Dziś sobota, 06.06.2026
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Dziennik Kijowski

Czasopismo tradycyjnie poświęcane jest życiu organizacji polonijnych, ważniejszym wydarzeniom politycznym w Polsce i na Ukrainie, wspólnym Polsce i Ukrainie aktualnym zagadnieniom, problematyce religijnej, historii Polski.

Dziennik Kijowski

CÓRKA NAPISAŁA: „A TERAZ NIE MA TEGO SŁONECZKA…”

Wojna zawsze przychodzi nagle. Nie daje czasu na przygotowanie, nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Jednym gwałtownym ruchem przekreśla zwyczajne życie – bezlitośnie i na zawsze.

W tej nowej rzeczywistości, zniekształconej bólem i stratami, każdy zmuszony jest odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania: Jak żyć dalej,  czego się trzymać, kim się stać?

Ukraińskie kobiety w tej wojnie stały się uosobieniem siły i wytrwałości. Wzięły na siebie odpowiedzialność za rodziny, za dzieci, za kruchy świat, który pęka pod naciskiem okoliczności. Nauczyły się żyć obok lęku, pokonywać zmęczenie i nie pozwalać, by strach je złamał. Są też takie, które zrobiły jeszcze jeden, najtrudniejszy krok – poszły tam, gdzie niebezpieczeństwo staje się codzienną rzeczywistością.

Kobieta na wojnie to coś więcej niż obraz oczekiwania. Utrzymuje na swoich barkach chwiejną równowagę życia, nie pozwalając mu całkowicie się załamać. Jej serce znosi ból i straty, nadal bijąc dla innych. W najciemniejszych chwilach znajduje słowa wsparcia, a jej spojrzenie, pełne przeżytych doświadczeń, nie traci wewnętrznego światła, które pomaga przetrwać.

Od początku pełnoskalowej inwazji Ukrainki stały się oparciem nie tylko dla swoich rodzin, lecz także dla całego kraju. Każda wybrała własną drogę: chronić dom, pracować dla zwycięstwa, ratować dzieci albo stanąć u boku obrońców. Różne decyzje łączy wspólne – odpowiedzialność, odwaga i wiara.

W tych losach jest nie tylko gorycz strat, ale także niezłomność, która wyrasta przez doświadczenia. To historie miłości silniejszej niż strach i światła, które nie gaśnie nawet w najciemniejszych czasach. Właśnie z takich historii tworzy się żywa historia Ukrainy – głęboka, wycierpiana, ale pełna nadziei.

22 kwietnia 2022 roku przerwana została życiowa historia Julii Ołeksijiwnej Pasternak – kobiety, która emanowała ciepłem i szczerością, której los stał się częścią wielkiej historii oporu.

Pozostawiła po sobie pamięć jako troskliwa mama, kochająca córka, ukochana, oddana przyjaciółka i silna osobowość. Jej droga życiowa stała się przykładem światła, które nie gaśnie – i które nadal żyje w sercach tych, którzy ją znali.

Julia urodziła się 18 lipca 1982 roku w mieście Kamianka w obwodzie czerkaskim. Po ukończeniu Szkoły Ogólnokształcącej nr 2 w Kamiance wybrała drogę pomagania ludziom: wstąpiła do Krzemieńczuckiej Szkoły Medycznej, gdzie zdobyła zawód pielęgniarki. Jej decyzja nie była przypadkowa: dziewczyna chciała być tam, gdzie jest potrzebna, gdzie można ratować, wspierać i łagodzić ból. Przez czternaście lat Julia pracowała w pogotowiu ratunkowym Kamiańskiego Centralnego Szpitala Rejonowego, codziennie wyjeżdżając do wezwań, gdzie od jej decyzji zależało ludzkie życie.

