Dziś czwartek, 08.10.2026
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Dziennik Kijowski

Czasopismo tradycyjnie poświęcane jest życiu organizacji polonijnych, ważniejszym wydarzeniom politycznym w Polsce i na Ukrainie, wspólnym Polsce i Ukrainie aktualnym zagadnieniom, problematyce religijnej, historii Polski.

Dziennik Kijowski

Między dekonstrukcją państwa a codziennością rodziny

Prof. Marcin Orzechowski (fot. Leszek Wątróbski)

Rozmowa z prof. Marcinem Orzechowskim, politologiem z Uniwersytetu Szczecińskiego, badaczem stosunków rosyjsko-ukraińskich, o mechanizmach osłabiania państwa, wojnie, pamięci historycznej i coraz trudniejszym położeniu Ukraińców w Polsce

 

Są książki, które powstają jako podsumowanie wieloletnich badań, i takie, które stają się punktem wyjścia do kolejnych pytań. „Dekonstrukcja państwowości Ukrainy. Teorie, strategie, uwarunkowania” prof. Marcina Orzechowskiego, wydana w 2025 roku przez Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego, należy do tej drugiej kategorii. Autor analizuje w niej proces osłabiania ukraińskiej państwowości, rosyjskie strategie polityczne oraz mechanizmy wykorzystywane w relacjach międzynarodowych.

Za naukową analizą kryje się również osobiste doświadczenie. Żona profesora jest Ukrainką i od około ćwierć wieku mieszka w Polsce. Zmiana stosunku części polskiego społeczeństwa do Ukraińców dotyka więc jego rodziny nie tylko jako problem badawczy, lecz także jako element codzienności.

Książka, która dojrzewała przez lata

– Skąd wziął się pomysł na książkę „Dekonstrukcja państwowości Ukrainy”?

– Pomysł narodził się właściwie dziesięć lat temu, kiedy na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej prof. Marek Pietraś, promotor mojej rozprawy doktorskiej, zorganizował konferencję poświęconą konstrukcjom i dekonstrukcjom państwowości w stosunkach międzynarodowych.

Był rok 2016. Mieliśmy już za sobą aneksję Krymu i wydarzenia w Donbasie. Proces dekonstrukcji państwowości Ukrainy przybrał wówczas zupełnie inny charakter. Nie chodziło już tylko o soft power, ale o hard power, ponieważ doszło do naruszenia integralności terytorialnej państwa.

Od wielu lat analizuję rosyjską politykę wobec Ukrainy z perspektywy ewolucji strategii politycznej. Temat ten znalazł wcześniej odzwierciedlenie w mojej monografii habilitacyjnej „Od realnego pragmatyzmu do neoimperialnego ekspansjonizmu. Ewolucja strategii politycznej Federacji Rosyjskiej wobec Ukrainy”.

W pierwszej dekadzie XXI wieku rosyjska polityka wobec Ukrainy miała, w mojej ocenie, charakter bardziej pragmatyczny. Po 2014 roku nastąpiło jednak wyraźne przesunięcie w stronę hard power, czyli wykorzystywania narzędzi naruszających integralność terytorialną Ukrainy.

Jak osłabia się państwo

– Co dokładnie oznacza pojęcie dekonstrukcji państwowości Ukrainy?

– To proces prowadzący do osłabiania struktur państwa i jego zdolności do samodzielnego funkcjonowania. W książce analizuję te mechanizmy w kontekście rosyjskiej strategii wobec Ukrainy. Chodzi o działania, które mogą doprowadzić do przekształcenia państwa w organizm dysfunkcjonalny, a w dalszej perspektywie nawet upadły.

Rosja traktuje Ukrainę jako istotny obszar swoich wpływów. W szerszej perspektywie chodzi o dążenie do odbudowy imperialnej pozycji Rosji. Ważnym elementem tych działań jest sposób, w jaki rosyjskie elity polityczne interpretują takie pojęcia jak strategia polityczna, bezpieczeństwo czy wojna hybrydowa.

Jeśli spojrzymy na wydarzenia po Euromajdanie, możemy zauważyć, że rosyjskie władze uznały kolejny masowy zryw społeczny na Ukrainie za zagrożenie dla swoich interesów. Z perspektywy Kremla Ukraina miała pozostać poza zachodnimi strukturami integracyjnymi.

Sakralizacja wojny

– Nad czym obecnie Pan pracuje?

– Drugim obszarem, którym zajmuję się coraz intensywniej, jest zjawisko sakralizacji wojny. Myślę, że monografia na ten temat powinna ukazać się w przyszłym roku.

