Dziś: piątek,
08 grudnia 2023 roku.
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Kultura
Polskie gniazda literackie
UKOCHANY NAŁĘCZÓW BOLESŁAW PRUSA


Bolesław Prus, a właśc. Aleksander Głowacki herbu Prus (1847-1912) to jeden z najwybitniejszych i najważniejszych pisarzy w historii literatury polskiej

Żaden kochanek nie tęskni tak do przedmiotu swoich marzeń żaden nie spieszy z taką radością, żaden z takim zapałem nie... próżnuje u boku ukochanej, jak - niżej podpisany -  w Nałęczowie.

Tak Bolesław Prus pisał w 1900 roku, ale w Nałęczowie pojawił się dużo wcześ­niej, bo w 1882 roku. Przyjechał za radą lekarza Karola Benniego na kurację bardziej psychiki niż ciała. Cierpiał bowiem pisarz na agorafobię, czy­li lęk przestrzeni, lęk przed tłumami i w związku z tym niechętnie wychodził ze swego warszaw­skiego mieszkania przy ulicy Wilczej pod nume­rem 12. W Nałęczowie opuściły go dokuczliwe lęki, poczuł się wspaniale, co przypisywał nie­zwykłym właściwościom przyrodniczym mia­steczka i o kolic. Odwiedzał kurort lubelski co ro­ku; bywały okresy dłuższych pobytów tutaj niż w Warszawie, gdzie spędzał tylko zimy. Już wówczas popularny publicysta z wdzięczno­ścią wspomi­nał zbawien­ny wpływ Nałęczowa na zdrowie i samopoczucie. Nałę­czów również mu wiele zawdzięcza, ponieważ swoimi artykułami pisanymi dla prasy warszaw­skiej ogromnie spopularyzował uzdrowisko. Już w końcu XIX wieku zjeżdżali tam kuracjusze nie tylko z Królestwa, a nie brakło wśród nich wiel­kich artystów i literatów.

Zebrane ze wszystkich kronik i artykułów re­lacje pisarza z Nałęczowa dałyby wielką księgę pochwał i wzruszających opisów ulubionego za­kątka Lubelszczyzny. Opisywał nie tylko walory przyrodnicze i krajobrazowe oraz niezwykłe wła­ściwości lecznicze, ale również relacjonował po­stępy w rozbudowie i unowocześnianiu uzdrowi­ska; relacjonował z uznaniem działalność miej­scowych organizacji społecznych, kulturalnych i oświatowych. Tam, według niego, wszystko by­ło niezwykłe, urzekające, doskonałe. Prus osobi­ście angażował się w działanie różnych instytucji uzdrowiska, a nawet uprawiał coś w rodza­ju reklamy - w jed­nym z felietonów pisał:

…woda prawdziwie nałęczowska, której tylko brakuje gazu i reklamy, ażeby zastąpiła rozgłośne wody zagraniczne przy stołach. Niektórzy niezwykłą sympatię Bolesława Pru­sa Nałęczowa tłumaczą położeniem miasta na Lubelszczyźnie, rodzinnej ziemi pisarza. Urodził się bowiem w 1847 roku w Hrubieszowie jako Aleksander Głowacki herbu Prus; do szkół uczęszczał w Lublinie, Siedlcach, a od 1862 roku w Kielcach. Kiedy nadeszła wieść o wybuchu powstania styczniowego, wraz z grupą kolegów uciekł z gimnazjum kieleckiego i wstąpił do od­działu partyzanckiego na Lubelszczyźnie, uczest­niczył w kilku potyczkach, a pod wsią Białką ko­ło Siedlec został ranny i wzięty do niewoli rosyj­skiej. Parę miesięcy przesiedział w więzieniu, po uwolnieniu w maju 1864 roku kontynuował na­ukę w gimnazjum lubelskim. W latach 1866-68 studiował nauki ścisłe w warszawskiej Szkole Głównej, a od roku 1869 w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach, ale studiów nie ukończył.


Pomnik Bolesława Prusa w Nałęczowie

Wróćmy jednak do Nałęczowa. Bolesław Prus przyjechał do uzdrowiska już jako znany i cenio­ny dziennikarz, stale obecny na łamach „Kuriera Warszawskiego", „Niwy, „Opiekuna Domowe­go", „Nowin”, „Kuriera Codziennego" i „Tygo­dnika Ilustrowanego” oraz autor wielu nowel i opowiadań. Początkowo wynajmował pokoje w różnych willach, między innymi „Pod Matką Boską”, ale ostatecznie na swoje siedlisko wy­brał pokój na parterze w pałacu Małachowskich, położonym w uroczym parku Zdrojowym. Spę­dzał tam corocznie po kilkanaście tygodni, a na­wet dłużej - od wiosny do jesieni.

