Dziś środa, 12.08.2026
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Dziennik Kijowski

Czasopismo tradycyjnie poświęcane jest życiu organizacji polonijnych, ważniejszym wydarzeniom politycznym w Polsce i na Ukrainie, wspólnym Polsce i Ukrainie aktualnym zagadnieniom, problematyce religijnej, historii Polski.

Dziennik Kijowski

„To są ludzie potrzebujący naszego wsparcia” – rozmowa z Jackiem Gocłowskim, Konsulem Generalnym RP w Odessie.

Konsul Generalny RP w Odessie – Jacek Gocłowski

W relacjach dla polskich mediów najczęściej koncentrujemy się na rosyjskich atakach na Kijów, relacjonujemy też te z nich, które docierają do obwodów położonych bliżej polskiej granicy. W tej perspektywie często znika nam wschód i południe Ukrainy – stają się abstrakcyjnie odległe, nieznane, mniej bolesne… A to właśnie dzisiaj obwód odeski stał się jednym z najgorętszych miejsc, gdzie alarmy praktycznie nie milkną.

Rosja atakuje infrastrukturę portową, ale też masowo obiekty cywilne: domy, hotele, a nawet stadiony. Nawet teraz, gdy piszę ten wstęp do rozmowy z konsulem Jackiem Gocłowskim, to w Odessie trwa alarm, a ostatniej nocy obwód odeski był atakowany przy użyciu ponad 100 dronów i 11 rakiet. Zresztą od dawna ataki nie ustają także w ciągu dnia. Gdy odwiedzałem polski konsulat w tym mieście, w środku białego dnia rosyjska rakieta uderzyła w stadion Czornomorca – lokalnej drużyny piłkarskiej, na którym  do tej pory regularnie rozgrywane były mecze.

Z polskiej perspektywy często zapominamy też, że na południu Ukrainy mieszka liczna polska mniejszość, której korzenie sięgają XIX wieku. Podobnie jak inni obywatele Ukrainy stale jest ona narażona na cierpienie w wyniku rosyjskiej agresji. Wielu naszych rodaków z tych terenów walczy w szeregach ukraińskiej armii – za obydwie ojczyzny. Oni również potrzebują wsparcia naszej Ojczyzny.

Bez wątpienia zatem działalność polskiego konsulatu w Odessie ma ogromne znaczenie i dla społeczności mającej polskie korzenie, i dla tych, którzy w wyniku wojny związali się z Polską. Stanowi również ważny dowód wsparcia i uznania dla walczącej Ukrainy. O tym właśnie rozmawiałem z Jackiem Gocłowskim, Konsulem Generalnym RP w Odessie, korzystając z gościnności konsulatu.

 

Paweł Bobołowicz (Radio Wnet, Czarne Niebo) – Po pierwsze, dziękuję Panie Konsulu za to spotkanie w tak wyjątkowym miejscu. Po pełnoskalowej inwazji konsulat musiał zostać ewakuowany, ale rozumiem, że placówka znów pracuje?

Jacek Gocłowski (Konsul Generalny RP w Odessie) – Tak, konsulat pracuje. Dziękuję za wizytę, to dla mnie wielki zaszczyt; goście z Polski wciąż zjawiają się u nas niezwykle rzadko.

P.B.: Turystyczna niegdyś Odessa znajduje się dziś pod ciągłym ostrzałem. Tworzy to specyfikę pracy waszego konsulatu.

J.G.: – Faktycznie, zdecydowanie odradzamy wyjazdy do Odessy. Od 2014 roku trwa tu wojna, a od 24 lutego 2022 roku zmagamy się z inwazją terrorystycznego państwa. Rosja atakuje głównie infrastrukturę cywilną, czego dowodem jest choćby wczorajsze uderzenie rakiety w stadion klubu Czornomoreć.

P.B.: – Sam widziałem zniszczone budynki mieszkalne, w Odessie jest niezwykle niebezpiecznie. Czy polski konsul w ogóle powinien tu przebywać?

