
85 lat temu, 5 marca 1940 roku, Biuro Polityczne Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), odurzone łatwym łupem (wszak wspólnie z Hitlerem dokonało rozbioru znienawidzonej przez obu Polski), jednogłośnie „zarekomendowało” NKWD rozstrzelanie 14 700 polskich oficerów wziętych do niewoli, a wraz z nimi 11 tysięcy obywateli Polski – więźniów więzień NKWD z obszarów Zachodniej Ukrainy, które wówczas wchodziły w skład państwa polskiego. W ten sposób NKWD otrzymało carte blanche na fizyczne unicestwienie elity narodu polskiego.
Dla reżimu komunistycznego masowe rozstrzeliwania oficerów były codziennością od samego początku jego istnienia. Oto kilka faktów. Kijów, styczeń 1918 roku. Do miasta wtargnęły oddziały wojsk radzieckich pod dowództwem Murawjowa i rozpoczęły krwawą rzeź. Ich ofiarami padli oficerowie armii carskiej, którzy po abdykacji cara odmówili walki zarówno z Niemcami, jak i z bolszewikami. Oficerów mordowano wszędzie i wszystkim, co było pod ręką: strzelano z karabinów i rewolwerów, sieczono szablami, zabijano kolbami, albo prowadzono do Pałacu Maryjskiego, do tzw. „sztabu Duchonina”, skąd już żywi nie wracali. Wśród ofiar znaleźli się również starsi oficerowie polskiego pochodzenia. Po raz pierwszy podajemy ich nazwiska, spośród tych, które udało się odnaleźć: generałowie majorzy Bolesław Bilczyński, Fiodor Demski, Mikołaj Rydzewski, Konstanty Krakowiecki, pułkownik Lew Stefanowicz, młodsi oficerowie Grabowski, Mieczysław Łucko, szeregowcy Józef Dawidowicz i Arkadij Pisecki.
A oto polscy generałowie brygady i dywizji z tzw. charkowskiej listy katyńskiej, rozstrzelani wiosną 1940 roku: Leonid Bilewicz, Stanisław Heller, Aleksander Kowalewski, Kazimierz Łukoski-Orlik, Franciszek Sikorski, Konstanty Plisowski, Leonard Skórski, Piotr Skuratowicz. Czym różnili się oni od kijowskich generałów? Tym, że było ich więcej? Czy są to jedynie historyczne paralelne zestawienia, czy raczej zbrodnie komunistycznego reżimu rozciągnięte w czasie?
Specjalna komisja generała Denikina, Fiodora Rerberga, badająca zbrodnie band Murawjowa w Kijowie, ustaliła, że w okresie od 26 stycznia do 1 marca 1918 roku, czyli do dnia wyzwolenia miasta spod władzy bolszewików, zamordowano 12 tysięcy mieszkańców Kijowa. W 1918 roku Polacy nie byli jeszcze bezpośrednim celem czerwonych – ginęli razem z innymi oficerami, Ukraińcami i kijowianami. Oficerów zabijano za mundury, Ukraińców za zbrojny opór wobec bolszewików, za język ukraiński i posiadanie dokumentów ukraińskich, mieszkańców Kijowa za schludny ubiór i poprawną wymowę.
Kolejnym przykładem masowych mordów były egzekucje białogwardyjskich oficerów w 1920 roku. Ich oddziały osłaniały ewakuację towarzyszy broni i ludności cywilnej z Krymu, dlatego nie zdążyły opuścić półwyspu. Tysiące oficerów rozstrzeliwano z karabinów maszynowych lub topiono w morzu. Podobne masowe mordy byłych oficerów armii carskiej i lokalnych elit miały miejsce we wszystkich miastach zajętych przez bolszewików.
Już w 1919 roku Polacy z Kijowszczyzny stali się celem planowych represji czekistów, a kijowskie gazety komunistyczne regularnie publikowały listy Polaków rozstrzelanych przez WUWCzK – filię moskiewskiej Czeki. Po klęsce Armii Czerwonej pod Warszawą w sierpniu 1920 roku masowa repatriacja uratowała Polaków na Ukrainie przed zagładą. Według badań Oleny Betlij, do 1 czerwca 1923 roku w ramach repatriacji z Ukrainy wyjechało 736 386 Polaków.

Bolszewicy zemścili się jednak na opuszczonych polskich domach i majątkach. Nie konfiskowano ich ani nie nacjonalizowano – palono je i niszczono. Na Kijowszczyźnie niemal nie pozostały ocalałe polskie siedziby. W 1921 roku rozpoczęto represje wobec Kościoła rzymskokatolickiego, szczególnie diecezji łucko-żytomierskiej. Zamykano kościoły, a księży aresztowano, więziono i deportowano na Syberię. Praktyki te bolszewicy przejęli od caratu, który po klęsce powstania styczniowego w 1863 roku zamykał kościoły, rusyfikował liturgię i likwidował polskie szkoły.
