Dziś: piątek,
23 kwietnia 2021 roku.
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Polacy Ukrainy
NIEPOSPOLITE ŻYCIE BOLESŁAWA KULCZYCKIEGO
W jednej ze szkół Kijowa wykłada 92-letni Polak – najstarszy nauczyciel Ukrainy

 Ten jedyny w swoim rodzaju kijowianin to Bolesław Kulczycki. Co prawda mieszkając i pracując na Ukrainie swego czasu zmienił on sobie imię i imię odojcowskie (patronomiczne) na Borys Iwanowicz (rzecz oczywista, przecież, kiedy i dlaczego to uczynił).

 W lutym 2020 roku pan Bolesław obchodził swój 90-letni jubileusz. (Co prawda, według jednych dokumentów urodził się on 20 lutego 1930 roku, a według innych w tym samym dniu ale nawet w 1929 roku).

Do dziś bardzo z wielkim pożytkiem wykłada uczniom klas starszych w internacie stołecznym dla słabowidzących dzieci literaturę powszechną. Cieszy się wielkim uznaniem wśród uczniów. Ponadto jest on utalentowanym pisarzem - memuarystą. Swoje wspomnienia opublikował w dwóch tomach zatytułowanych «Листи до себе» («Listy do siebie»).  I oto właśnie z takim niepowtarzalnym człowiekiem odbyło się spotkanie członków Kijowskiego Polskiego Zgromadzenia Szlacheckiego „Zgoda” im. Marjana Małowskiego, Marszałkiem którego jest Roman Małowski.

 Krótko przedstawiwszy Bolesława Kulczyckiego, Roman Małowski stwierdził, że bohaterstwem już jest to, że mając tak ciężkie życie pan Bolesław dożył do takiego sędziwego wieku w dobrym zdrowiu. Uważamy, że w takim wypadku wypadałoby obchodzić urodziny cały rok.

A przeto Bolesław Kulczycki urodził się w miasteczku Podwołoczysk na Podolu. Ojciec miał na imię Jan, pracował w swoim rdzennym miasteczku jako kowal.  W roku 1937 został śmiertelnie niemal skatowany przez stalinowskich morderców tylko za to, że był Polakiem. Razem z matką i siostrą przeżył ciężką tułaczkę – często przejeżdżał z miejsca na miejsce w obwodzie winnickim. Rodzina, pamiętając jak zgładzono ojca bała się prześladowań. Po wojnie pan Bolesław ukończył szkołę średnią, potem - Uniwersytet Kijowski (wydział filologii). Pracował na różnych etatach, w tym i na stanowisku dyrektora Internatu dla słabowidzących dzieci.

Po śmierci żony mieszka z córką i wnuczką w Kijowie. Publikuje się w prasie, bierze aktywny udział w życiu Polaków Ukrainy.

Obecnie ten sławny przedstawiciel narodu polskiego Bolesław Kulczycki jest najstarszym nauczycielem Ukrainy. Nudne bębnienie, nieskończenie dłużące się 45 minut, to nie o lekcjach pana Kulczyckiego. W swoje 91 lat prowadząc lekcje rzadko przysiada, energicznie gestykuluje i nieraz cytuje polskich i niemieckich autorów w języku oryginału.  Będąc osobą przyjacielską i ciepłą, często żartuje z uczniami. „O tak to właśnie należy przeczytać – poucza – …trzeba tak przeczytać, żeby wszyscy odczuli, że tutaj jest przecinek”

A jego staż pedagogiczny liczy już 68 lat (z ogonkiem). Za ten czas zdążył być zastępcą dyrektora, inspektorem i dyrektorem swojej szkoły. Poszedł nawet na emeryturę, ale ...  nie na długo. „Byłem na emeryturze dwa - trzy tygodnie – przypomina – ale zatelefonowali, że beze mnie w żaden sposób”.