Koleżanka Julii, Wiktoria, wspomina: „Osobiście dla mnie była bardzo ważną osobą. Zawsze się na niej wzorowałam. Julia nigdy nie bała się przeszkód i trudności. W życiu kierowała się zasadą: «Najważniejsze – nie panikować, nie płakać». Można było z nią porozmawiać o wszystkim i wiedzieć, że nikt o tej rozmowie się nie dowie. Zawsze dawała dobre rady, niezależnie czy chodziło o sprawy osobiste, czy zawodowe. Przychodziła do pracy jak słoneczko – zawsze uśmiechnięta, wszystkich podnosiła na duchu, pomagała podejmować właściwe decyzje. Julia często mi się śni i nawet w snach podpowiada, jak postąpić w danej sytuacji. Bardzo za nią tęsknię, często ją wspominam. To prawdziwa przyjaciółka, Człowiek przez wielkie „C” i Bohaterka swojego kraju”.

Inna koleżanka, Hanna, mówi: „Julia była wspaniałą osobą, takich dziś mało. Była dobrą mamą, wrażliwą i odpowiedzialną córką, dobrym towarzyszem i przyjaciółką. Nie ma dnia, żebyśmy jej nie wspominali. Jej słoneczny uśmiech zawsze jest w naszych sercach”.

Największą wartością w jej życiu były dzieci – syn Ołeksij i córka Daryna. Żyła dla nich, wkładając całą swoją miłość, siłę i ciepło w relacje z nimi. Znajomi wspominają: „Mama Julia, bez wahania, oddawała całą siebie dzieciom i budowała im szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo”, „Julia zawsze chciała dla dzieci jak najlepiej. Nigdy na nic się nie skarżyła, jakby ciężko jej nie było w życiu. Nie siedziała w miejscu, chciała osiągnąć więcej. Żyła dla dzieci…”

Córka Daryna z bólem wspomina: „Pamiętam ją jak słoneczko – taka jasna, promienna. Zawsze była energiczna i aktywna, zawsze kończyła to, co zaczęła, wszystko, co planowała, realizowała w rzeczywistości. Lubiła podróżować, jeździć na łono natury, nad jezioro czy rzekę, odwiedzać miejsca, w których jeszcze nie była, żeby zobaczyć i poznać coś nowego. Kiedyś mama powiedziała, że nigdy nie była we Lwowie ani w ogóle w zachodniej Ukrainie. Kupiliśmy bilety na pociąg, spakowaliśmy się i pojechaliśmy. Najpierw do Lwowa, potem do Hust, a stamtąd do małej miejscowości Szan. Jeździliśmy na rowerach, byliśmy na wycieczkach nad słonym jeziorem, w Użhorodzie i z powrotem do Lwowa. I to wszystko w zaledwie pięć dni. Wycieczki, muzea, nowe miejsca, nowe wrażenia, nowa wiedza”.

Julia była aktywną, twórczą i oddaną uczestniczką życia polskiej społeczności na Czerkaszczyźnie. Wraz ze swoją mamą – panią Walentyną – oraz bliskimi krewnymi co sobotę przyjeżdżała z Kamianki do Czerkas, aby uczestniczyć w zajęciach języka polskiego oraz wydarzeniach kulturalnych organizowanych przez Polski Ośrodek Kultury.

Przez kilka lat brała udział w ogólnopolskiej akcji Narodowego Czytania, a także była jedną z organizatorek wystawy polskich fotografików z Krakowa, która odbyła się w Kamiance.

W 2021 roku Julia Pasternak otrzymała Podziękowanie Polskiego Centrum Kultury im. Karola Szymanowskiego za aktywny udział w licznych inicjatywach kulturalnych i charytatywnych, wspierających język oraz kulturę polską.

W listopadzie 2020 roku podpisała kontrakt z Siłami Zbrojnymi Ukrainy. Przeszła szkolenie w centrum „Desna”, uzyskała kwalifikacje medyka bojowego i stała się częścią 72. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej „Czarnych Zaporożców”. W 2021 roku wykonywała zadania w strefie Operacji Połączonych Sił (OOS).

