Dziś: środa,
17 sierpnia 2022 roku.
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Aktualności
Rozmowa z dr. Eugeniuszem Bilonożko, (na FB Jevgenij Bilonozhko) – ukraińskim politologiem, red. naczelny portalu „Polonews.in.ua.”
To co teraz przechodzą oba nasze narody jest dla mnie autentycznym pojednaniem...


Dr Eugeniusz Bilonożko, redaktor naczelny portal „
Polonews.in.ua.” (fot. archiwum)

 - Jest Pan obecnie w Polsce...

- Wyjechałem z Ukrainy na wakacje do Włoch. Nie mogłem wrócić do domu, bo samoloty po 24 lutego – tzn. po wybuchu wojny z Federacją Rosyjską, przestały tam latać. Przyjechałem więc do Warszawy, gdzie zajmuję się realizacją projektu wystawy, którą realizujemy wspólnie z Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Będzie ona pokazywać, co aktualnie dzieje się w Ukrainie.

- Będzie to m.in. wystawa „Ukraińskie dzieci pod rosyjskimi bombami” prezentowana w Brukseli…

-  Wystawę przygotowuje Fudacja PoliNard wspólnie z Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego. Chcemy ją zaprezentować w Brukseli oraz w kilku innych miastach Europy. Wystawa poświęcona będzie ukraińskim dzieciom, których od 24 lutego br. - od rosyjskich rakiet, zginęło ponad 600, a ich miliony zostały uchodźcami.

Teraz, kiedy wybuchła wojna na pełną skalę i nie da się ukryć rosyjskich kłamstw. Dziś wszyscy wiedzą, kto jest prawdziwym agresorem, a kto się broni. Widzimy też, że Polacy nie mają żadnych uprzedzeń do Ukrainy i Ukraińców – poza oczywiście pamięcią rodzinną czy dramatycznymi wspomnieniami. Wołyńskie wydarzenia są dobrze znane całemu społeczeństwa ukraińskiemu. Na szczęście opcja polityczna, która za nie odpowiada nie była opcją dominującą czy rządzącą w Ukrainie. Jeżeli ktoś szuka konfliktu, to go znajdzie, albo wytworzy go samodzielnie.

- Specjalizuje się Pan w filozofii…         

- …oraz w tematyce związanej z rodziną szeroko pojętą – w rozumieniu jako zagadnie społeczne, filozoficzne czy wreszcie społeczno-kulturowe. Pracowałem na Narodowym Pedagogicznym Uniwersytecie im. Dragomanowa w Kijowie oraz na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Ekonomicznym im. W. Hetmana. Zawodowo określam się jako wykładowca i naukowiec. To co mi się najbardziej podoba i to co umiem robić to prowadzenie zajęć ze studentami, uczniami szkoły średniej – a nawet szkoły podstawowej (bo miałem taki epizod, że prowadziłem lekcje dla dzieci z 1 i 2 klasy z filozofii). Życie jest jednak nieprzewidywalne i trzeba także zajmować się innymi sprawami czy wykonywać inne zawody. Trzeba z czegoś żyć. I w taki właśnie sposób zacząłem swoją drugą przygodę życiową z dziennikarstwem i pisaniem tekstów dla różnych czasopism, portali czy fundacji. Jedną z takich fundacji jest Fundacja „Dom Wschodni Akademia Wschód”. Współpracuję też z ukraińską Fundacją Centrum Politycznych Narratyw Demokracji w Czerniowcach.  Jako publicysta i dziennikarz zająłem się m.in. relacjami polsko-ukraińskimi.

-  Jakie cele stawia przed sobą Fundacja „Dom Wschodni Akademia Wschód”? 

  -  Fundacja działa na obszarze Rzeczpospolitej Polskiej i poza jej granicami. Jej siedziba znajduje się w Warszawie. Do jej celów należą działania na rzecz pokojowego ładu między narodami Europy Wschodniej poprzez stworzenie ośrodka dialogu historycznego i dokumentacji wspólnej przeszłości w zespole pałacowo-parkowym w Mordach k. Siedlec. Ważne jest także prowadzenie systemowego dialogu – historycznego i współczesnego – między skonfliktowanymi dawniej narodami wschodniej części Europy, mającego służyć zamykaniu rachunków z przeszłości oraz ustanowienie przestrzeni otwartej dla wielu nacji. Nasza fundacja posiada ośrodek pracy twórczej, służący osobom i instytucjom zajmującym się historią i współczesnością Europy Wschodniej oraz prowadzi archiwum i muzeum pogranicza Mazowsza i Podlasia.                                                                                                                      Swoje cele Fundacja realizuje poprzez ośrodek Dom Wschodni, będący centrum dialogu i spotkań oraz wymiany kulturalnej i społecznej narodów Europy Wschodniej; prowadzenie szkół letnich, warsztatów, seminariów i wykładów; organizację konferencji, debat i innych wydarzeń (także cyklicznych) związanych ze swoimi celami; prowadzenie działalności wystawienniczej; organizowanie projekcji filmowych i multimedialnych, konferencji, spotkań ze świadkami, spotkań autorskich i promocji wydawniczych, konkursów, przedsięwzięć artystycznych oraz akcji opiniotwórczych związanych z historią najnowszą i pamięcią historyczną. Ważna jest wreszcie współpraca z władzami państwowymi, samorządowymi, organizacjami pozarządowymi i ośrodkami akademickimi lub badawczymi w Polsce i na świecie w zakresie wymienionym w celach działania Fundacji.


