Dziś: wtorek,
16 lipca 2024 roku.
Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie
Aktualności
Między Eurowizją a putinem

Za nami tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji. Z pozoru jest to impreza równie pożyteczna, co, nie przymierzając, piłkarska Liga Mistrzów. Ot, w najlepszym przypadku na drugi dzień pozostaje masa doskonale bezużytecznej wiedzy, często zaniedbane obowiązki domowe, prawie zawsze – wrażenie intoksykacji jarmarcznością. Jak bowiem słusznie zauważył św. Jan Paweł II, „wśród rzeczy absolutnie nieważnych, futbol jest być może najważniejszą”, a bon-mot ten równie dobrze pasuje do zmagań o kryształowy mikrofon.

Można zżymać się na niski poziom artystyczny widowiska, jednak agregat społeczny w postaci 162 mln telewidzów (w 2023) to przedmiot badań, o jakim socjolodzy na krajowym podwórku mogą tylko pomarzyć. A skoro agregat siedzi przed telewizorem, to stanowi idealny target nie tylko dla reklamodawców, ale i dla twórców polityczno-ideologicznych narracji. Te, jak wiadomo, działają konfliktogennie, wobec czego organizatorzy robią wiele, by w duchu olimpijskim zatkać wszelkie otwory, którymi mogłyby wniknąć do studia. To dlatego z ekranów leją się wówczas dyrdymały o pokoju i miłości.

Ideologie jednak i polityka, wyrzucone drzwiami, wracają oknem. Weźmy Ukrainę i historię jej tryumfów w konkursie: Rusłana w 2004, Dżamala w 2016, Kalush Orchestra w pamiętnym roku 2022. Oczywiście: „Wild Dances”, „1944”, czy „Stefanija” – wszystkie te utwory bronią się pod względem artystycznym, ale nie miałoby to większego znaczenia, gdyby nie każdorazowa chęć docenienia zachodnich aspiracji Kijowa. Najlepsza w zeszłym roku Portugalia nie znalazła się nawet w pierwszej dwudziestce (a to tylko jeden z wielu przykładów), z kolei lekka „asynchronia” aneksji Krymu i sukcesu Dżamali wynikała głównie z faktu, iż w roku 2015 Ukraina na Eurowizję nie pojechała.

W tym kontekście trzecie miejsce dla duetu Alyona Alyona & Jerry Heil – wynik zbudowany na głosach partycypującej publiczności – można interpretować jako sumę dwóch składników: licznych smsów wysłanych przez ukraińską diasporę z numerów zarejestrowanych w krajach pobytu ale też – co istotne – słabnącej wprawdzie, ale realnej sympatii społeczeństw Zachodu dla krwawiącej ofiary imperialnej agresji.

Gdy oto tymczasem… W Polsce nie zdążyło jeszcze wybrzmieć echo zwycięskiej piosenki Eurowizji, a już zaczęliśmy z niepokojem zastanawiać się nad serią pożarów, które w ostatnich dniach wybuchały w różnych częściach kraju. Jeśli mamy tu do czynienia z elementem rosyjskiej wojny hybrydowej, to pytanie o bezpieczeństwo państwa narzuca się bodaj w większym stopniu niż z chwilą uruchomienia przez Łukaszenkę i putina operacji „Śluza”. Psychologicznie rzecz biorąc, tamten „stress test” generował mniejszy dyskomfort, ponieważ wróg dopiero próbował się [masowo] wedrzeć. A jeśli był na miejscu, to raczej pod postacią internetowych trolli, politycznych krzykaczy, czy łowców tajnych informacji.

Zrekapitulujmy fakty. Czwartek, 9 maja, Rawicz na granicy Wielkopolski i Dolnego Śląska – płonie składowisko odpadów komunalnych przy ul. Armii Krajowej. Piątek, 10 maja, Siemianowice Śląskie – identyczne okoliczności. Niedziela, 12 maja, Warszawa – z wielkiego centrum handlowego przy Marywilskiej 44 zostają zgliszcza podobne do tych, które straszą w okolicach Makarowa pod Kijowem. Poniedziałek, 13 maja, pożary w Grodzisku Mazowieckim, Bytomiu i ponownie w Warszawie. Do tego dochodzą wieści o możliwych podpaleniach w krajach zachodniej Europy – np. we włoskim Bolzano. Teza o aleatoryczności tych zdarzeń jest nie do utrzymania. A co przemawia za tropem wiodącym do Moskwy?

putin i jego mafia wiedzą doskonale, gdzie uderzyć, żeby wywołać pożądany efekt. Jedno tylko centrum handlowe Marywilska stanowi kompleks 1400 lokali usługowych. Jeśli zmultiplikować je przez liczbę ludzi żyjących z każdego ze stoisk, stosując mnożnik 8 (żona + wspólnik + pracownicy + dzieci), otrzymamy minimum 11 000 zrozpaczonych osób. Potężny elektorat. Na kogo może oddać głos w następnych wyborach? Na główną partię protestu, czyli Konfederację, co tylko zdestabilizuje i tak już niestabilną scenę polityczną w Polsce.

putin i jego mafia uwielbiają wykorzystywać daty-symbole. Każdy, kto choć trochę orientuje się w XX-wiecznej historii wie, że obchodzony 9. maja Dzień Zwycięstwa stanowi dla rosyjskiego reżymu sworzeń narracji historycznej – swoisty mit założycielski współczesnego państwa, tak, jak to było w ZSRS. I jakaż to gratka uczcić ten dzień obrazem płonących europejskich miast! Lodówka w komunałce nadal pusta, a w każdym razie mocno przetrzebiona, ale telewizor dostarcza wrażeń coraz to mocniejszych.

putin i jego mafia szykują ponoć wielką ofensywę, która ma na celu zajęcie Charkowa. Na Kremlu rachują zapewne w ten sposób: skoro w najbliższym czasie nie uda się zdobyć

 Kijowa, trzeba przed nadchodzącym zawieszeniem broni (czytaj: przegrupowaniem sił) pokazać moskiewskiemu społeczeństwu jakieś cenne trofeum. Awdijiwka, Bachmut, a nawet Mariupol – to za mało. Charków! O, to jest miasto! Oprócz innych walorów – pierwsza stolica USRR, a więc kolejny symbol. Zdobywając je, rosja wysłałaby czytelny sygnał do świata, że wykonała bardzo istotny krok na drodze reaktywacji „radiańskiej” Ukrainy.

Nie rozumie putin jednego. To nie on jest silny, to Zachód gra znacznie poniżej swoich możliwości. Ze strachu, wskutek korupcji, powodowany lenistwem – każdą z tych odpowiedzi dyktuje inny punkt widzenia, ale efekt pozostaje ten sam. Znajdujemy się w krytycznym punkcie, gdy drzemka się skończyła, ale przebudzenie nie jest pełne, a za oknem pada deszcz. Zbierzemy się w sobie, czy pójdziemy spać dalej?

Pozostaje życzyć Polakom i ich europejskim kolegom, by nie powtórzyli hańby roku 2004. Przypomnijmy: wskutek zamachu terrorystycznego w Madrycie zginęło tamtej wiosny 191 osób, a dalszych 1858 zostało rannych. Wydarzenie to miało miejsce kilka dni przed wyborami parlamentarnymi, walnie przyczyniając się do zwycięstwa populistycznej lewicy prowadzącej kampanię pod hasłem zaniechania walki z islamskim fundamentalizmem – kolejnym, obok putinizmu, antycywilizacyjnym projektem niosącym śmierć i nędzę.

Dominik Szczęsny-Kostanecki z Warszawy

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України