Pod hasłem sowietyzacji Stalin planował uczynić Polaków Ukrainy „piątą kolumną” przyszłej wojny z Polską. W 1925 roku utworzono Polski Rejon Narodowy – Marchlewszczyznę. Projekt ten jednak się nie powiódł: Polacy bronili kościołów, odmawiali kolektywizacji i masowo emigrowali. Podczas Wielkiego Głodu 1932–1933 ginęli nie tylko Ukraińcy, ale również Polacy. Władza rozpoczęła deportacje – tylko z Kijowszczyzny w latach 1935–1936 wysiedlono niemal 43 tysiące Polaków.
Rok 1937 stał się dla Polaków ZSRR wyjątkowo krwawy. Na podstawie rozkazu NKWD nr 00485, tzw. „operacji polskiej”, w samej Ukrainie rozstrzelano co najmniej 46 792 osoby, z czego kilka tysięcy stanowili Polacy z Kijowszczyzny. Ofiary potajemnie grzebano w Bykowni pod Kijowem – na tajnym cmentarzu NKWD. Miejsce to funkcjonowało do września 1941 roku, choć pochówki trwały tam od początku lat 20. aż do 1945 roku.
Wiosną 1940 roku aktywność pogrzebowa w Bykowni gwałtownie wzrosła. Nocami ciężarówki przywoziły ciała ludzi w obcych mundurach – byli to polscy oficerowie, policjanci, żandarmi oraz cywile rozstrzelani m.in. w więzieniu Łukianowskim w Kijowie. Podobne zbrodnie miały miejsce w Piatichatkach pod Charkowem oraz prawdopodobnie w Chersoniu. Ukraińska ziemia stała się ostatnim schronieniem elity II Rzeczypospolitej.
Zbrodnia była przez dziesięciolecia ukrywana. Niszczenie dokumentów, grobów i śladów nie przyniosło skutku. Po odzyskaniu niepodległości Ukraina otworzyła archiwa, ujawniając kijowskie i charkowskie listy katyńskie. Wspólne polsko-ukraińskie ekshumacje potwierdziły skalę zbrodni. Powstały cmentarze wojenne i memoriały.
Katyń to ból i pamięć narodu polskiego, ale także ostrzeżenie dla świata: „Nie pytaj, komu bije dzwon – bije on tobie. Narody, czuwajcie”.
P.S. Kończąc cykl artykułów poświęconych 85. rocznicy Zbrodni Katyńskiej, pragniemy oddać hołd śp. panu Stanisławowi Pantelukowi, wieloletniemu redaktorowi naczelnemu Dziennika Kijowskiego. Jego zasługi i przymioty osobiste można by długo wyliczać – wszystkie one pozostają prawdziwe i godne najwyższego uznania. W tym miejscu chcemy jednak przypomnieć przede wszystkim jego życiowe credo.
Choć papież Leon XIII formułował swoje refleksje w odniesieniu do praw historii, jesteśmy przekonani, że w pełni odnoszą się one również do postawy pana Stanisława, który mimo iż poświęcił swoje życie dziennikarstwu, konsekwentnie kierował się tymi uniwersalnymi zasadami. Papież Leon XIII wskazywał bowiem na dwa fundamentalne prawa historii: „pierwsze – nie kłamać, drugie – mieć odwagę mówić prawdę”. Jesteśmy głęboko przekonani, że właśnie te zasady stanowiły fundament działalności i życiowej postawy pana Stanisława Panteluka, a my staraliśmy się czerpać z nich wzór i inspirację.
Wyrażamy również wyrazy najwyższego szacunku i serdeczne podziękowania Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej na Ukrainie, Wydziałowi Konsularnemu Ambasady RP, redakcji Dziennika Kijowskiego, Związkowi Polaków Ukrainy, bez których wsparcia i zaangażowania niniejsze publikacje nie mogłyby powstać. Składamy także podziękowania Branżowemu Państwowemu Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Prokuraturze Generalnej Ukrainy, Centralnemu Państwowemu Archiwum Organizacji Społecznych i Ukrainistyki, Ukraińskiemu Instytutowi Pamięci Narodowej oraz wszystkim polskim i ukraińskim historykom, których dokumenty źródłowe i opracowania naukowe zostały wykorzystane przy przygotowaniu niniejszego cyklu artykułów.
Walerij Filimonichin
(historyk, prawnik, sekretarz naukowy Narodowego Rezerwatu Historyczno-Memorialnego
„Mogiły Bykowniańskie”, członek zarządu (sekcja historyczna) Kijowskiego Narodowościowo -Kulturalnego Stowarzyszenia Polaków „Zgoda”)





