Dziś: poniedziałek,
23 maja 2022 roku.
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Polacy Ukrainy
Solidarni z Ukrainą!
W Borodziance odkrywają się kolejne groby...


O aktualnej sytuacji w Borodziance rozmawiamy z prezesem tamtejszego oddziału terenowego Związku Polaków Ukrainy - Arsenem Milewski

-Jesteś przewodniczącym oddziału terenowego Związku Polaków Ukrainy (ZPU) w Borodziance…

- Borodzianka to niewielkie miasteczko liczące ponad 13 tys. mieszkańców, położone ok. 40 km na północny-wschód od Kijowa - w pobliżu Irpienia i Buczy, w których odkrywane są coraz to nowe liczne groby zamordowanych tam cywilów. Wygląda na to, że nasza Borodzianka kryje więcej podobnych grobów. Władze Ukrainy podejrzewają, że w obwodzie kijowskim znaleziono 1 222 ciał zabitych cywilów i popełniono 5,6 tys. zbrodni wojennych. Ukraińska prokurator generalna podkreśliła, że Władimir Putin nie będzie wiecznie chroniony immunitetem i że za wszystkie zbrodnie popełnione u nas zapłaci osobiście.

- Czym zajmowałeś się przed wojną?

- Pracowałem w Kijowie w szkole na stanowisku naczelnika służby socjalnej. I przed wybuchem wojny zwolniłem się z pracy, bo miałem zamiar wyjechać na stałe do Polski. Rozpocząłem nawet przygotowania do tego wyjazdu. Planowałem go na drugą połowę marca. Z moich planów nic nie wyszło. Wojna przekreśliła wszystko.

- Trudno Cię ostatnio złapać…

- Od pond miesiąca jestem ciągle w trasie. Jeździmy z kolegą do Lwowa i na granicę. Odbieramy tam pomoc humanitarną i przywozimy ją do Piaskówki, gdzie mieszkam (25 km od Borodzianki). Przywiezione dary następnie rozładowujemy i rozdajemy mieszkańcom i gościom-uciekinierom. A potem kolejny kurs do Lwowa i tak non stop. Pomagamy też z kolegą wywozić uciekających cywilów do Polski…

- Rosyjskie czołgi wjechały do Borodzianki 28 lutego...

- … a wcześniej, od 25 lutego, stały już gotowe do ataku – w dległości 15 km od naszego n miasta. Rosjanie wiedzieli, że w Borodziance nie ma wielkich sił ukraińskich, które mogłyby odeprzeć ich ewentualny atak. Borodzianka była bombardowana jeszcze przed wkroczeniem wojsk rosyjskich. Rosjanie rozpoczęli naloty z bombami półtonowymi. Chcieli nas w ten sposób zastraszyć i zniszczyć. Z punktu widzenia wojennego żadnych innych argumentów za bombardowaniem bezbronnego miasta nie było.

- Zabijanie ludzi zaczęło się już następnego dnia po wejściu rosyjskiej armii…

- Wśród żołnierzy, którzy strzelali do naszych ludzi byli m.in. Kadyrowcy. Oni zabijali wszystkich. Ludzie mogli zostać zabici kiedy np. wychodzili z mieszkania w poszukiwaniu czystej wody. Z relacji ofiar wynika, że sprawcami mordów byli tylko Kadyrowcy oraz żołnierze rosyjscy. Kobieta powiedziała mi, że najgorsi byli jednak Rosjanie. Zabijali wszystkich i wszędzie i pochodzili z tej samej jednostki, która zabijała i gwałciła nasze kobiety w Buczy. Polowania na naszych mieszkańców zaczęły się zaraz w pierwszych dniach rosyjskiej okupacji. I kiedy kogoś spotkali na ulicy, to strzelali do niego – bez żadnego uprzedzenia czy rozmowy. Jeździli po mieście jakby byli na polowaniu na dzikiego zwierza. Tak to wyglądało i takie mieli widocznie rozkazy. Zniszczyli całe miasto. Czołgiem wjechali do supermarketu, rabowali towary i zabierali je ze sobą, aby wysłać następnie do swoich domów w Rosji. Rabowali też prywatne domy, wynosili z nich pralki, lodówki, telewizory i mikrofalówki. Zabierali nawet stare dywany. Nie odpuścili też szkołom i przedszkolom. Nie oszczędzili też polskiej sobotniej szkoły i zabrali nam komputery i telewizory. Tak działali ich żołdacy pochodzący niby z „cywilizowanego” kraju – z naciskiem na „niby”. I ta „niezwyciężona” armia – armia zasrańców, której nie wiadomo czemu boi się NATO, walczyła ze swoim ukraińskim sąsiadem. Tak działo się aż do wyzwolenia miasta w dniu 1 kwietnia.

