Dziś: poniedziałek,
17 stycznia 2022 roku.
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Archiwum 2010-2011
Losy i drogi
Polski „Gawrosz”

Z okazji 80. lecia urodzin Mosiewicza Edwarda

„ Zrobiłem, co mogłem, kto potrafi, niech zrobi lepiej
(sentencja starogrecka)

Rodzina Mojsiewiczów – Edward z żoną Haliną i synem Konstantynem (przyszłym znakomitym alpinistą)

Tytuł mojego szkicu nie jest przypadkowy, bowiem jego bohater przypomina legendarną postać wykreowaną przez genialnego francuskiego pisarza Wiktora Hugo – Gawrosza, śmiałka, który poległ na barykadach rewolucyjnego Paryża, podnosząc powstańcom amunicję. Czyn Gawrosza znają miliony, czyn Mosiewicza jednostki.

Nasz bohater powtórzył uczynek Gawrosza w maju 1945 roku na barykadach powstańczej Pragi, podnosząc  żywność, lekarstwa i amunicję powstańcom walczącym z hitlerowcami, aczkolwiek pozostał przy życiu. Była to jedna z ostatnich bitw z faszyzmem w tej przeokropnej wojnie.

Powstańcza Praga radośnie witała czołgi wyzwolicieli. W kwietniu 1968 roku wszystko było na odwrót, ale o tym potem.

Edward Mosiewicz urodził się 27 września 1930 roku w Kijowie w wielodzietnej rodzinie polskiej. Ojciec Władysław Mosiewicz z zawodu elektryk, w 1937 został represjonowany tylko za przynależność do narodu polskiego. Trzeba przypomnieć, że po śmierci głównych czekistów Rosji Dzierżyńskiego i Mienżyńskiego (Polaków)sowieckie organy represyjne, podobnie jak w czasach carskich z całą bezwzględnością zwaliły się na Polaków. Pojawia się odpowiednie rozporządzenie pod nr 00485, podpisane przez M. Jeżowa o „początku szeroko zakrojonej operacji skierowanej na całkowitą likwidację „POW” (Polskiej Organizacji Wojskowej – która faktycznie w tym czasie zaprzestała swej działalności - od aut.), przede wszystkim jej dywersyjno-szpiegowskich i powstańczych sił działających w transporcie, w sowchozach i kołchozach”. Cała ta operacja powinna być przeprowadzona w terminie 3 miesięcy. To ludożercze rozporządzenie przyniosło śmierć tysiącom Polaków.

Znika w łagrach cała męska część rodziny Mosiewiczów. W jakiś cudowny sposób udało się tylko uratować matce Edwarda - Halinie Jackiewicz – wykładowczyni języka polskiego i literatury.

Na zdjęciu poniżej widzimy absolwentów Kijowskiego Technikum Polskiego z 1925 roku. Od lewej moja ciotka Zofia Kondracka. Jej los przypomina życiorys jej przyjaciółki Haliny. Otrzymała ona skierowanie na pracę do Berdyczowa, gdzie m.in. była nauczycielką  Stanisława Szałackiego (późniejszego pierwszego prezesa ZPU).

Krwawy stalinowski topór wykosił polską ludność Ukrainy. Szczególnie przejrzyście możemy to ujrzec na przykładzie rodziny Mosiewiczów. Uciekając od wszechwidzącego oka NKWD matka i syn przekradają się do Kijowa. Ale tu spotyka ich kolejne nieszczęście – okupacja hitlerowska. Pozbawieni środków do życia żyją sprzedając swoje ostatnie rzeczy. Na domiar złego - matka z synem trafiają pod obławę.

