Dziś: niedziela,
09 sierpnia 2020 roku.
Przegląd do nr 621 – sierpień 2020 r.
Przeczytaj
„KIJÓW PO POLSKU: OD CHROBREGO DO MAJDANU” (9)


Kijów. Plac Niepodległości

Ulica Kościelna zapro­wadzi nas stromo w dół na Plac Niepodległości, wprost pod tzw. Bramę Lacką zwieńczoną figurą Michała Archanioła - budowla ma przypominać, że w tym miej­scu znajdowała się jedna z trzech bram prowadzą­cych do Grodu Jarosława Mądrego i jednocześnie do wspomnianej Słobody Lac­kiej.

Patrząc spod bramy możemy objąć okiem cały ogromny plac - Majdan Nezałeżnosti (Plac Niepodległo­ści).

To tu dokonały się prze­miany i rozegrały najbardziej krwawe wydarzenia na przełomie 2013 i 2014 roku. Po roz­biciu studenckiej pokojowej manifestacji na Majdan ściągnęły tysiące ludzi z całej Ukrainy. Powstało namiotowe miasteczko. Ukra­ińcy protestowali przeciw po­lityce prezydenta Janukowycza. Chcieli podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią i odejścia od władzy sta­rej, skorumpowanej prokremlowskiej ekipy - chcieli zmian.

Po stronie władzy były regularne jed­nostki specjalne „Berkut" ze snajperami i ostrą amunicją, po stronie Majdanu drew­niane tarcze, koktajle Mołotowa, płonące opony i bruk. Przez długie miesiące trwały prak­tycznie nieustające walki. W lutym doszło pozornie do wzajemnej ugody. Jednak ekipa Janukowycza złamała wszelkie ustalenia i przystąpiła do mi­litarnego szturmu, w którym zginęło prawie 100 osób - głównie bardzo mło­dych ludzi. Gdy powiększa­jąca się liczba ofiar zaczęła budzić strach przed odpowiedzialnością, prezydent Janukowycz zbiegł do Rosji. Rozpisano nowe wybory prezydenckie, które w maju 2014 roku wygrał w pierwszej turze prezydent Petro Poroszenko. I tak skoń­czyła się kolejna epoka w hi­storii miasta.

Stojąc przed Bramą Lacką, widzimy przed sobą Plac Niepodległości prze­cięty szeroką ulicą Chreszczatyk. U zbiegu ulicy i placu, po lewej stronie stoi duży, niegustowny, ale ważny budy­nek – siedziba Związków Zawodowych. Po przeciwnej stronie placu stoi duża kolumna, a na jej szczy­cie dziewczyna trzymająca w dłoniach girlandę z kłosów żyta. To Berehynia - postać z mitologii słowiańskiej, dobry duch chroniący domostwo i jego mieszkańców. Jednak kijowianie nazywają ten po­mnik po prostu „stelą".


Pomnik legen­darnych założycieli miasta - Kija, Szczeka, Chorywa i ich siostry Łybid’ (projekt - Anatolij Kuszcz)

Jedna z fontann przedstawia legen­darnych założycieli miasta - Kija, Szczeka, Chorywa i ich siostrę Łybid’ (Łabędź). Jest pomniejszoną kopią pomnika stojącego nad brzegiem Dniepru pod Ławrą Peczerską. Widoczna za pomni­kami szklana fala, kryje pod­ziemne centrum handlowe i łagodzi kanciastość ogrom­nego Hotelu Ukraina stojącego na wzgórzu. Z prawej strony lekki i wytworny gmach Akademii Muzycznej. W górę, pod mostkiem pnie się ulica Instytucka, mijając stojący na wzgórzu po lewej stronie żółty klasycystyczny budynek wy­budowany, jako Instytut dla Szlachetnie Urodzonych Pa­nien (stąd nazwa ulicy), a w czasach stalinowskich na­zwany Pałacem Październi­kowym i będącym siedzibą NKWD.

Ulica Chreszczatyk jest interesująca bardziej ze względów historycznych niż architektonicznych, gdyż większość budynków po­wstała w czasach sowieckich w monumentalnym stylu so­crealistycznym. Zabytkowe budynki starego Chreszczatyku zostały zaminowane przez Armię Sowiecką i wy­sadzone w powietrze tuż po wkroczeniu Niemców do mia­sta w 1941 roku. Rosjanie za­stosowali wówczas detona­tory odpalane drogą radiową.

Budynki na Chreszczatyku wylatywały w powie­trze jeden za drugim siejąc panikę i zniszczenie. Prócz nielicznych Niemców zgi­nęły wtedy tysiące cywil­nych mieszkańców Kijowa.


Widok na Chreszczatyk z Placu Besarabskiego Żadne reprodukcje nie oddadzą masywności socrealistycznej architektury. Na weekend aleja przemienia się w przyjemny deptak

Nazwa Chreszczatyk po­chodzi prawdopodobnie od nazwy potoku pły­nącego dnem wąwozu, do miejsca, w którym Włodzi­mierz Wielki chrzcił podda­nych. To najważniejsza ulica miasta - szeroka, prestiżowa, reprezentacyjna, łączy ze sobą kilka dzielnic. Właści­wie wszystkie drogi w Kijowie wiodą przez Chreszczatyk. I zawsze tak było.