 - A po wyzwoleniu …

- W pierwszy wtorek po wyzwoleniu, 5 kwietnia br., miasto zostało zamknięta ze względów bezpieczeństwa. W środę zaś nasi wolontariusze i prasa mogli na własne oczy zobaczyć skalę zbrodni i panującą tu tragiczną sytuację humanitarną. Skala zniszczeń była wielka i zależała od miejsca. W jednym rejonie stały dwa domy, a w innym wszystko było zbombardowane, rozbite. Doszczętnie zniszczone było miejskie centrum. Skalę zniszczeń porównać można było do sąsiedniej Buczy, gdzie odnaleziono masowe groby pomordowanych cywilów. Nagraliśmy krótkie filmiki tych zniszczeń i grobów na telefonie. Dziś Borodzianka jest zupełnie nie przystosowane do normalnego życia. Nie ma w niej prądu, nie działają sklepy, ani szpitale. Wszędzie tylko gruzy i gruzy. A pod nimi dziesiątki i setki zabitych. Kilka dni temu znaleziono pod gruzami pierwsze 120 ciał. A takich gruzowisk jest w mieście jeszcze co najmniej osiem. Jeden z naszych oficerów powiedział mi, że trudno jest obecnie prowadzić dalsze prace poszukiwawcze. Wszytko jest bowiem zaminowane. Pod ciałami zabitych znajdują się miny. Zaminowane są także także drzwi do mieszkań prywatnych. I przy próbie ich otwarcie może w każdej chwili dojść do wybuchu. Zaminowana jest także znaczna część obszaru miasta, w tym drogi i lasy. Przedstawiciel władz miejskich informował również, że podczas okupacji Borodzianki żołnierze rosyjscy strzelali do osób ratujących sąsiadów spod gruzów, a ofiary były grzebane żywcem w piwnicach.

- Jak często dochodziło w Borodziance do bombardowań?

- Mieszkańcy byli bombardowani wielokrotnie w ciągu doby – w godzinach porannych, popołudniowych i wieczornych. Ze wstępnych informacji wynika, że wśród ofiar byli nie tylko mężczyźni, ale również kobiety. O dzieciach nie ma jeszcze żadnych wiadomości. Co więcej, obywatelki Ukrainy padały ofiarami gwałtów, a następnie były zabijane. Poza tymi zabitymi, ofiarami, nie ma niestety wielu świadków. W celu wyjasnienia sprawy gwałtów i morderstw powołana zostanie specjalna komisja, która będzie dokładnie badać skalę zbrodni żołnierzy Putina.

- Niektórzy mieszkańcy Borodzianki, gdzie nadal na ulicach leżą ciała zabitych cywilów, schronili się przed okupantami w Piaskówce.

- Większość z nich nie ma już swoich domów. Zostaną więc u nas na miesiąc albo dwa. U siebie nie mają przecież żadnych możliwości bytowych. Pomoc humanitarna dociera na szczęście zarówno do Borodzanki jak i zbombardowanej Piaskówki, w której Rosjanie całkowicie zniszczyli piętnaście domów mieszkalnych, a częściowo uszkodzili dużo, dużo więcej. Tu też nie działają żadne sklepy, apteki, ani nic. Niedawno przywieźliśmy z kolegą kolejne paczki ze Lwowa. Przenieśliśmy je do mieszkania i poszliśmy spać. A o 5.30 obudził nas potężny wybuch. Myślałem, że został trafiony nasz dom. Jak się później okazało, że była to bomba lotnicza, która wybuchła 400 metrów od naszego domu i wybiła 5 metrową dziurę w ziemi. Takie i podobne wydarzenia zmuszały ludzi do przebywania w piwnicach non stop przez okres 2 tygodni. Tak było m.in. w Piaskówce. W Borodziance natomiast ludzie ukrywali się przed nalotami przez cały miesiąc. Rosjanie zamiast oczekiwanych bukietów kwiatów, chleba i soli przy wkroczeniu na Ukrainie spotkali się z oporem jej mieszkańców.

- Jak obecnie radzą sobie z tym wszystkim ludzie?

- Część z nich już zginęła w swoich domach, które były bombardowane nawet w nocy. Wielu nie z nich nie zdążyło nigdzie uciec. Część siedziało w czasie nocnych bombardowań w piwnicach i zginęło pod gruzami bloków i dopiero teraz odnajdujemy ich ciała. Nie wiemy jeszcze, ilu ich dokładnie tam było. We wstępnych sondażach mogło w Borodziance zginąć więcej ludzi niż np. w Buczy. Wstępne wyniki będą dostępne pewnie za kilka lub kilkanaście dni. Telewizja pokazuje, że ludzie zaczynają powoli wracać. Jacy to są ludzie? Ci którzy nie stracili swoich mieszkań, choć nie ma w nich jeszcze elektryczności, gazu ani wody i choć nie działają jeszcze telefony.

- Dziękuję Ci za spotkanie online. Życzę Tobie i całej Ukrainie ZWYCIĘSTWA nad okupantami.

Leszek WĄTRÓBSKI
(Zdjęcia autora)

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України