Na pół roku przed swoją tragiczną śmiercią, w czasie jednej z przepustek, przyjechała do Czerkas i tam wraz z mamą, w siedzibie Polskiego Centrum Kulturowego im. Karola Szymanowskiego, z rąk Konsula Jacka Gocłowskiego otrzymała Kartę Polaka- symbol duchowej więzi z narodem polskim, jego kulturą i tradycją. Konsul Jacek Gocłowski, który właśnie wtedy wrócił z frontu, gdzie spotkał się ze swoimi przyjaciółmi, wspomina, że w trakcie rozmowy z Julią okazało się, że był kilometr od miejsca zgrupowania oddziału Julii. Zarówno on jak i Julia byli zaskoczeni tą zbieżnością. Konsul zapamiętał Julię jako kobietę zdeterminowaną, by bronić ludzkiego życia, jako medyka z powołania, ale także jako osobę o rozległej, imponującej wiedzy na temat polskiej historii, literatury. Rozmowa z Julią była długa, a ona sama emanowała siłą, energią i optymizmem. Pół roku później już nie żyła.

Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji jej pododdział bronił obwodu kijowskiego, w szczególności rejonu browarskiego. Gdy bliscy błagali ją, by wróciła do domu, do dzieci, Julia odpowiedziała: „Nie opuszczę swoich chłopaków”.

Zawsze była przy swoich towarzyszach broni – nawet tam, gdzie, zdawało się, samo życie zamiera między wybuchami. W najniebezpieczniejszych chwilach nie cofała się ani o krok: pod ostrzałem udzielała pomocy, wyciągała rannych z pola walki, ewakuowała ich w bezpieczniejsze miejsca, wspierając nie tylko czynem, ale i słowem, które przywracało wiarę.

Dla żołnierzy była „Wenerą” – nie mitem, lecz żywą obecnością na granicy życia i śmierci. Nazywali ją aniołem stróżem w kamizelce kuloodpornej: kruchą kobietą, która pod świstem kul i hukiem eksplozji, obciążona dziesiątkami kilogramów wyposażenia, szła tam, skąd inni próbowali się wydostać. Wyciągała ludzi z samego serca piekła – cicho, uparcie, nie pozwalając śmierci zwyciężyć tam, gdzie wciąż można było walczyć o życie.

Dowódca Serhij Babicz wspomina: „Julia była dla nas najlepsza… Możecie być z niej dumni. Ona jest naszym i waszym Bohaterem, Człowiekiem przez wielką literę”.

Właśnie na wojnie poznała Ihora – człowieka, z którym marzyła przejść przez życie ramię w ramię. Powshennyj Ihor Wołodymyrowycz, sierżant, medyk bojowy 2. kompanii zmechanizowanej 1. batalionu medycznego 72. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej, absolwent Żytomierskiego Instytutu Medycznego, był dla niej nie tylko towarzyszem broni, lecz także bliską duszą.

Na dwa dni przed tragedią oświadczył się jej. Budowali plany – proste i szczere: własny dom, rodzina, dzieci, podróże… To zwyczajne szczęście, które w czasie pokoju wydaje się tak naturalne i osiągalne.

Ale wojna nie daje czasu na „później”.

22 kwietnia 2022 roku, podczas walk pod Kozaczą Łopańą w obwodzie charkowskim, Julia zginęła od kuli snajpera, ratując rannego towarzysza broni.

Córka napisała: „A teraz nie ma tego słoneczka…”.

Koledzy nie mogli uwierzyć w stratę, jakby po prostu wyjechała w delegację: „Ból i smutek zawsze będą z nami. Strata jest nieodwracalna. Będziemy pamiętać na zawsze. Nigdy nie wybaczymy”.