Na przeło­mie wieku XIX i XX, kiedy spo­łeczność polska w Kijowie była najliczniejsza, właśnie tu mieściło się najwięcej pol­skich firm, sklepów, hoteli, restauracji i... polskich księgarni. Pod numerem 20 - polska księgarnia K. Szepe, pod 25 księgarnia W. Karpińskiego, pod 27 filia księgarni Leona Idzikowskiego, pod 32 księ­garnia z polskimi wydawnic­twami dla dzieci i młodzieży F. Dobrzańskiego i wreszcie najważniejsza, mieszcząca się naprzeciw wylotu ulicy Proriznej główna księgarnia i biblioteka Firmy Wydaw­niczej Leona Idzikowskiego. Choć wszystkie wymienione księgarnie prowadziły dzia­łalność patriotyczną, m. in. przez krzewienie kultury narodowej oraz często rozpro­wadzanie wydawnictw nie­legalnych, podlegających cenzurze, a przemycanych z innych zaborów, to ich dzia­łalność społeczna nie dorównywała rozmachem firmie Idzikowskiego.

Okres działania w Kijo­wie wydawnictwa Idzikow­skiego to lata 1858 - 1919, a zatem do odzyskania przez Polskę niepodległości, kiedy to właściciele przenieśli się do Warszawy. Przez 60 lat ten rodzinny biznes, zało­żony przez ojca, Leona i kontynuowany przez pracę jego żony i dzieci, rozwijał się i rozrastał, przekształcając się stopniowo z działalno­ści biznesowej w działalność o charakterze patriotycz­no-społeczno-kulturalnym. Wydawano arcydzieła literatury polskiej, ale również nuty i utwory muzyczne zna­nych twórców europejskich. Przy księgarni wyrosła czytel­nia, w której skupiało się ży­cie kulturalne Kijowa. Można tu było wypożyczyć książki z biblioteki mającej ponad 170 tysięcy pozycji.


Witryny księgarni Leona Idzikowskiego (1909 r.)

Rozwój tak wszechstronnej działalności firmy był oczywiście okresowo uzależniony od aktualnej polityki caratu. Represje po 1863 roku spowodowały ograniczenie jej możliwości, łącznie z wyrokiem skazującym wła­ściciela na trzy lata więzienia w twierdzy za wydanie książki o Powstaniu Styczniowym. Jednak złagodzenie anty­polskiej polityki po rewolucji 1905 roku zaowocowało w fir­mie Idzikowskiego aktywno­ścią społeczną, adresowaną do Polaków. Zorganizowano Salon Artystyczny, prezentu­jący prace artystów plasty­ków, oraz „Biuro koncertowe" zajmujące się organiza­cją koncertów największych sław muzycznych w tam­tym okresie. Firma Idzikowskiego umożli­wiła kijowianom wysłuchanie koncertów Rachmaninowa i Szalapina, a co ważniejsze, Szymanowskiego i Paderew­skiego.

Ulicę Chreszczatyk z dwóch stron zamykają dwa place - Plac Europejski od północy i plac Besarabski od południa. Nazwa placu łą­czy się z nazwą targowiska z egzotycznymi produktami. Dziś również jest tu targ, ale w krytej hali z przełomu XIX i XX w. W budynku obok znaj­duje się "Pińczuk Art Centre" ze sztuką nowoczesną, galeria ufundowana przez oli­garchę Wiktora Pińczuka, a prywatnie zięcia byłego prezydenta Leonida Kuczmy. Na rogu placu i Bulwaru Szew­czenki natrafimy na ciekawy skwer. Ciekawy, bo pusty - to miejsce po ostatnim kijow­skim Leninie. Ukraińska prowincja do niedawna wciąż jeszcze obfitowała w Leniny, jednak ten stojący w Kijowie był wstydem największym. Po 20 latach niepodległości wciąż był obecny w stolicy i nie poddawał się przemia­nom politycznym. Gdy w 1994 roku mieszkańcy Kijowa odłu­pali mu nos, tutejsi komuniści z Komunistycznej Partii Ukra­iny (tak, tak!) ustawili przy pomniku namiot z ochronia­rzami. Panowie w dresach czuwali nie tylko nad bezpośrednim, fizycznym bezpie­czeństwem przywódcy świa­towego proletariatu, ale też nad „moralnym" zachowa­niem turystów w jego obec­ności. I dopiero Euromajdan obalił zbrodniarza. 8 grud­nia 2013 roku ukraińscy stu­denci zarzucili mu pętlę na szyję i owinąwszy o drzewa ciągnęli z całych sił, aż do zrzucenia z postumentu. Gdy runął z wielkim hukiem, nie rozpadł się na kawałki jak nasz tandetny Dzierżyński z Placu Bankowego, a jedy­nie zaległ monolitycznie wy­walając wielką dziurę w trotuarze. I zaraz się okazało, że podstawowym wyposa­żeniem plecaka kijowskiego studenta jest młotek. Wśród okrzyków radości rozpoczęła się gorączkowa praca rozłu­pywania towarzysza na ka­wałki. O paradoksie! O ile nie chcieli go w całości na ulicy, o tyle każdy chciał zanieść do domu kawałek Lenina. I to nie tylko studenci - wg na­ocznych świadków w pew­nym momencie pojawił się staruszek z okrzykiem - „Rebiata, ja represirowanyj, dajtie toże łupnut’!". I tak kijowski Lenin zjednoczył pokolenia we wspólnej pracy, żegnając się już na stałe z Chreszczatykiem, na który patrzył od 1946 roku.

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України