Absolwenci Kijowskiego Polskiego Technikum Pedagogicznego (1925 r.) Halina Mosiewicz (C), z Zofią Kondracką (L) ciotką autora artykułu i przyjaciółką

Niejednokrotnie w drodze do szkoły miałem okazję na własne oczy widzieć jak przeprowadzano podobne obławy w Kijowie na Rynku Siennym (w okolicy Placu Lwowskiego). Otóż niespodziewanie rynek ze wszystkich stron otaczali policaje, własowcy i strzelając w powietrze zgarniali znajdujących się tam ludzi w zamykający się pierścień. Wybuchała panika. Ludzie porzucali swe rzeczy, towary i rozbiegali się we wszystkie strony. Prześladowcy przechwytywali jednak wszystkich i na siłę wpychali do przygotowanych ciężarówek.

Moja babka Julia Wojciechowska pewnego razu też znalazła się w takiej sytuacji, jednakże odważnie, razem z kilkoma urwisami, wyskoczyła z ciężarówki (już podczas jazdy), czym uratowała się od zesłania na prace przymusowe do Niemiec. Halina i mały Edek nie byli jednak takimi urwisami, stąd też trafili do Polski, a z czasem do Czech, gdzie czekała ich mozolna niewolnicza praca.

W przedostatni dzień wojny, tzn. 8 maja 1945 r. w Pradze wybuchło antyhitlerowskie powstanie na barykadach którego, jak wspominałem, walczył młody Edek. Z entuzjazmem spotkał też radzieckie czołgi.  Ale za wyzwolicielami szły „służby specjalne”, zajmujące się „filtrowaniem” obywateli ZSRR, którzy znaleźli się na okupowanym terytorium. Tym razem matka i syn mieli szczęście – nie trafili do Kazachstanu czy Syberii. A w te czasy wszyscy repatrianci wracający do ZSRR (więźniowie obozów i ostarbeiterzy) podlegali zakazowi pracy w wielu zawodach, mieli zamknięty wstęp na szereg wyższych uczelni, zabraniano im wyjazdu za granicę. Większość z nich „wychowywano na nowo” w obozach i specjalnych osiedlach.

I chociaż Edek nosił piętno syna „wroga narodu”, ostarbeitera i Polaka udaje mu się jednak wstąpić do jednej z wileńskich szkół zawodowych (gdzie zapewniano wikt i dach nad głową). Na egzaminach końcowych przyznano mu najwyższą 7 kategorię tokarza. Z czasem podnosi swe kwalifikacje w Leningradzie, a studia kończy ostatecznie w rodzimym Kijowie uzyskując „czerwony”(dyplom z wyróżnieniem)Kijowskiej Politechniki.

W roku 1956 rehabilitują jego ojca (pośmiertnie). Przed utalentowanym inżynierów otwiera się możliwość pracy na przedsiębiorstwach przemysłu zbrojeniowego miasta, takich jak zakłady „Bolszewik”, „Zakłady im. Pietrowskiego”, „Arsenał”, Instytut Naukowo-Doświadczalny „KWANT” oraz „Kometa”. Dowierzają mu odpowiedzialne misje na eksperymentalne poligony Dalekiego Wschodu, Północy, Morza Czarnego, jezior Issyk-Kul, Ładogi.

W jego twórczym dorobku znajdują się dziesiątki opatentowanych wynalazków naukowych z dziedziny techniki rakietowej i torpedowej, jakie do dziś nie utraciły swej wagi.

 Pięćdziesiąt lat nienagannej pracy twórczej nie przyniosły mu jednak ze strony państwa należytego wynagrodzenia. Przyczyną były „wady biograficzne”, brak „czerwonej” legitymacji w kieszeni. W połowie lat 90. pan Edward przechodzi na emeryturę.

Zawsze poważny i zrównoważony Edward Mosiewicz – to człowiek o szczodrej duszy i wspaniałym humorze. Dziś w ciepłym rodzinnym kole – żony, syna i córki nadal pracuje, co prawda - na działce przyzagrodowej. No cóż - niech dalej sprzyja mu szczęście.

Adolf  KONDRACKI

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України