Po śmierci Julii Ihor nie zniknął z życia jej dzieci. Wręcz przeciwnie – pozostał blisko, pisał, wspierał, martwił się, jakby była to już jego własna rodzina. Połączyła ich nie tylko wojna – połączyła ich miłość, która zdążyła zakorzenić się głębiej niż okoliczności. W tych krótkich rozmowach, w czułych słowach było coś więcej niż pamięć – była cicha obietnica bycia obok, niezależnie od wszystkiego.

Ale wojna nie pozostawia miejsca nawet na takie obietnice.

Minęło nieco ponad czterdzieści dni… Jakby według jakiegoś niezrozumiałego, mistycznego odliczania, gdy ból jeszcze nie zdążył ucichnąć, a serce – pogodzić się ze stratą, śmierć przyszła również po niego.

7 czerwca 2022 roku Ihor zginął w walkach na wschodzie Ukrainy.

Jakby nie potrafił pozostać tutaj bez niej. Jakby poszedł za nią – tam, gdzie już się nie rozstaną. Dwa losy, które miały połączyć się w jedno długie życie, dwie historie, którym nie dane było trwać wystarczająco długo.

Mogli budować dom, wychowywać dzieci, wspólnie witać dni. Ale wojna zabrała i te marzenia, i samo życie – pozostawiając jedynie pamięć, w której na zawsze są razem.

W pobliżu miejsca śmierci Julii Pasternak nazwano ulicę jej imieniem – jako znak głębokiej pamięci i wdzięczności za jej poświęcenie i bohaterstwo. W mieście Zołoczów w obwodzie charkowskim ustawiono znak pamięci poległych obrońców, wśród których była również Julia – tych, którzy stanęli w obronie ojczystej ziemi i nie dopuścili, by wróg wkroczył do miasta.

Rodzina Julii nadal poszukuje możliwości sprowadzenia jej ciała, aby pochować ją w ojczystej ziemi – tam, gdzie zaczęło się jej życie i gdzie powinna spocząć jej pamięć.

Za udział w działaniach bojowych Julia Ołeksijiwna Pasternak została odznaczona medalem „Uczestnik działań bojowych – weteran wojny”.

Jej życie to historia światła, które nie gaśnie nawet w najgęstszej ciemności wojny. Od zwykłej kobiety, matki i medyczki przeszła drogę do medyka bojowego, dla którego ratowanie innych stało się nie tylko obowiązkiem, ale codziennym wyborem między strachem a człowieczeństwem.

Żyła miłością do swoich dzieci, troską o ludzi i wewnętrzną siłą, która nie pozwalała się złamać nawet wtedy, gdy wokół walił się świat. Na froncie pozostawała tym samym światłem – „Wenerą”, aniołem stróżem dla towarzyszy broni, człowiekiem, który przywracał życie tam, gdzie zdawało się, że panuje już śmierć.

Jej los, podobnie jak los Ihora, stał się częścią wielkiej i bolesnej historii tej wojny – historii o miłości, która nie zdążyła stać się codziennością pokojowego życia, o marzeniach przerwanych zbyt wcześnie i o sercach, które biły do ostatniego tchu dla innych.

Ale nawet po stracie nie zniknęli. Ich obecność żyje w pamięci dzieci, we wspomnieniach towarzyszy broni, we wdzięczności uratowanych. Bo są ludzie, którzy nie znikają całkowicie – oni trwają dalej w świetle, które po sobie zostawili.

I właśnie taką pozostaje Julia Pasternak – kobietą-słońcem, której miłość, oddanie i poświęcenie stały się nieodłączną częścią żywej pamięci Ukrainy.

Wojna zabiera najlepszych. Pozostawia ból, który nie cichnie oraz pamięć, która nie gaśnie.

Wieczna chwała poległym obrońcom Ukrainy.

Giennadij Liniewicz
Prezes Polskiego Centrum Kulturowego im. K. Szymanowskiego w Czerkasach

POWIĄZANE POSTY

Nasi Partnerzy

Najnowszy numer x