W jej rzeźbach nie ma krzyku, choć jest w nich potężna siła. Maria Papa Rostkowska – artystka, emigrantka, kobieta, która przemieniła kamień w emocję – należy do tych twórców, którzy nie tyle szukali formy, ile próbowali zrozumieć człowieka.
Korzenie i początki – z domu, w którym uczono odwagi
Maria urodziła się w 1923 roku w Brwinowie, w rodzinie polsko-rosyjskiej. Jej ojciec, Bolesław Baranowski, był inżynierem i patriotą, matka Nadzieja z Juduszkinów – kobietą wykształconą i niezwykle wrażliwą.
Dom Baranowskich był miejscem, gdzie sztuka, języki i literatura towarzyszyły codzienności. Wychowywana wśród czterech sióstr, Maria wcześnie nauczyła się walczyć o własną przestrzeń. Ojciec nazywał ją „Michałem” – nie z przekory, lecz z wiary, że córka potrafi być silna jak syn.
To symboliczne imię miało później odbicie w jej życiu – Maria była kobietą, która w męskim świecie sztuki wyrzeźbiła sobie własne miejsce dłutem i odwagą.
Od barwy do bryły – malarka, która zapragnęła dotknąć światła
Po wojnie rozpoczęła studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w pracowni Felicjana Kowarskiego – mistrza koloru i harmonii.
Jej obrazy były pełne życia – malowała pejzaże, kobiece portrety, ciepłe wnętrza, w których kolor był jak oddech. Ale z czasem płótno przestało jej wystarczać. „Kolor mnie ograniczał” – mówiła później. – „Chciałam, żeby światło miało ciężar.”
I wtedy pojawił się marmur.
Spotkanie z marmurem – moment, w którym zaczyna się prawda
Po przyjeździe do Paryża poznała włoskiego krytyka sztuki Gualtieriego Papa di San Lazzaro, redaktora prestiżowego pisma XXe Siècle.
To on wprowadził ją w środowisko artystów, wśród których byli: Picasso, Braque, Chagall i Miró. Zakochali się w sobie – ona, silna i nieco dzika Polka, i on, intelektualista o eleganckich manierach. Ich małżeństwo było sojuszem ducha i sztuki – wspólnym dialogiem o pięknie. Po ślubie przenieśli się do Włoch, do Pietrasanta, gdzie Maria po raz pierwszy wzięła dłuto do ręki.
Tam, w cieniu marmurowych gór, zaczęła się jej prawdziwa droga. Marmur z Carrary stał się jej językiem. Nie szkicowała, nie tworzyła modeli – pracowała metodą taille directe, w której każdy ruch jest ostateczny. „Kamień wie więcej niż ja” – mawiała. – „Ja tylko słucham.”
Styl – kobiecość zamknięta w sile
Rzeźby Marii są jak muzyka ciszy. Mają miękkie, zaokrąglone formy, pełne harmonii i wewnętrznego rytmu. Są minimalistyczne, ale nie chłodne – raczej duchowe, intymne.
Niektóre przypominają ciała, inne – łzy, ramiona, muszle.
Jej styl można opisać jako organiczny modernizm, w którym zderza się abstrakcja z emocją. To świat form prostych, ale głęboko znaczących.
W czasach, gdy kobiety-artystki wciąż musiały udowadniać swoją wartość, Maria wybrała najtrudniejszy materiał – marmur, symbol męskiego geniuszu rzeźbiarskiego.
I uczyniła z niego narzędzie kobiecego głosu – delikatnego, lecz niewzruszonego.
Miłość, która przeszła w sztukę
Śmierć męża w 1974 roku złamała ją, ale nie zatrzymała. Od tej pory jej rzeźby stały się bardziej introspektywne. Marmur nabrał czułości.
Tworzyła cykle o miłości, samotności, macierzyństwie, przemijaniu.
W dziełach takich jak Matka, Obietnica szczęścia czy Uścisk widać spokój, pogodzenie, wdzięczność. Praca była dla niej modlitwą. W jednym z wywiadów powiedziała: „Czasem wydaje mi się, że dłuto to tylko inny sposób mówienia z Bogiem.”
Dziedzictwo – marmurowa lekcja odwagi
Dziś jej prace można podziwiać w Zamku Królewskim na Wawelu, w Łazienkach Królewskich, a także w galeriach we Włoszech i Francji.
W Pietrasanta jej rzeźby stoją w ogrodach i muzeach – świadectwo, że Polka potrafiła zostawić ślad w kamieniu Toskanii.
Wpływ i dziedzictwo – kobieta, która otworzyła drzwi
Maria Papa Rostkowska była pionierką. W czasach, gdy rzeźba pozostawała domeną mężczyzn, ona pokazała, że kobieta może mieć własny język w marmurze – język nie walki, lecz harmonii. Dzięki niej droga stała się łatwiejsza dla takich artystek, jak Magdalena Abakanowicz, Alina Szapocznikow, czy współczesne rzeźbiarki tworzące w kamieniu, jak Monika Sosnowska.
W odróżnieniu od Szapocznikow, która szukała cielesności poprzez ból, Maria szukała duchowości poprzez dotyk. Jej sztuka jest afirmacją życia, nie ucieczką od niego. Można powiedzieć, że była mostem między emocją a formą, między kobiecą intuicją a męskim światem sztuki.
Epilog
Dziś, patrząc na jej rzeźby, trudno nie czuć wdzięczności.
Maria Papa Rostkowska udowodniła, że z marmuru można wydobyć nie tylko piękno, ale i prawdę o człowieku.Nie krzyczała, nie manifestowała – po prostu tworzyła.
I może właśnie dlatego jej głos, cichy i twardy jak kamień, wciąż brzmi.
„Kiedy dotykam marmuru, wiem, że on mnie pamięta.” – Maria Papa Rostkowska
Karolina Milena Jermak