J.G.: – Konsul powinien być wszędzie tam, gdzie jest potrzebny – czyli blisko Polaków i osób polskiego pochodzenia. W 2022 roku wielu z nich uciekło do Polski, ale ci, którzy zostali, znajdują się często w trudnej sytuacji ze względu na działania zbrojne i potrzebują naszej pomocy tu na miejscu. Niebezpieczeństwo towarzyszy naszej pracy w całej Ukrainie, także w Kijowie i innych miastach.

P.B.: – Pański rozległy okręg konsularny obejmuje jednak również tereny pod rosyjską okupacją.

J.G.: – Tak, to łącznie obwód odeski, chersoński, mikołajowski, Autonomiczna Republika Krymu i miasto Sewastopol – około 113 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli w przybliżeniu jedna trzecia terytorium Polski.

P.B.: – Jak udaje się wam wykonywać obowiązki na terenach anektowanych przez Rosję, takich jak Krym?

J.G.: – To jest bardzo trudne i przyznaję, że budzi moją frustrację. Nie jestem w stanie wykonywać obowiązków konsularnych wobec mieszkańców terytoriów tymczasowo okupowanych w taki sposób, w jaki bym tego oczekiwał.

P.B.: – Na obszarach pod kontrolą ukraińską wciąż działają polskie organizacje dbające o dwustronne relacje i kulturę.

J.G.: – Oczywiście. Do wybuchu pełnoskalowej wojny działało ich prawie 30. Część zawiesiła lub ograniczyła swoją działalność – na przykład organizacja w doszczętnie zniszczonej Nowej Kachowce – ale ich członkowie często prowadzą swoje inicjatywy nadal, mimo rozproszenia po całej Ukrainie i Europie.

P.B.: – Jaka jest pana rola w działaniu tych organizacji? Czy konsulat w jakiś sposób w nie ingeruje?

J.G.: – Organizacje pozostają w stu procentach autonomiczne, nie mam i nie powinienem mieć wpływu na ich działanie. Konsulat jedynie wspiera finansowo te działania, które uważamy za pożyteczne dla polskiej racji stanu oraz proponujemy pewne inicjatywy.

P.B.: – Sam konsulat, mimo okrojonego zespołu, również bardzo angażuje się w popularyzację polskości.

J.G.: – Zespół jest mały, ale zgrany i gotowy do realizacji niestandardowych przedsięwzięć. Osobiście mam tak, że im trudniejsze wyzwanie, tym mam większą motywację do działania.

P.B.: – Przykładem tego jest koncert współczesnej muzyki w odeskich katakumbach.

J.G.: – Zgadza się. Chcieliśmy promować współczesną polską kulturę, ale na pierwszym miejscu zawsze musi stać bezpieczeństwo. Ponieważ w Odessie nie ma stacji metra, które służą za schrony w Kijowie, wpadliśmy na pomysł zorganizowania występu w słynnych katakumbach. Znaleźliśmy tam idealną kameralną salę na 60 osób. Z zasilaniem poradziliśmy sobie za pomocą akumulatorów, gorzej było ze stuprocentową wilgotnością. Muzycy zaryzykowali jednak sprzętem, który przetrwał i koncert był niesamowitym wydarzeniem – zarówno dla polskiej  i międzynarodowej publiczności, jak i dla nas jako organizatorów. Dodam jeszcze, że pokonanie kilkuset metrów w katakumbach ze sprzętem, po nierównej nawierzchni i w ciemnościach rozproszonych jedynie światłem lampek zasilanych przez akumulatory, było wyzwaniem. Tę samą drogę oczywiście musiała przebyć też publiczność. Artyści już po koncercie mówili, że był dla nich wyjątkowy, nieporównywalny z żadnym innym, za sprawą wyjątkowej atmosfery i akustyki.