Tendencja do przedstawiania wojny jako pewnego rodzaju świętej misji była widoczna niemal od początku, ale szczególnie mocno wyrażana jest w kontekście obrony prawosławia.

Mamy do czynienia z polityzacją religii, ale także z procesem odwrotnym – polityka staje się coraz bardziej uzasadniana religijnie. Pomaga to utrzymywać lub zdobywać poparcie ludzi, dla których religia jest ważnym punktem odniesienia.

Istotna jest tu rola patriarchy Cyryla i jego wypowiedzi dotyczących świętej wojny. Religijna argumentacja może służyć uzasadnianiu działań rosyjskiego państwa i przedstawianiu konfliktu jako szerszej konfrontacji z Zachodem.

Ukraina w cieniu wojny i zmian politycznych

– Jak ocenia Pan sytuację polityczną na Ukrainie? Jakie są perspektywy kraju?

– W ostatnim czasie analizuję te kwestie nieco z innej perspektywy. Oczywiście śledzę aktualną sytuację społeczno-polityczną, ale bardziej interesują mnie szersze procesy.

To, co robi prezydent Zełenski, można interpretować jako próbę ratowania nadwątlonej pozycji politycznej, między innymi w związku z ujawnianymi sprawami korupcyjnymi.

Ukraina potrzebuje przede wszystkim warunków, które pozwolą jej zachować państwowość. Nie można mówić o stabilności politycznej w oderwaniu od realiów wojny, ponieważ jest to zadanie niezwykle trudne, niezależnie od tego, kto sprawuje władzę.

Przyszłość Ukrainy będzie zależała również od jej relacji z Unią Europejską, NATO i szeroko rozumianym światem zachodnim. Radykalizacja przekazu może na krótką metę wzmacniać poczucie tożsamości narodowej, ale pojawia się pytanie o jej długofalowe konsekwencje, szczególnie w kontekście relacji z państwami Unii Europejskiej i kwestii historycznych, takich jak Ukraińska Powstańcza Armia.

Europa również stoi przed wyborem

– Czy zmiany polityczne w państwach europejskich mogą wpłynąć na sytuację Ukrainy?

– Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Wybory w państwach europejskich i poza Europą mogą wpływać na politykę wobec Ukrainy. W wielu krajach trwa dyskusja o przyszłości Unii Europejskiej i jej roli na świecie.

Zmiany polityczne we Francji i Niemczech mogą mieć znaczenie dla całego kontynentu, a tym samym dla Ukrainy. Nie chcę przez to powiedzieć, że wybory na Ukrainie są nieistotne. Będą miały znaczenie dla samego państwa. Jednak z punktu widzenia szerszej sytuacji europejskiej ważne będzie to, jaką politykę wobec Ukrainy przyjmą najważniejsze państwa kontynentu.

Od solidarności do niechęci

– Jak Pańska żona, Ukrainka mieszkająca w Polsce od około ćwierć wieku, odczuwa zmianę nastawienia do Ukraińców?

– Na szczęście nie doszło do sytuacji, w której byłaby bezpośrednim przedmiotem fizycznego ataku. Było jednak zdarzenie, kiedy na placu zabaw usłyszała: „Powinniście wracać do siebie”. To pokazuje, że atmosfera się zmienia.

Żona ma dość silny ukraiński akcent. Nie wyzbyła się go, ponieważ jest to jej naturalny sposób mówienia. Dzisiaj może to jednak zwiększać ryzyko nieprzyjemnych sytuacji. Ktoś, kto usłyszy akcent, niekoniecznie będzie się zastanawiał, czy dana osoba mieszka w Polsce od dwudziestu czy dwudziestu pięciu lat, czy ma polskie obywatelstwo i jak długo jest związana z tym krajem.

Dla mojej żony jest to szczególnie trudne. Spędziła w Polsce ćwierć wieku. Jest zszokowana zmianą nastawienia – przejściem od wielkiego entuzjazmu i chęci pomocy do sytuacji, w której pojawia się wręcz nienawiść i agresja.

Po tylu latach Polska jest przecież jej domem. To wzmacnia poczucie dyskomfortu i krzywdy, kiedy ktoś traktuje ją jak obcą.

Kiedy narodowość staje się powodem do podejrzeń

– Czy dostrzega Pan szerszy problem w relacjach polsko-ukraińskich?

– Zdecydowanie. Zmiana nastawienia części polskiego społeczeństwa jest bardzo wyraźna. Znam osoby, które w małych miejscowościach żyją z Ukraińcami w zgodzie. Polacy i Ukraińcy potrafią normalnie funkcjonować obok siebie.

