Dziś: sobota,
26 września 2020 roku.
Przegląd do nr 624 – wrzesień 2020 r.
Przeczytaj
TAJNA MISJA

(Fragment pochodzi z książki "Czekoladki dla Prezesa")

Prezes wezwał mnie do gabinetu, zamknął drzwi na klucz, zasłonił okna, kazał mi się zbliżyć i powiedział półgłosem:

— Krąży o mnie oszczerstwo, że nie ukończyłem szkoły podstawowej. Muszę temu położyć kres. Pojedzie pan do stolicy, służbowo, ale ściśle tajnie. Nikomu ani słowa. W stolicy zostanie pan przez kilka dni. Codziennie kupi pan jedną kartkę widokówkę, wypełni ją pan i wyśle na mój adres urzędowy. Chodzi o to, żeby każdy mógł przeczytać.

Zgodziłem się, oczywiście, ale zapytałem, co mam na tych kartkach pisać.

— Niech pana o to głowa nie boli. Oto wręczam panu odpowiednie teksty, już gotowe. Wystarczy przepisać je kolejno na widokówkach. Są to osobiste pozdrowienia dla mnie od różnych uczonych. Stolica to jest siedlisko nauki, niech ludzie wiedzą, jakich mam przyjaciół, od razu przestaną mnie obgadywać.

Pojechałem. Stolica bardzo mi się podobała. Prosto z dworca poszedłem na pocztę. Kupiłem kartkę z pięknym widokiem śródmieścia i przepisałem pierwszy tekst, który brzmiał:

"Kochany kolego, wszyscy cię tu bardzo mile wspominamy i bardzo nam ciebie brakuje. Napisz, nad czym pracujesz". Podpisano: Prezes Akademii Nauk.

Wysłałem tę kartę i z poczuciem spełnionego obowiązku udałem się do izby wytrzeźwień, aby nie wydawać państwowych pieniędzy na hotel. Jakież było moje przerażenie, kiedy nazajutrz stwierdziłem brak koperty z tekstami powierzonymi mi przez Prezesa. Nie było rady i postanowiłem pisać do niego samodzielnie. Pomimo czujności personelu wyniosłem z biblioteki uniwersyteckiej encyklopedię i zająłem zaciszny stolik koło bufetu, w przejściu do toalety, w celu studiowania. Już nad ranem gotowa była kartka tej treści:

„Prezesku! Mam trudności z teorią. Czy nie znalazłbyś trochę czasu, aby wpaść do mnie? Uściski rączek dla małżonki. Einstein”.

Kartka z czwartego dnia brzmiała:

"Albo pan, albo ja, o jednego z nas za dużo. Uznając pańską wyższość, odchodzę na emeryturę. Może pan się zająć moimi truskawkami. Miczurin".

Trochę brzydko wyszło, bo mi ktoś nadepnął na rękę i zrobiłem kleksa.

Piątego dnia pomyślałem, że przydałoby się coś w lżejszej formie. Napisałem ołówkiem, bo pióro oddałem w zastaw kelnerowi:

"Kochanie, kiedy znowu zrobimy razem jakiś wynalazek? Twój stęskniony raczek — Maria Curie-Skłodowska. Post scriptum: strasznie mi się chce pić".

Post scriptum wyrwało mi się nieoficjalnie.

Szóstego dnia byłem już tak zmęczony, że napisałem tylko krótko:

"Jak się masz, stary byku? Kopernik".

Na tym urwała się korespondencja. Obecnie wracam ze stolicy. Pieszo, bo na bilet kolejowy mnie już nie stać, choć sprzedałem encyklopedię na bazarze. Niepokoi mnie coraz to bliższe spotkanie z Prezesem.

Nie martwię się jednak zbytnio. Przynoszę mu ustne pozdrowienia od profesora Pasteura, wynalazcy szczepionki przeciwko wściekliźnie. A więc Prezes nie powinien się wściec.

Sławomir MROŻEK

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України