P.B.: – Warto dodać, że wystąpił znany z akcji pomocowych dla Ukrainy Tomasz Sikora  w towarzystwie ukraińskiego pisarza Jurija Andruchowycza. Ale zorganizowaliście również Dni Polskie w Odessie oraz otworzyliście Polską Bibliotekę.

J.G.: – To kolejny powód do satysfakcji. W ubiegłym roku przedstawiciel Odessy zasugerował nam zorganizowanie Dnia Polskiego, więc podjęliśmy wyzwanie i ostatecznie zrobiliśmy cały Tydzień Polski w Odessie. Wyszliśmy poza schematy pierogów i tańców ludowych. Udało nam się zorganizować dwie wystawy, w tym wystawę malarstwa gdańskich artystów (Gdańsk jest miastem partnerskim Odessy), wykłady o Andrzeju Wajdzie oraz spektakle teatralne. Otworzyliśmy również Polską Bibliotekę przy Głównej Bibliotece Naukowej w Odessie, której dzięki sponsorom – m.in. Centrum Zdrowia Dziecka – przekazaliśmy ogrom nowoczesnych, naukowych podręczników medycznych. Do tego doszedł koncert zespołu Taraka.

P.B.: – I pokaz kulinarny Karola Kusa, który na słynnym Prywozie zakupił produkty, z których w trakcie koncertu gotował zupę, którą osobiście częstował widzów, oczywiście już po koncercie. Opowiadając o takich inicjatywach łatwo zapomnieć o wojnie, choć nawet Prywoz jest celem ataków rakietowych. Przepisy wojenne zapewne towarzyszą wam przy każdej tego typu akcji.

J.G.: – Tak, nie da się od tego uciec. Kwestia bezpieczeństwa zawsze stoi na pierwszym planie, a pierwszym naszym pytaniem w każdej lokalizacji jest zawsze to o najbliższą drogę ewakuacyjną i bezpieczny schron w razie alarmu lotniczego.

P.B.: – W Tydzień Polski w Odessie był też zaangażowany nasz redakcyjny kolega, a zarazem żołnierz Sił Zbrojnych Ukrainy, Dmytro Antoniuk. Wielu klientów konsulatu o polskich korzeniach przecież cierpi z powodu tej wojny lub czynnie walczy na froncie.

J.G.: – Zgadza się. Unikam tylko słowa „petent” czy „klient” – to są po prostu ludzie potrzebujący naszego wsparcia. Ono czasami w ogóle nie jest materialne; nieraz wystarczy, że pojadę do  szpitala, w którym leżą, porozmawiam i podziękuję za to, że walczą. To dzięki takim ludziom jak Dmytro Antoniuk możemy tu dziś w miarę spokojnie rozmawiać.

P.B.: – Rozmawiając z tymi żołnierzami o polskich korzeniach, czuje pan, że mają poczucie, że walczą o dwie ojczyzny naraz?

J.G.: – Owszem, mają takie poczucie. Doskonale wiedzą też, jakie będą kolejne kroki tego moskiewskiego zbrodniarza, jeśli obrona nie wytrzyma.

P.B.: – Skąd u pana osobista motywacja do pracy w tak trudnych warunkach? Porusza się pan między równie niebezpiecznymi miastami – Kijowem a Odessą. W tych podróżach towarzyszy panu żona, co oznacza podwójną odpowiedzialność, bo nie tylko za siebie.

J.G.: – Gdy dostałem propozycję objęcia tego stanowiska, decyzję podjęliśmy wspólnie w ciągu kilku godzin. Poziom bezpieczeństwa w każdym ukraińskim mieście jest dziś bardzo podobny, bo rakiety i drony mogą spaść dosłownie wszędzie. W czasie ewakuacji z Kijowa w 2022 roku czuliśmy, że musimy tam wrócić, by dokończyć sprawy, które zaczęliśmy. A przy okazji nawiążę do dat: 24 lutego wybuchła inwazja, a na 26 lutego miałem umówionego fryzjera; wciąż czekam na realizację tej wizyty.