Kiedy jednak ktoś próbuje pokazać, że obie społeczności mogą żyć w zgodzie, natychmiast pojawiają się komentarze przedstawiające jedną ze stron jako winną obecnej sytuacji.

Tego rodzaju reakcje potęgują przekonanie, że skoro jesteśmy u siebie, to wszystko nam wolno. A przecież przemoc wobec kogokolwiek jest niedopuszczalna, niezależnie od jego narodowości.

Pamięć o Wołyniu i odpowiedzialność historyczna

– Czy pamięć o Wołyniu nie staje się dziś narzędziem budowania niechęci wobec Ukraińców?

– Zbrodnia wołyńska jest wielką tragedią narodu polskiego. Nie można jej pomniejszać ani zapominać o ofiarach. Problem pojawia się wtedy, kiedy pamięć o tej tragedii zaczyna być wykorzystywana do stygmatyzowania wszystkich Ukraińców.

W Polsce pamięć o Wołyniu jest obecnie bardzo silnym elementem narracji dotyczącej Ukrainy. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że w dyskusjach historycznych czasami pomija się inne wydarzenia i odpowiedzialność innych sprawców.

Przykładem może być sposób, w jaki mówi się o zbrodniach sowieckich. Określenie „Sowieci” bywa kategorią rozmywającą odpowiedzialność historyczną Rosji za Katyń, Syberię i inne zbrodnie.

Nie chodzi o to, żeby porównywać skalę tragedii czy odbierać komukolwiek prawo do pamięci. Chodzi o to, aby pamięć historyczna nie była wybiórcza i nie prowadziła do usprawiedliwiania jednych sprawców kosztem innych.

Pomagać, ale nie zapominać

– Czy wciąż uważa Pan, że Polacy powinni pomagać Ukrainie?

– Moim zdaniem Ukraińcom należy pomagać na tyle, na ile możemy. Po pierwsze, są naszymi sąsiadami. Po drugie, mamy podobne doświadczenia historyczne związane z rosyjskim imperializmem i sowieckimi zbrodniami.

Zdaję sobie sprawę, że w Polsce istnieje silna pamięć o Wołyniu. Jest to temat ważny i bolesny. Nie można jednak dopuścić do sytuacji, w której pamięć o przeszłości staje się uzasadnieniem dla współczesnej nienawiści.

Mam znajomego, który do dziś nosi na co dzień przypinkę „Wspieram Ukrainę” w żółto-niebieskich barwach. W obecnej atmosferze wymaga to odwagi cywilnej. To pokazuje, jak bardzo zmieniła się sytuacja. Symbole, które wcześniej kojarzyły się z pomocą i wsparciem, mogą być obecnie odbierane jako prowokacja.

Między badaniem wojny a doświadczeniem bliskości

– Jakie są Pana najbliższe plany badawcze?

– Wiodącym tematem moich przyszłych badań będzie sakralizacja wojny. Jednocześnie zamierzam kontynuować wątek dekonstrukcji państwowości Ukrainy.

Za rok w Szczecinie odbędzie się Kongres Politologii. Będzie to duże, ogólnopolskie wydarzenie naukowe, organizowane cyklicznie co trzy lata. Tematem przewodnim będzie „Polityka w dobie polikryzysu”.

Polikryzys odnosi się do turbulentności współczesnego świata i nakładania się na siebie wielu kryzysów – nie tylko międzynarodowych, lecz także wewnętrznych.

Rozmowa z prof. Marcinem Orzechowskim pokazuje, jak praca naukowa może przenikać się z życiem osobistym. Jego badania dotyczą strategii Rosji i mechanizmów osłabiania Ukrainy, lecz pytania o przyszłość tego państwa nie są dla niego wyłącznie abstrakcyjnymi problemami politologii.

Wojna, pamięć historyczna, polityczne decyzje i społeczne emocje wpływają również na codzienność jego rodziny. Ukraińska żona profesora, która przeżyła w Polsce ćwierć wieku, staje się częścią szerszego doświadczenia ludzi, którzy przez lata budowali swoje życie w tym kraju, a dziś muszą mierzyć się ze zmieniającym się nastawieniem społecznym.

Z jednej strony pozostaje potrzeba pamięci o historycznych krzywdach. Z drugiej – konieczność odróżnienia odpowiedzialności konkretnych sprawców od oceny całych narodów. W tym napięciu rozgrywa się nie tylko debata o Ukrainie, ale również pytanie o przyszłość relacji polsko-ukraińskich.

 

Rozmawiał Leszek Wątróbski

Książka prof. M. Orzechowskiego

POWIĄZANE POSTY

Nasi Partnerzy

Najnowszy numer x