Urządził sobie gabinet, sprowadził z Warsza­wy różne sprzęty i maszynę do pi­sania - był pierwszym polskim lite­ratem korzystającym z tego cudu techniki na owe czasy. Pracował o różnych porach, a bardzo często nocami, kiedy miał ciszę, spokój i nikt mu nie zaglądał przez okno, które - jak wspominają świadkowie tamtych czasów - musiał zasłonić zieloną firanką przed wścibskimi kuracjuszkami.


Muzeum Bolesława Prusa znajduje się w willi „Ochronka”, stanowiącej jedną z części Pałacu Małachowskich

Zgodnie z zaleceniem lekarzy odbywał codziennie długie spacery po parku, po uliczkach miasta i okolicznych lasach, oddychając głęboko uzdrawiającym nałęczow­skim powietrzem i upajając się cu­downymi krajobrazami. Urzeczony tym, co widział, dzielił się często swoimi doznaniami i refleksjami z czytelnikami czasopism warszawskich:

Proszę sobie przedstawić dolinkę, tak małą, jak wszystko, co jest dobre na świecie, otoczoną wień­cem tak łagodnych pagórków, że każdy z nich dziecko mogłoby zakryć rączkami. W tej dolince proszę umieścić park, zaludniony wszelkiego rodza­ju roślinnością: lipami, kasztanami, sosnami, klona­mi (...) Proszę tę dolinkę połączyć z resztą świata za pomocą mnóstwa cienistych wąwozów wąwozików, na które nie można spoglądać bez westchnień, a będziecie mieć bardzo niedokładne wyobrażenie o pięknościach nałęczowskiej natury.


Park Zdrojowy. Aleja Małachowskiego

W długich spacerach towarzyszyła mu czasem młoda wdowa, administratorka Zakładu Leczniczego, Oktawia Rodkiewiczowa. Znajomość ta nie miała nic wspólnego z romansem o wiele starszego pisarza, zawsze lojalnego wobec żony, również Oktawii. Pani Rodkiewiczowa była kobietą wykształconą uzdolnioną artystycznie, a poza tym doskonale znała Nałęczów i okolice, spełniała więc rolę powierniczki, mądrej interlokutorki przewodniczki. Pomagała mu w zbieraniu materiałów do „Placówki’ w pobliskiej kolonii niemieckiej Przybysławice. Właśnie w przytulnym pokoju pałacowym powstała „Placówka”, a także kilka innych znakomitych powieści w całości lub w części, bo przecież również tworzył w warszawskim mieszkaniu, choć tam natchnienie twórcze nie mogło równać się z nałęczowskim. Nałęczowski rodowód mają powie­ści „Lalka”, „Emancypantki”, parę rozdziałów „Faraona” i tysiące felietonów.

Oktawia Żeromska wspominała o nocnej pra­cy pisarza: - Zabierał kiszony ogórek kawał razo­wego chleba i zamykał się w pracowni, a rano był gotowy odcinek powieści.


Bolesław Prus w mundurze studenta Szkoły Głównej

Bolesław Prus był niejako „sprawcą” małżeństwa Oktawii Rodkiewiczowej z młodym nałę­czowskim guwernerem i początkującym literatem Stefanem Żeromskim. Był świadkiem na ich ślubie.

W Nałęczowie zrodziły się dwie pasje pisarza; jazda na rowerze i fotografowanie. W 1898 roku pisał do żony: 13-go sierpnia o 6-ej rano przyjechałem do Nałęczowa, przez 14-ty wypocząłem, a dzisiaj piszę do Ciebie moje Złotko, i piszę na maszynie!... W dodatku wykąpałem się i przejechałem na rowerze... Sło­wem, same uciechy, do których przybyła mi jeszcze jedna. Oto ... Kupiłem ... sobie ... aparat fotograficzny z rozmaitymi dodatkami, na co, jak lodu, wydałem 22 ru­ble, pomimo że aparat jest nowy i dobry.