P.B.: – Stąd ta długa broda! Będziemy w takim razie czekać aż zwycięstwo pozwoli ją zgolić. Zauważyłem, że pan i pana żona – na co dzień wspaniale zaangażowana społecznie – żyjecie tu niezwykle zwyczajnie, wychodząc na zakupy czy spacery z psem bez pancernej obstawy, niczym zwykli mieszkańcy wojennej Ukrainy.

J.G.: – Żeby skutecznie pomagać ludziom, muszę żyć ich problemami, a tego nie dowiem się z samej prasy. Muszę na co dzień rozmawiać z sąsiadami podczas spacerów i żyć tym samym życiem, bo samo przekładanie papierów na biurku to nie jest właściwa rola konsula.

P.B.: – Pana misja jest dzielona na w Kijów i Odessę…

J.G.: – Oficjalnie tak – rezyduję w Kijowie, a raz lub dwa razy w miesiącu przyjeżdżam do Odessy, by spotykać się tu i rozmawiać z ludźmi składającymi wnioski na  Kartę Polaka, potrzebującymi pomocy, czasami konsultacji, no i oczywiście realizować nasze kulturalne inicjatywy i projekty. Staramy się poszerzać obraz polskiej kultury i wyjść poza stereotyp  ludowości i tradycji w prezentowaniu Polski.

P.B.: – Czy ta dyplomatyczna obecność w Odessie jest też symbolicznym pokazaniem, że świat wspiera Ukrainę?

J.G.: – Oczywiście. Pokazujemy, że tu jesteśmy i solidaryzujemy się z nimi. To nie przypadek, że nie  ma tu już konsulatu Rosji, a konsulat Chin pozostaje zamknięty. My zostaliśmy na posterunku, a nasza ogrodzeniowa wystawa promująca „Sonety krymskie” przypomina, że Polska nie uznaje aneksji Krymu. Wystawa ma też trochę charakter rocznicowy, powstała  200 lat po napisaniu sonetów. Fragmenty utworów Mickiewicza skomponowane są z reprodukcjami krymskich obrazów Zasłużonego dla Polskiej Kultury artysty malarza Mikołaja Skobelskiego. W ten sposób przeszłość łączy się z teraźniejszością, jest też korelacja różnych dziedzin sztuki. Stale zatrzymują się przy niej ludzie, oglądają, czytają (wszystkie teksty i informacje są po polsku i ukraińsku).

P.B.: – Z Odessą Polacy związani są od wieków, sam Mickiewicz został tu skierowany do pracy w charakterze nauczyciela, stąd wyjechał na Krym. Miasto  upamiętnia polskie postacie, ma pomnik Wieszcza i ulicę prezydenta Kaczyńskiego.

J.G.: – Prezydent Lech Kaczyński to polityk naprawdę tu pamiętany i szanowany. Jest ulica jego imienia i tablica pamiątkowa. Mickiewicz ma swój pomnik i upamiętnia go też tablica. A co do historii, to żyją w Odessie Polacy, którzy we wnioskach o Kartę Polaka potrafią udokumentować swoje pochodzenie tutejszymi korzeniami sięgającymi XIX wieku.

 

P.B.: – Czy ktoś z miejscowych pochwalił się kiedyś przodkiem, który spotykał się z Adamem Mickiewiczem?

J.G.: – Jeszcze na to czekam!

P.B.: – A jak materialna i egzystencjalna rzeczywistość pełnoskalowej wojny wpłynęła na tutejszych Polaków? Zdecydowali się masowo wyjechać?

J.G.: – W początkach inwazji w 2022 roku wiele osób, szczególnie młodych, szukało bezpieczeństwa i wyjechało do Polski czy krajów zachodnich.  Głównie starsze pokolenie  zostało w swoich domach. Fascynujące jest jednak to, że zaczęliśmy niedawno obserwować rosnącą falę powrotów; młodzi ukraińscy studenci polskiego pochodzenia zdobywają wiedzę zagranicą i celowo wracają z nią do Ukrainy, bo czują się odpowiedzialni za swój kraj. Pragnę też zaznaczyć, że w ogólnym rozrachunku niezmiernie często spotykamy się tu ze szczerymi dowodami gigantycznej wdzięczności za polską pomoc w pierwszych miesiącach agresji.

