Dziś: wtorek,
26 września 2017 roku.
Przegląd do nr 552 wrzesień 2017 r.
20 lat temu
GRAMY MROŻKA

Polska sztuka teatralna zawsze wywoływała żywe zainteresowanie na Ukrainie. A teatr, jak wiadomo, zaczyna się od dramaturgii. Im bardziej jest ona głębsza, im więcej w niej talentu, tym pewniej czuje się zespół, przystępując do realizacji przedstawienia, tym większe są szanse zafascynować widza.

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych w procesie rozwoju teatru na Ukrainie, jak zresztą i w samym życiu, nastąpiły dostrzegalne zmiany. W Kijowie, jak grzyby po deszczu, pojawiać się zaczęły niewielkie studia teatralne z oryginalnym repertuarem. No i wielkim, szacownym teatrom też nadana była swoboda w doborze repertuaru, o jakiej wcześniej można było tylko pomarzyć. I dziś na afiszach, wśród mnóstwa spektakli jest i polska klasyka, w tym „nie zalecani”, w swoim czasie, autorzy. Mamy tu „Mazepę” - Słowackiego w Teatrze im. Franki, „Policję" - Mrożka w Teatrze Dramatu i Komedii, „Kartotekę" - Różewicza w Teatrze „Złota Brama" i „Emigrantów" -Mrożka w teatralnej kawiarni „Aktor".

Między innymi, teatr „Aktor" był pierwszym w Kijowie teatrem, który zaryzykował wziąć się za inscenizację sztuki Mrożka. Posłuchajmy, co o tym powiedział, jeden z aktorów, kierownik artystyczny teatru Walenty Szestopałow:

- Moja znajomość z twórczością dramatyczną Mrożka trwa jeszcze od lat 60. Pochodzę ze Lwowa, a tam sprzedawano wówczas polskie czasopismo „Dialog”. Jako że wilu z lwowian nieźle zna język polski to tłumaczenie sztuk Mrożka nie było problemem.

Szczególne wrażenie wywarła na nas wówczas sztuka „Tango”, teraz już doskonale znana w świecie. Ale myśl o jej inscenizacji, jak zresztą o wystawieniu innych sztuk Mrożka, była wówczas „marzeniem ściętej głowy". I dopiero w lata osiemdziesiąte na jednym z festiwali teatralnych w Tbilisi zobaczyłem w wykonaniu młodych aktorów MChAT-u (Moskiews­kiego Akademickiego Teatru Artystycznego) sztukę „Emigranci”.

A w ogóle to, uważam, iż aktorom rosyjskim trudno grać sztuki autorów z Zachodu, podobnie, jak zachodnim grać nasze. Lecz nie dotyczy to sztuki „Emigranci” — sztuki ogólnoludzkiej. Przy czym utrzymana jest ona w dobrych tradycjach słowiańskich. Właśnie to pobudziło me chęci do pracy nad nią. Ale przede wszystkim należało zdobyć sztukę. Aktorzy MChAT-u obiecali ją przywieść i dotrzymali słowa. Po półrocznym okresie prób sztuką tą zainaugurowaliśmy działalność naszego teatru „Aktor". Przedstawienie żyje już trzeci rok i nadal wywołuje żywe zainteresowanie publiczności.

Miałem jeszcze jeden ciekawy wypadek w moim życiu powiązany z tą sztuką. Mianowicie do Kijowa na występy gościnne przyjechał teatr z Bydgoszczy i przywiózł „Emigrantów”. Tak się zdarzyło, że aktora, który powinien grać jedną z ról, niespodziewanie wezwano na premierę do Warszawy. Przedstawienie „zawisło na włosku". Dla mnie stało się to szczęśliwym przypadkiem — zaproponowano mi włączyć się do przedstawienia i zagrać go razem z polskim aktorem Józefem Frąckiewiczem.

Efekt był nieoczekiwany - ja przecież grałem po rosyjsku a Józef po polsku. W swojej sztuce Mrożek porusza bardzo ciekawy temat - temat sprzeczności i jedności duszy i ciała. I, proszę, kiedy ciało mówi w jednym języku a dusza w drugim - to powstaje doskonała metafora.

Dziś gram jeszcze w jednej sztuce polskiego autora. To - „Kartoteka” Tadeusza Różewicza, wystawiana w teatrze „Złota Brama”. Jest to utwór mówiący o marzeniach człowieka, o jego nietykalności osobistej, odnalezienia siebie w naszej codziennej krzątaninie. Sztuka ta jest, swego rodzaju, przeciwieństwem „Emigrantów", ale tym ciekawiej grać w tak różnych spektaklach.

Zresztą opowiadać o teatrze to sprawa niewdzięczna. Teatr należy oglądać.

- Dziękujemy, Panie Walentynie, za wywiad, a naszą znajomość z polską dramaturgią na scenach kijowskich kontynuować będziemy w następnych numerach„DK".

Irena STARODUB
(„DK” nr 1, marzec 1992)

Dziennik Kijowski