Otóż tym aparatem firmy Kodak fotografował dość często rodzinę i przy­jaciół, rzadziej krajobrazy, ale do dziś zachowało się bardzo mało jego foto­grafii, te nieliczne można oglądać w nałęczowskim muzeum pisarza. Warto dodać, że Prus miał pewne doświadczenie w posługiwaniu się aparatem, gdyż jeszcze jako bardzo młody i ubogi student przez krótki czas pracował w charakterze pomocnika fotografa.


Grób Prusa na
cmentarzu Powązkowskim w Warszawie

Jazda na rowerze, jakkolwiek była ulubioną rozrywką pisarza, nie za­wsze przebiegała pomyślnie, często bowiem razem z welocypedem lą­dował w krzakach, zapewne z powodu agorafobii i słabego wzroku. Miłość do Nałęczowa miała zostać przypieczętowana zamieszkaniem na stałe w uzdrowisku wraz z małżonką, która dała się przekonać do opusz­czenia Warszawy.

W licznych listach do żony relacjonował efekty rekonesansu po mieście, opisywał różne mieszkania, podawał cenę i każdym się zachwycał, ostatecznie wy­brał willę „Tolin" przy Alei Lipowej. Tego ważnego planu życiowego nie zdążył zre­alizować.

Bolesław Prus zmarł w Warszawie w 1912 roku. Dwanaście lat później wielbi­ciele jego twórczości, do których oczywiście należała Oktawia Że­romska, ufundowali tablicę pamiątkową na murze Pałacu Ma­łachowskich, tuż obok okna jego pokoju o treści:

„Bolesław Prus autor „Placówki" wielbiciel Nałęczowa w tym pała­cu przebywał i tworzył.

Z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Nałęczowa w 1961 roku w dawnym mieszkaniu pisarza urządzono Muzeum Bolesława Prusa. Zgromadzono liczne pamiątki, odtworzono gabinet, zgromadzono dokumenty, książki, niektóre sprzęty z warszaw­skiego mieszkania Głowackich oraz fotografie, li­sty dziękczynne i dokumentację filmów zrealizo­wanych na podstawie jego książek.

W ostatnich latach kolejny raz uhonoro­wano w Nałęczowie wielkiego pisarza. By­ło to w 2002 roku. Staraniem Towarzy­stwa Przyjaciół Nałęczowa ufundowano pomnik Bolesława Prusa w parku Zdro­jowym. Brązowa postać pisarza w meloniku została posadowio­na na metalowej ławeczce przed wejściem do Pałacu Ma­łachowskich w pobliżu okna pokoju, dawnego mieszkania miłośnika Nałęczowa. Warto w związku z tym przypomnieć pewną anegdotę, a właściwie zdarzenie autentyczne.

Nie­daleko pałacu w tym samym parku znajduje się Sanatorium Uzdrowiskowe dla Rolników. W najbliższy poniedziałek po od­słonięciu pomnika, wczesnym mglistym rankiem podążała alejkami parkowymi do pracy w sana­torium jedna z pielęgniarek. Z daleka ujrzała tę postać na ławeczce i trochę wystraszona przy­spieszyła kroku. Kiedy wpadła do gabinetu, zwierzyła się koleżance:

- Ty wiesz, od samego rana jakiś menel siedzi na ławce przed pałacem!

- Jaki menel? To przecież nowy pomnik Prusa. Potem był tylko śmiech i opowiadanie anegdotki wszystkim wokół, również kuracjuszom na­łęczowskim.

Marek BORUCKI („Polskie gniazda literackie”)

***

- Chyba już piętnaste wakacje przepędzam w Nałęczowie i jesz­cze nie mam go dosyć, czego nie mógłbym powiedzieć o in­nych letnich miejscowościach.

A przecież nie mniej od reszty miłośników natury podziwiałem Giewont w Zakopanem; z domu „Pod Mickiewiczem" w Szczawnicy lubowałem się widokiem Trzech Koron; pod Raperswilem jeździłem na rowerze przez pachnące szwajcarskie łąki; nareszcie w Wiśle oddychałem niezrównanej czystości po­wietrzem i zachwycałem się tamtejszymi jak marzenie piękny­mi krajobrazami. Każda z tych miejscowości była prześliczna, nieporównana, godna najwyższych pochwał, lecz z każdej z wielką ochotą wracałem do Nałęczowa.