P.B.: – Z polskiej perspektywy to życie na zewnątrz wygląda w Odessie wręcz całkowicie normalnie: młodzi ludzie zapełniają restauracje, na plażach są tłumy.

J.G.: – I słusznie. Według mnie to jest właśnie demonstracja siły i niezłomności narodu ukraińskiego. W ten sposób pokazują światu, że to oni będą ustalać warunki w swoim kraju i to nie moskale będą im dyktować, jak i gdzie mają odpoczywać. Część plaż jednak jest zamknięta przez zagrożenie minowe, na innych pobudowane są schrony.

P.B.: – Uważa pan, że te czasy spokoju się w końcu zbliżają?

J.G.: – Bardzo bym pragnął, byśmy mogli tu wrócić do normalności sprzed 2014 roku, ale nie wiem, kiedy to nastąpi. Zależy mi na tym, by do tego czasu obywatele polscy czuli oparcie w konsulacie, a państwo ukraińskie wiedziało, że pozostajemy jego bliskim sojusznikiem.

P.B.: Jak władze miasta odnoszą się do polskiego konsula w Odessie?

J.G.: Gdy w 2024 roku rozpocząłem pracę w Odessie postanowiłem upamiętnić miejsce na szóstym kilometrze drogi wylotowej w kierunku Owidiopola, gdzie NKWD dopuściło się mordu na Polakach. Wysłałem pismo do władz miasta z informacją, że 1 listopada planujemy zapalić tam znicze i zaprosiłem na tę uroczystość włodarzy. Wcześniej pojechaliśmy w to miejsce i zobaczyliśmy teren zaniedbany, porośnięty chwastami, pomiędzy którymi znajdował się ledwo widoczny krzyż postawiony w 2007 roku przez Fiodora Bartkowskiego potomka kilkunastu zamordowanych Polaków. Wkrótce otrzymaliśmy pismo, w którym wyraźnie podkreślono, że nasza inicjatywa  nie jest dobrym pomysłem ze względu na bezpieczeństwo. Podziękowaliśmy i poinformowaliśmy, że 1 listopada będziemy tam. Pojechaliśmy dzień czy dwa wcześniej, żeby trochę uporządkować teren i jakież było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy pole oczyszczone z chwastów, trawę przyciętą, a na miejscu starego nowy, ogromny krzyż katolicki. Pracę tę wykonali Ukraińcy, no i 1 listopada ówczesny mer Odessy towarzyszył nam przy składaniu kwiatów i zapalaniu zniczy. Taka opowieść jako odpowiedź na pytanie.

P.B.: – Pozostawiam bez komentarza. I na koniec naszej rozmowy jeszcze jedno pytanie: Gdzie pan czuje się lepiej, w Odessie czy Kijowie?

J.G.: – Najlepiej czuję się zawsze tam, gdzie jest moja rodzina.

P.B.: – Bardzo dziękuję za to spotkanie. Polska flaga dumnie powiewająca w tym zniszczonym rosyjską agresją mieście to budujący widok.

J.G.: – Bardzo dziękuję. To była przyjemność gościć pana redaktora w skromnych, polskich progach konsulatu.

P.B.: – Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś jeszcze wspólnie odwiedzić wyzwolony Krym?

J.G.: – Jestem o tym przekonany i liczę, że w tej podróży dotrzyma mi pan towarzystwa.

Widok na odesski port

Prawdziwi bohaterowie

Krym to Ukraina

Adam Mickiewicz w Odessie

To było mieszkanie w centrum Odessy

Skutki ataku na targowisko Prywoz

Zniszczony stadion Czarnomorca

POWIĄZANE POSTY

Nasi Partnerzy

Najnowszy numer x