Bohater spotkania Bolesław Kulczycki i Marszałek KPZS „Zgoda ”Roman Małowski

I tak ostatnie 44 lata naucza, a do pracy dojeżdża półtorej godziny. Z uczniami często bywało niełatwo. Opowiada, że pewnego razu starszoklasista-urwis nie słuchał się bezustannie. Wtedy zaproponował mu „armrwesting” (siłowanie na rękę). Domówili się, że jeżeli wygra pan Bolesław, to ten będzie siedzieć cichutko i rzetelnie się uczyć. I nauczyciel przeciągnął rękę tego urwisa do stołu, stąd też ten zmuszony był wykonać warunki zakładu. Uczniowie mówią, że to jeden z nauczycieli, zdanie, którego oni biorą pod uwagę.

Andżela Szejnycz – dyrektorka szkoły mówi: „Nasz pan Bolesław - to zasłużony autentyczny weteran naszej szkoły-internatu. Słyszałam, że podobno w bieżącym roku wybiera się na emeryturę, ale powiem tak: – jeżeli zmieni decyzję, to niech pracuje dalej, bo któż jeszcze potrafi zacytować Mickiewicza i Goetego w języku oryginału”.

Na spotkaniu z członkami naszego Zgromadzenia sławny nauczyciel-Polak zaznajomił kijowian ze swoją twórczością. Pierwszy tom dwutomowej książki pt: „Listy do siebie”, będącej memuarami z okresu własnego dzieciństwa i młodości przeleżał w szufladzie więcej aniżeli 20 lat, aż dopóki nie ukazał się, dzięki bliskiemu do Kulczyckiego małżeństwu państwa Jerszynów.

„Wołoczysk w mojej pamięci, to stacja kolejowa i cukrownia. Miasteczko i najbliższe wioski istniały po to żeby uprawiać burak cukrowy, a także, żeby produkować cukier. Takim było to miasteczko wtedy, gdy tam się urodziłem. Chociaż, jeżeli dokładnie to urodziłem się we wsi Frydrichówka powiatu wołoczyskiego, ale teraz takiej wsi już nie ma. To jest po prostu jedna z ulic Wołoczyska, która prowadzi do sąsiedniego miasteczka Podwołoczyska. Te dwie miejscowości łączy most przez rzekę Zbrucz. Wtedy, gdy ja się urodziłem, to za rzeką byli „wrogowie”, a byli to najbliżsi krewni, sąsiedzi, znajomi tych, którzy mieszkali po naszej stronie –  w Związku Radzieckim. Albowiem czas robił swoje –  rewolucje, wojna domowa, zmiany granic i bliscy sobie ludzie stawali się … wrogami. Pamiętam swoje własne dzieciństwo, kiedy wmawiano nam, że „oni” chcą na nas napaść, zrobić nas niewolnikami, pozabijać. To wisiało w powietrzu, siedziało w głowie i w duszy. Teraz jest ciężko uwierzyć w to, że mogło  być coś takiego. Ale wtedy to wszystko było dla nas prawidłowym i zrozumiałym. Dobrze pamiętam, gdzie mieszkaliśmy, gdy było mi już 4 - 5 lat, – nieopodal cukrowni w 40 metrach od kamiennego muru, którym była ogrodzona cukrownia i magazyny, ściany zewnętrzne których były jakby przedłużeniem muru cukrowni. Między naszym domem i cukrownią były tory linii kolei żelaznej, którą z magazynów wywożono cukier. Z drugiej strony cukrowni płynęła rzeka Zbrucz, a za nią już mieszkali „burżuje”.

Tak zaczyna się książka. A dalej trzeba po prostu czytać o tym, jak zakatowali ojca tylko za to, że był Polakiem. O tym, jak poniewierała się rodzina. Jak walczył za swoje miejsce pod słońcem, jak uczył się, studiował, jak żył jej autor.

Całe swoje świadome życie Bolesław Kulczycki ukrywał swoją narodowość. Ale w 2016 roku dopiął od dawna zamierzonego celu i dobił się postanowienia sądu, na mocy którego w jego dowodzie osobistym stoi dziś wyraźnie adnotacja: „narodowość – Polak”.

A na razie ostatni dzwonek nie zawołał jeszcze najstarszego nauczyciela Ukrainy na emeryturę i ten niezłomny Polak nieznużenie uczy ukraińskie dzieci, będąc budującym wzorem dla innych Polaków Ukrainy.

Irena HORBAŃ
( P.o. kancelisty Kijowskiego Polskiego Zgromadzenia Szlacheckiego „Zgoda” im. Marjana Malowskiego)

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України