Narodowy Zespół Bandurzystów Ukrainy – koncert specjalny w Przecławiu k. Szczecina (8.VI.22)

-  Wspomniał Pan również o współpracy z ukraińską Fundacją „Centrum Politycznych Narratyw Demokrac” w Czerniowcach…

-  Fundacja Polinard jest niezależnym think tankiem, który skupia ekspertów, dziennikarzy, wykładowców akademickiej z całej Ukrainy. Fundacja organizuje konferencje, prowadzi portal http://polinard.org/ wydaje książki, przygotowuje raporty (political pepiers) dla rządowych ośrodków oraz krajowych i zagranicznych instytucyj politycznych. Polinar stale współpracuje z fundacjami z Polski, Rumunii, Mołdawii oraz Estonii. W roku 2021 Polinar wspólnie z Instytutem Polityki Światowej (Ukraina) przygotowali i opublikowali monografię naukową “Przetrwać obok imperium: cena najnowszej agresji Kremla” w języku angielskim i rosyjskim.

-  Przez ostatnich kilka lat jest Pan bardziej związany z dziennikarstwem niż pracą akademicką...

-  Piszę zazwyczaj teksty na zamówienie i coraz mniej wykładam. Dalej jednak prowadzę zajęcia akademickie. Umawiam się z uczelnią i przyjeżdżam np. na dwa tygodnie z wykładem. Mam na swoim komputerze hasło z 68 roku: “prasa kłamie, bo musi”, a mówię to – mimo, że też jestem dziennikarzem. O nieustannej aktualności tego hasła, bez żadnych uwarunkowań politycznych, przekonałem się niedawno, kiedy byłem na wystawie w Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”. Jako publicysta i dziennikarz zajmuję się m.in. relacjami polsko-ukraińskimi.                                                        Zainteresowania dziennikarskie zaczęły się jeszcze za moich czasów studenckich – od pisania do gazetki studenckiej na wydziale filozoficznym. Uważam, że dziś dziennikarz nie jest już tym kim był wcześniej kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Zwiększyła się zdecydowanie łatwość komunikowania poprzez platformy społeczne. Także zrewolucjonizował się sprzęt, którym się obecnie posługujemy. Pamiętam czasy, kiedy posiadanie dyktafonu było czymś wyjątkowym i można powiedzieć, że luksusowym. Dziś każdy dziennikarz dysponuje narzędziem do bezpośredniej transmisji i może uważać siebie za  bloggera czy dziennikarza.                                                                                                                                   Napisanie artykułu czy reportażu jest dziś o wiele łatwiejsze niż dawniej. Ale szybkość pisania czy zbierania materiałów ma zdecydowany wpływ na obniżenie jego jakości. Mówię o tym z perspektywy swoich doświadczeń publicystycznych, które powstawały z perspektywy naukowej. Wiedziałem, że nie można pisać rzeczy nie udowodnionych czy nie opartych na faktach. Nie można fałszować pewnych tez, jeżeli na mamy na nie dowodów. Trzeba wtedy wyraźnie zaznaczyć, że jest to tylko jedna z wielu opinii na dany temat. Oczywiście musimy uzasadnić, dlaczego wybraliśmy taką, a nie inną opinię. Niestety współczesne dziennikarstwo opera się głównie na opiniach mylących się z faktem czy wydarzeniem. I dlatego osoby młode często nie są w stanie odróżnić faktu od opinii o fakcie. Dożyliśmy niestety czasów, że opinie na każdy praktycznie temat mogą być diametralnie różne – a to jest zdecydowanie nie do przyjęcia.

- Nie rozmawialiśmy jeszcze o Pana portalu polonews.in.ua...