KURIER CODZIENNY 1900 rok

***

Nałęczów jest położony 23 km na północny zachód od Lublina. Kursują tu autobusy miejskie i dalekobieżne. Jest też stacja PKP położona 4 km od części uzdrowiskowej

***

Zwyczajność i codzienność przekładał nad to, co wielkoświatowe lub egzotyczne. Składały się na nią oprócz pisania także dziennikarskie penetracje różnych zakątków Warszawy i jej pobliża, polemiki publicystyczne z przeciwnikami z lewej i prawej strony zasieków ideologicznych, różne przedsięwzięcia oświatowe i filantropijne, patronowanie inicjatywom społecznym, wizyty na wystawach i na spektaklach teatralnych, kameralne spotkania ze znajomymi, a w miarę przybywania lat coraz częstsze kontakty z lekarzami

BOLESŁAW PRUS W CYTATACH

Prawdziwy patriotyzm nie tylko polega na tym, ażeby kochać jakąś idealną ojczyznę, ale - ażeby kochać, badać i pracować dla realnych składników tej ojczyzny, którymi są ziemia, społeczeństwo, ludzie i wszelkie ich bogactwa.

***

Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość.

***

Dziwna bowiem jest natura ludzka: im mniej sami mamy skłonności do męczeństwa, tym natarczywiej żądamy go od innych.

***

Łotr zostanie łotrem, choć ukończy dwa fakultety.

***

Jedyną rzeczywistością, która nie zawodzi i nie kłamie, jest chyba - śmierć. Obojętność dla śmierci jest cechą umysłów dojrzałych, a pociąg do życia wiecznego - zapowiedzią nadchodzącej starości.

***

Doświadczony żeglarz nie walczy z prądem ani wiatrem, ale pozwala im unosić się w obranym przez siebie kierunku.

***

Ludzie są jak liście, którymi wiatr ciska; gdy rzuci je na trawnik, leżą na trawniku, a gdy rzuci w błoto - leżą w błocie...

***

Samobójcom nie należy przeszkadzać.

***

Ludzkość przechodzi rozmaite fazy: walk, odkryć, prześladowań, szaleństw, pomorów... W tej epoce, na którą dziś patrzymy, jest wszystkiego po trochu, ale bodaj czy nie za dużo pozorów - i gonitwy za użyciem. Otóż mówię ci: strzeż się tego prądu!... Kto mu uwierzy, może znaleźć hańbę i zatracenie duszy. „Emancypantki”

***

Wszyscy jesteście nędznicy. Kiedy kobieta, w pewnej epoce życia, marzy o idealnej miłości, wyśmiewacie jej złudzenia i domagacie się kokieterii, bez której panna jest dla was nudna, a mężatka głupia. A dopiero, gdy dzięki zbiorowym usiłowaniom pozwoli prawić sobie banalne oświadczyny, patrzeć słodko w oczy, ściskać za ręce, wówczas z ciemnego kąta wyłazi jakiś oryginalny egzemplarz w kapturze Piotra z Amiens i uroczyście wyklina kobietę stworzoną na obraz i podobieństwo Adamowych synów. „Lalka”

***

Niebo prawie już nie było nad ziemią. Padał tylko śnieg tak gęsty i zimny, że nawet w grobach marzły ludzkie popioły. Któż jednak powie, że za tymi chmurami nie ma słońca? „Kamizelka”

***

Podobno - rzekła - ile razy mężczyzna patrzy na kobietę, szatan zakłada mu różowe okulary. Lalka

***

Obywatel X w roku 1872 zapisał swemu siostrzeńcowi folwark, a w roku 1875 synowcowi kamienicę. Synowiec twierdził, że obywatel X był wariatem w roku 1872, a siostrzeniec dowodził, że X oszalał dopiero w roku 1875. Zaś mąż rodzonej siostry nieboszczyka składał nie ulegające wątpliwości świadectwa, że X i w roku 1872, i w 1875 działał jak obłąkany, a cały swój majątek jeszcze w roku 1869, czyli w epoce zupełnej świadomości, zapisał siostrze. „Katarynka”

***

- Wierz mi, Belu, że urodzenie jest najmniejszą zasługą tych, którzy się rodzą. A co do czystości krwi... Ach, Boże! wielkie to szczęście, że nie bardzo zajmujemy się sprawdzaniem tych rzeczy. Powiadam ci, że o czyimś urodzeniu nie warto rozmawiać z ludźmi starymi jak ja. Tacy bowiem zwykle pamiętają dziadów i ojców i nieraz dziwią się: dlaczego wnuk jest podobny do kamerdynera, a nie do ojca. No, wiele się tłumaczy zapatrzeniem. Lalka

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України