Dziś: piątek,
24 listopada 2017 roku.
Przegląd do nr 555 listopad 2017 r.
20 lat temu
Jesteśmy potomkami...

Kochani Rodacy!

Cieszę mnie, że mogę się do Was zwrócić ze szpalt pierwszej, po długich latach milczenia, gazety polskiej wydawanej na Ukrainie - zwrócić się w imieniu Związku Po­laków na Ukrainie, któremu mam zaszczyt przewodniczyć.

Co zamierzamy? Jakie mamy marzenia? Nie sen o szpadzie rycerza nam przyświeca, a sen o rycerzu polskości - Związku Polaków na Ukrainie, który odpowiadałby naszym aspiracjom, naszym potrzebom.

Kim jesteśmy na tej pięknej, po­złacanej pszenicą, posrebrzanej ży­tem ziemi? Skąd jest nasz ród? Jakie myśli nie dają nam spokoju? Co nas boli?

Jesteśmy potomkami tych Pola­ków, którzy po rozbiorach Polski w końcu XVIII stulecia okazali się w granicach Imperium Rosyjskiego i powołani zostali do służby w in­teresach Rosji.

Jesteśmy potomkami tych Pola­ków, którzy zerwali się do walki przeciw caratowi w latach narodo­wych powstań 1831, 1863 i zakuci w kajdany gnani byli na Syberię, by pozostać tam na zawsze.

Jesteśmy potomkami Polaków represjonowanych przez stalinizm w latach dwudziestych, a szczegól­nie bezlitośnie w trzydziestych.

Jesteśmy potomkami tych Pola­ków, których po tragicznym wrześ­niu 1939 roku wrzucano do wago­nów towarowych i deportowano masowo do zakutych mrozem pół­nocnych osiedli.

Jesteśmy potom­kami tych Polaków, którzy sprzeci­wiali się przymusowej kolektywiza­cji, polityce stalinizmu, a których to obdartych i bosych, głodnych i wy­cieńczonych zagnano w stepy, gdzie hulają nieucichające śnieżne burany i szalone burze piaskowe - w stepy dalekiego Kazachstanu.

Jesteśmy potomkami tych, któ­rych miłosierny los osiedlił na ziemi ukraińskiej - pięknej i gościnnej, ziemi, gdzie spoczywają kości na­szych przodków. I oto stała się ona naszą Ojczyzną.

Nie było nam słodko. Pozbawiono nas możliwości nau­czania dzieci ojczystej mowy. A przecież na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych na Ukrai­nie było jeszcze 238 szkół polskich. A potem po kryjomu palili książki Mickiewicza, zmieniali nazwiska, wpisywali do dowodów inną przy­należność narodową. Taka była gorzka dola, taka jest gorzka prawda.

Zamykano nie tylko szkoły, lecz i kluby polskie, zaniechano wyda­wanie polskich pism.

A jeszcze w barbarzyński sposób niszczono to, co dla Polaka ma wartość niezwykłą - Jego kościoły. Gaszono świece, zrzucano dzwony. Księży stawiano pod ścianę. Padały salwy, w których tonęły słowa: „Bo­że, zlituj się nad nami!”

I Bóg usłyszał te słowa. Zmieniło się wiele, lecz należy dużo jeszcze uczynić, aby zmartwychwstała pol­skość, abyśmy mogli korzystać ze wszystkich praw, które przysługują człowiekowi w cywilizowanym pań­stwie.

Tej wielkiej sprawie nie możemy poświęcić połowę swego serca, po­łowę swych uczuć, połowę wysiłku. Tej wielkiej sprawie oddajmy całe swoje serce, uczucia i energię.

Działajmy aktywniej na chlubnej niwie polonijnej! Szczęść Boże!

Stanisław SZAŁACKI
Prezes Związku Polaków na Ukrainie
(„DK” nr 1, marzec 1992 r.)

Dziennik Kijowski