Dziś wtorek, 21.04.2026
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Dziennik Kijowski

Czasopismo tradycyjnie poświęcane jest życiu organizacji polonijnych, ważniejszym wydarzeniom politycznym w Polsce i na Ukrainie, wspólnym Polsce i Ukrainie aktualnym zagadnieniom, problematyce religijnej, historii Polski.

Dziennik Kijowski

Historia jednej polskiej wsi

Na rozległych równinach nad rzeką Teteriw leży niewielka wieś Raska, założona przez Polaków, którzy osiedlili się tu pod koniec XIX wieku. Skąd się tu wzięli Polacy? Sięgnijmy do historii, aby dowiedzieć się, jak to było.

W XVIII wieku, kiedy Borodzianka i okoliczne wioski należały do Wincentego Potockiego, pojawił się problem tzw. wolnej siły roboczej w małych przedsiębiorstwach zajmujących się głównie przetwórstwem produktów rolnych oraz wycinką i obróbką drewna. Ogólnie rzecz biorąc, koniec XIX wieku to dla Borodzianki okres początków tworzenia infrastruktury przemysłowej, która znacznie rozwinęła się na początku XX wieku.

W pierwszej połowie XIX stulecia największym właścicielem ziemskim na Borodiańszczyźnie był Lambert Poniatowski, który w 1820 roku kupił borodziańską posiadłość o powierzchni niemal 30 tysięcy hektarów od ziemianki Sawickiej.

W drugiej połowie XIX wieku majątek odziedziczył jego kuzyn, hrabia Karol Szembek, który zaczął skutecznie wprowadzać maszyny i aktywnie rozwijać przemysł. W jego gospodarstwach od 1898 roku wprowadzono maszyny parowe – lokomobile. Majątek Szembeka rozciągał się na ponad 25 tysięcy hektarów i oprócz ziem chłopskich oraz kościelnych obejmował takie wsie jak: Borodzianka, Kaczały, Zahalce, Piskówka i inne. Otrzymawszy wielki spadek, Szembek dążył do rozbudowy produkcji, rozwijał istniejące oraz wprowadzał nowe gałęzie działalności.

Z czasem hrabia postanowił stworzyć na terenach, gdzie później powstała Raska, niewielki tartak. Zarządcą w majątku Szembeka był Filip Sawrański, a bezpośrednio dostarczaniem i obróbką drewna zajmował się wybitny specjalista w tej dziedzinie – Jakub Gornsztejn.

Zabudowę wsi Raska rozpoczęto właśnie po utworzeniu tartaku hrabiego Karola Szembeka w malowniczej okolicy nad rzeką Teteriw. Tartak powstał tu z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, obecność rozległych lasów zapewniała dostęp do bogatych zasobów drewna, stanowiących podstawę działalności. Po drugie, budowa stacji kolejowej Teteriw, łączącej wówczas Kijów z Kowlem, stworzyła dogodne warunki dla transportu surowców i rozwoju przemysłu drzewnego.

Jednak wraz z powstaniem zakładu pojawił się poważny problem – brak wykwalifikowanych pracowników. Rozwój gospodarczy wymagał nie tylko infrastruktury i zasobów naturalnych, lecz także odpowiednio przygotowanej kadry.

W tej sytuacji Gornsztejn był zmuszony zaprosić robotników z sąsiedniego powiatu zwiahelskiego (dzisiejszy rejon Nowogradu Wołyńskiego). Była to brygada Polaków licząca około 20 osób, z którymi zawarto umowę na okres 10 lat. Miało to miejsce latem 1896 roku.

Z biegiem czasu do pracowników tartaku dołączyły ich rodziny. W rezultacie w okolicy zaczęła się kształtować niewielka osada, która otrzymała nazwę Raska, stając się zalążkiem lokalnej społeczności.

Początkowo robotnicy mieszkali w barakach wzniesionych jako tymczasowe pomieszczenia. Już po roku otrzymali jednak od Szembeka bezpłatne działki oraz drewno, dzięki czemu mogli wznieść własne domy. Wkrótce dołączyły ich rodziny i wieś zaczęła się rozrastać.

Z czasem tartak rozszerzał swoją działalność, a w sąsiedztwie powstał kolejny zakład, co jeszcze bardziej wzmocniło znaczenie przemysłu drzewnego w regionie. Liczba mieszkańców systematycznie wzrastała, sprzyjając umacnianiu społeczności i rozwojowi osady.