-  Pomysł powstania dwujęzykowego portalu (po ukraińsku i polsku – z akcentem na język ukraiński) powstał ponad 10 lat temu. Mniejszość polska na Ukrainie na co dzień posługuje się przeważnie językiem ukraińskim. Język polski jest ich drugim językiem. Jedyną osobą, która w mojej rodzinie mówiła płynnie po polsku była moja prababcia – z domu Kruszelnocka. Moja babcia zakazywała swojej mamie mówienia po polsku. A moja mama i ja wraz z moją siostrą uczyliśmy się polskiego dodatkowo. Ja uczyłem się języka polskiego z brewiarza. Nie dbałem też o to, by mówić bez akcentu. Zależało mi raczej na możliwości normalnej rozmowy, tak aby obie strony dobrze się rozumiały. Język polski jest częścią historii mojej rodziny i mojej tożsamości, który wypadało mi opanować. I właśnie dlatego powstał ten portal. Dziś jest to jedna z bardziej popularnych wersji na Ukrainie. Są też 2 inne portale na Ukrainie, na których się czasem pojawiają teksty po ukraińsku skierowane do mniejszości polskiej….

-  Jaka jest tematyka Waszego portalu?

-  Wszystkie media na Ukrainie, także i te niepolonijne czy innych mniejszości narodowych, piszą wyłącznie o wojnie. Żadnych innych tematów być nie może. Obecnie ma on wsparcie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na Ukrainie i stawia sobie za cel bycie „polskim medium internetowym na Ukrainie”. W 2013 roku zdecydowano o stworzeniu w Internecie platformy, która łączyłaby mieszkańców Ukrainy polskiego pochodzenia; Ukraińców, którzy są zainteresowani Polską; Polaków, którzy interesują się Ukrainą i pozwalałaby na rozwijanie dialogu polsko-ukraińskiego oraz sprzyjałaby integracji przestrzeni informacyjnej Polski i Ukrainy.

Jedna z ostatnich spraw, które porusza nasz portal, dotyczy ponownego otwarcie na lwowskim Cmentarzu Orląt posągów lwów. Uważam to za ważny gest Ukrainy dla Polski. Wcześniej posągi te zostały zasłonięte płytami paździerzowymi. Warto ponadto wiedzieć, że posągi lwów zostały usunięte z Cmentarza Orląt przez władze sowieckie w roku 1971 i powróciły tam w roku 2015 dzięki zabiegom Fundacji Dziedzictwa Kulturowego i Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie. W październiku 2018 r. Rada Obwodowa we Lwowie zażądała usunięcia rzeźb, gdyż uznała je za “symbol polskiej okupacji Lwowa”. Dążenie do ustawienia potajemnie tych pomników trwało na tle niszczenia ukraińskich pomników na terytorium Polski, co odbywa się za milczącą zgodą polskich władz lokalnych. Cmentarz Obrońców Lwowa, znany jako Cmentarz Orląt, stanowi wydzieloną część Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Na Cmentarzu Orląt spoczywają Polacy polegli w obronie Lwowa w czasie wojny polsko-ukraińskiej w latach 1918-1919 i podczas wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Pochowanych jest tam blisko 3 tys. żołnierzy, głównie chłopców - stąd nazwa Cmentarz Orląt.

Dla mnie, to co teraz przechodzą oba nasze narody jest autentycznym pojednaniem oraz zrozumieniem i wzajemną otwartością. Nie ma też żadnych uprzedzeń, które by istniały pomiędzy naszymi państwami. To samo jest pomiędzy Polakami i Niemcami, gdzie przez jakiś czas także mieszkałem. Tam także przykre doświadczenia historyczne, jakie Polacy mieli z czasów zaborów czy II wojny światowej, zostały przekreślone i zapomniane.

Trzy miesiące tegorocznej wojny spędzam poza Ukrainą. Z dochodzących do mnie informacji wiem, że mój dom znajdujący się na południu Kijowa, stoi nadal cały. Rosjanom nie udało się go na szczęście zniszczyć. Prawdopodobnie już w lipcu będę tam chciał wrócić. Moi koledzy, którzy mieszkają w Ukrainie albo uczestniczą w działaniach wojennych, albo w inny sposób wspierają swoją ojczyznę. Tam przecież ciągle trwa jeszcze wojna. I wszyscy wierzymy, że wojna zostanie w krótkim czasie wygrana przez Ukrainę.

Odwiedzałem natomiast większość miejscowości, które znajdują się czasowo pod rosyjską okupacją. Byłem rok temu w Mariupolu; w Energodarze, gdzie mieści się Zaporoska Elektrownia Jądrowa; Bierdiańsku, w którym znajduje się wielka rafineria ropy naftowej czy wreszcie w Melitopolu. Z całej zaś ukraińskiej przyrody najbardziej podobają mi się stepy z ich bezkresną przyrodą ... i pola, nie zawsze zielone, z zasianą tam pszenicą. Aktualnie te właśnie tereny stepowe są pod czasową rosyjską okupacją, co wydaje mi się szczególnie bolesne.

- Dziękuję Panu za rozmowę i życzę, aby lipcowe plany powrotu do Kijowa powiodły się...

Leszek WĄTRÓBSKI

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України