno być oczywiste, że człowiek jest zdrowy.

Częste odwiedzanie gabinetów lekarskich, nadmierna analiza własnych dolegliwości, domaganie się badań, w tym prześwietleń, z błahych powodów, należy uznać za nierozsądne. Rozkwit cywilizacji udoskonalił metody diagnostyczne, ale bywają obecnie zalecane standardowo, a niektóre z nich nie są obojętne dla zdrowia.

Poważny problem wiąże się z tym, że medycyna akademicka podważa metody lecznicze, które są skuteczne, nie wywołują ubocznych skutków, ale zostały u nas obecnie uznane za nienaukowe. Trzeba brać pod uwagę, że uczeni rozmaitych specjalności, z medycyną i farmacją włącznie, nie są zgodni w swoich poglądach. Ten fakt powinien uprawniać pacjentów do wyboru metod leczniczych. Stan ograniczonej wiedzy, funkcjonowanie sprzecznych i zmieniających się teorii naukowych utrzymuje się w XXI wieku.

Obecnie w Polsce nie ma przyjaznej atmosfery dla homeopatii, ziołolecznictwa, akupunktury, a także dla wegetarianizmu jako sposobu odżywiania. A okazuje się, że przewlekłe choroby cywilizacyjne rzadziej występują u wegetarian. Pod wpływem naturalnych metod leczniczych, w tym na przykład akupresury, organizm sam walczy z chorobą. Uodparnia się.

W czasach PRL –nota bene często przedstawianych obecnie w krzywym zwierciadle – mimo nacisków medycyny akademickiej, profesor medycyn Zbigniew Garnuszewski otrzymał zezwolenie na utworzenie i prowadzenie ośrodka leczenia akupunkturą w Warszawie, jak również na nawiązanie współpracy z austriackim znanym ośrodkiem akupunktury, Instytutem Boltzmana w Wiedniu. Organizował kursy akupunktury dla lekarzy, założył Polskie Towarzystwo Akupunktury. W telewizji pojawiał się bioenergoterapeuta Kaszpirowski, w kościołach oficjalnie leczył bioenergoterapią Anglik Harris. Rozwijało się ziołolecznictwo, by przypomnieć słynnego zakonnika Klimuszkę. Korzystano z akupresury, której dziś najwybitniejszym przedstawicielem jest Maria Klimkiewicz.

Wartościami, których niemal nikt nie ma odwagi podważać są obecnie: wolność i demokracja, charakteryzująca się – przynajmniej w teorii – wieloświatopoglądowością. Jednakże wpływ koncernów farmaceutycznych, siła ich reklam w mediach, doprowadził do zepchnięcia na obrzeża naturalne metody lecznicze. Doprowadził też nasze społeczeństwo do lekomanii.

Ostra krytyka metod leczniczych innych niż lansowane przez medycynę akademicką, wyraża się obecnie u nas, na przykład, w kpinach z leczenia bańkami. Także w TV była emitowana audycja, w której profesor medycyny i doktor teologii zgodnie twierdzili, że w czasie przygotowywania lekarstw homeopatycznych przenika je moc diabelska.

Firmy farmaceutyczne są nastawione na zysk, co jest sprzeczne z przysięgą Hipokratesa. Produkowane przez nie lekarstwa są przeznaczone dla milionów osób różniących się wszak między sobą parametrami jak wiek, waga, przebyte choroby, etc. Stosowane jeszcze do niedawna powszechnie lekarstwa przygotowywane były w aptekach, w oparciu o recepty uwzględniające właściwości indywidualne pacjentów. Rozkwit cywilizacji udoskonalił metody diagnostyczne, ale bywają obecnie zalecane standardowo, a niektóre z nich nie są obojętne dla zdrowia.

Wracając do aptekarzy, w Polsce Niepodległej, czyli międzywojennej traktowano apteki jako wszechstronne i samodzielne placówki przemysłu farmaceutycznego. Domagano się, by zawód aptekarza był równie wyodrębniony, co na przykład zawód lekarza, czy adwokata. Już w tamtych czasach stwierdzano, ze nie powinno być zezwoleń na sprzedaż lekarstw poza apteką, w trosce o dobro każdego obywatela. Panowało zaniepokojenie powstawaniem w Ameryce aptek – kramów, w których sprzedawano na przykład kosmetyki, a nie tylko lekarstwa.

W Polsce Niepodległej, po przeszło stu latach niewoli, dokonano wielkiego dzieła uchwalając jednolite ustawodawstwo aptekarskie. Wyrażało ono troskę o zdrowie publiczne – a nie czyjekolwiek interesy. Sprawa aptek była uznana za sprawę publiczną. Przemysł farmaceutyczny miał poczucie odpowiedzialności za lekarstwa od momentu ich wytworzenia aż do chwili kupienia przez chorych. Dziś panuje milcząca zgoda na sprzedawanie lekarstw w domach towarowych, na poczcie, czy na stacjach benzynowych. Lekarstwa są układane w taki sposób, by znudzonych oczekiwaniem w kolejce do kasy, zachęcić do kupienia. Natarczywość reklam – za którymi kryje się drapieżna chęć zysku firm farmaceutycznych osacza w szczególny sposób człowieka chorego.

Apteki przestały być przystanią, w której można nawiązać głębszy kontakt z aptekarzem – doradcą. Spotykamy w nich raczej rzecznika interesów firm produkujących lekarstwa niż aptekarza przygotowującego mikstury z myślą o indywidualnym przypadku.

Na początku XX wieku zdawano sobie sprawę niepomiernie głębiej niż dziś, że zadaniem aptekarzy jest niesienie pomocy chorym o każdej porze dnia i nocy. Ten pogląd przenika „Pamiętnik Pierwszego Zjazdu Aptekarzy”. Z niepokojem przewidywano już w 1912 roku, że mogą nastąpić czasy w których lekarz nie będzie umiał napisać recepty, a aptekarz nie będzie miał nic do roboty w swojej specjalności, gdyż fabryki dostarczą mu gotowe lekarstwa. Ludzkość myśląca o zysku, „wyprana” z ideałów, jest zagrożeniem nie tylko dla Kosmosu, ale i dla siebie.

Prof. Maria SZYSZKOWSKA
"Przegląd Dziennikarski"
www.przegladdziennikarski.pl

 

 

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України