Prawdopodobnie w 1903 roku Karol Szembek zbudował szkołę i zatrudnił dwóch nauczycieli, którzy uczyli miejscowe dzieci. Głównymi przedmiotami były język polski, matematyka oraz śpiew. Niestety ich imiona nie są dziś znane. Co ciekawe, szkoła, w której nauczano w języku polskim, istniała do 1930 roku. Później władze bolszewickie zaczęły wprowadzać system radziecki oraz język rosyjski.

Już na początku lat dwudziestych XX wieku liczba mieszkańców wynosiła około 300 osób.

W 1941 roku wojna dotarła także do Raski. Wielu mieszkańców, ukrywając się w lasach, tworzyło oddziały partyzanckie, które utrudniały działania niemieckim okupantom. Ich aktywność stała się na tyle uciążliwa, że faszyści postanowili dokonać brutalnej zemsty.

Ostatni świt w Rasce

11 kwietnia 1943 roku rozpoczął się spokojnie. Wiosna była już w pełni – ziemia pachniała wilgocią, a nad wsią Raska  unosiła się lekka mgła. Ludzie budzili się wcześnie: jedni szli do stajni, inni rozpalali piece, a dzieci jeszcze spały pod ciepłymi kołdrami.

Nikt nie wiedział, że to ich ostatni poranek.

Jeszcze przed wschodem słońca wieś została otoczona. Niemieckie oddziały karne wraz z policją działały szybko i bezlitośnie. Wypędzano ludzi z domów, nie dając im czasu nawet się ubrać. Matki ściskały dzieci, starcy ledwo nadążali, poganiani krzykami i kolbami karabinów.

Wszystkich zapędzono na cmentarz. Tam, gdzie powinna panować cisza i zaduma, zapanował strach. Zmuszono ludzi do wykopania wielkiego dołu. Nikt nic nie tłumaczył, ale wszyscy rozumieli. Ziemia była zimna i ciężka. Niektórzy upadali z rozpaczy, inni modlili się. Dzieci płakały, nie rozumiejąc, co się dzieje.

Potem się zaczęło.

Wyprowadzano ich grupami – po dziesięciu, po dwudziestu. Strzały rozbrzmiewały jeden po drugim. Mieszkańców rozstrzeliwano nad wykopanymi przez nich samych grobami.

Matka osłaniała dziecko. Starszy mężczyzna trzymał syna za rękę. Sąsiedzi stali obok siebie – tak jak przez całe życie, lecz teraz w obliczu śmierci.

Przedsięwzięcie dofinansowane przez Ambasadę RP w Kijowie w ramach budżetu Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą.
Przedsięwzięcie dofinansowane przez Ambasadę RP w Kijowie w ramach budżetu Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą.

Wioska płonęła. Domy podpalano jeden po drugim. Ogień pochłaniał wszystko: wspomnienia, rzeczy, życie. Spalenie Raski niemal całkowicie wymazało jej mieszkańców z powierzchni ziemi. Według różnych danych zginęło około 400–600 osób, wśród nich wiele dzieci.

Mówi się, że przeżyło tylko jedno dziecko. Niemiecki żołnierz odciągnął je na bok, nie mogąc nacisnąć spustu. Widziało wszystko – i ten dzień pozostał z nim na zawsze.

Kiedy ucichły strzały, zapadła cisza. Nie była to zwykła cisza poranka czy wieczoru, lecz ciężka, martwa cisza.

W Rasce niemal na każdym podwórku znajdowały się bocianie gniazda. Po zniszczeniu wsi ptaki długo krążyły nad zgliszczami.

W miejscu wsi pozostały popioły i zbiorowa mogiła.

Minęły lata. Wieś odbudowano. Ludzie wrócili. Ale co roku, 11 kwietnia, mieszkańcy udają się pod pomnik. Stoją w milczeniu. Przynoszą kwiaty.

Bo pamięć to jedyna rzecz, której nie udało się spalić.

Arseniusz Milewski

POWIĄZANE POSTY

Nasi Partnerzy

Публікація виражає лише погляди автора(ів) і не може бути ототожнена з офіційною позицією Міністерства закордонних справ.
Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
 
Gazetę «Dziennik Kijowski» można prenumerować przez cały rok we wszystkich oddziałach komunikacji na Ukrainie

Najnowszy numer x