Dziś: sobota,
27 maja 2017 roku.
Przegląd do nr 543 maj 2017 r.
Przeczytaj
Bądźmy zdrowi!
Wszyscy wiemy co jest najważniejsze (I)

No jasne – najważniejsze jest zdrowie! Bo zdrowia potrzebujemy na wszystko i do wszystkiego: do mozolnej pracy intelektualnej i fizycznej, na odpoczynek aktywny (np. jak narty i pływanie), na głębokie przeżycie mocnych emocji miłosnych. Zdrowie potrzebne jest nawet do świątecznego obfitego jedzenia i picia słynnych trunków etc.

Przeto z tego faktu, że wiemy i potrzebujemy, nie wypływa to, że dokładamy odpowiednich wysiłków do uzdrawiania się.

Co więcej: powszechnie uważa się, że po pierwszych symptomach dolegliwości trzeba jak najprędzej lecieć do lekarza, a „samoleczenie jest niebezpieczne dla zdrowia”.

Nie przypadkowo we wszystkich słownikach znajdujemy ostrzegawcze potraktowanie słowa samoleczenie, natomiast stanowczo brakuje słowa samouzdrawianie.

We wszystkich krajach świata są Ministerstwa Zdrowia, lecz tylko ich działalność nie uwzględnia (i faktycznie nie przewiduje) samodzielnej poczynań każdego z obywateli służących wzmocnieniu własnego zdrowia.

Dlatego w każdym społeczeństwie istnieją dwa współrzędne nurty zdrowotne. Z jednej strony istnieje medycyna akademicka z potężnym fundamentem naukowym i jeszcze potężniejszym zapleczem farmaceutycznym. Z drugiej zaś – kompleksowy system niezależnej działalności aktywnych obywateli, codziennie praktykujących zdrowy tryb życia, wolny od leków i lekarzy.

Oczywiście, że za taką wolność i niezależność trzeba płacić czasem uzdrawiającym wysiłkiem pracy nad sobą. A ta praca potrzebuje nie tylko wykonania pewnych ćwiczeń, dotrzymania ograniczeń i warunków, a przede wszystkim potrzebuje wiedzy.

I nie chodzi tu o potrzebę ukończenia uniwersytetu medycznego, lecz tylko o uświadomienie sobie całokształtu konstrukcji organizmu człowieka, zasad funkcjonowania jego podstawowych narządów oraz stosowania niezbędnych środków, które każdy człowiek ma do dyspozycji z faktu urodzenia się i istnienia na ziemi w życiu doczesnym.

Bowiem Stwórca nie tylko dał nam życie, ale również zaopatrzył nas w potrzebne elementy uzdrawiające, założone w nas samych i otaczającej naturze.

Niestety, codzienna bytowa gonitwa poprzez liczne komplikacje obiektywne i subiektywne oraz sytuacje kuszące i stresujące wymaga od nas szybkiego „załatwienia problemów zdrowotnych”. Pigułka, zastrzyk, kroplówka i znowu bieg w błędnym kole...

Ja i moja żona Irenka mieliśmy bardzo przykre i bolesne doświadczenia w biegu po tym kole. Kilka razu wpadaliśmy w ślepe zaułki chorób. Wystarczy zaznaczyć, że w strefie naszych problemów (pomimo sugestywnych zaleceń lekarzy) odmówiliśmy się w sumie od pięciu poważnych operacji i już w ciągu prawie piętnastu lat codziennie podtrzymujemy naszą organiczną zdolność funkcjonowania na dobrym poziomie. Codziennie!

Środkiem naszego zachowania normalnej formy SCS – System Codziennego Samouzdrawianie, którym chcemy podzielić się z czytelnikami. Stąd też zaczynamy cykl publikacji o doświadczeniu zastosowania SCS.

1. SCS – co to jest?

Otóż problem zdrowia zasadniczo ma dwie drogi rozwiązania: albo pokładamy odpowiedzialność za nasze zdrowie na kogoś i ten ktoś będzie nas leczył (i nie koniecznie że uzdrowi, ale dotkliwie „posprząta” naszą kasę), albo bierzemy odpowiedzialność na siebie...

W ciągu prawie piętnastu lat samodzielnie walczymy z kilkoma chorobami (w

tym Parkinsona) mamy pewne wyniki i nie poddajemy się.

 System Codziennego Samouzdrawiania składa się z czterech komponentów: wiedza, ćwiczenia, preparaty i narzędzia. Nie chodzi o jakieś cuda, a tylko o technologię i praktykę samouzdrawiania.

Po pierwsze – wiedza o podstawowych mechanizmach własnego ciała. Trzeba tę wiedzę wykorzystywać podczas ćwiczeń, zabiegów, przygotowania preparatów i samokontroli.

Na pierwszym zajęciu naszego kursu „Zdrowie stwórz sam!”, wśród zalecanej literatury proponujemy słuchaczom zaopatrzyć się w atlas anatomii człowieka. Każdy ma wiedzieć z czego się składamy, co tam w nas się odbywa, co i jak funkcjonuje.

Naukową podbudową SCS są zalecenia wybitnych uczonych: B. Bołotowa, N. Druzjaka, M. Lyapko, M. Norbekowa, K. Butejki, innych oraz nasze własne badania i doświadczenia. Centralnym źródłem SCS są zalecenia słynnego Japończyka Kacudzo Nishego, który odkrył, że naczynia włoskowate – to drugie serce człowieka.

Po drugie, rano po obudzeniu się i wieczorem przed snem wykonujemy ćwiczenia i akupresurę, które to, przede wszystkim, aktywizują krwiobieg w naczyniach włoskowatych, a więc uzdrawiają na poziomie komórek.

Te ćwiczenia uzdrawiają kościec, więzadła i mięśni, serce i naczynia, układ pokarmowy i układ oddechowy, krew, normalizują wymianę gazową O2 – CO2, optymizują dynamikę kwasowo-zasadową, inne.

A co najważniejsze: ćwiczenia, połączone z wiedzą, przyczyniają się do powstania realnego kontaktu między ciałem a świadomością, co pozwala konsekwentnie doskonalić pracę nad sobą.

Po trzecie, niektóre preparaty uzdrawiające (przeważnie kwasy i napary ziołowe) przygotujemy sami, według sprawdzonych recept. To dotyczy również pewnych zabiegów.

Po czwarte, wykorzystujemy narzędzia pomocnicze: aplikatory, instrumenty masażowe, miedziane, kompresowe, inne.

Te cztery komponenty SCS (wiedza, ćwiczenia, preparaty i narzędzia) tworzą całościową układankę zdrowotną, fundamentem której są ćwiczenia wieczorne i poranne. Dziękujemy Bogu za dar zdrowia i Kacudzo Nishemu za naukę.

Z nauki K. Nishego i z naszego doświadczenia wywnioskujemy:

1. Nie można uzdrowić jeden narząd, nie uzdrawiając całego organizmu.

2. Żeby być zdrowym, człowiek musi uzdrawiać się każdego dnia.

3. Bodźcem uzdrowienia jest radość pracy nad sobą.

IV Ćwiczenia uczą człowieka być zdrowym.

Właśnie o tym mówi się w naszym podręczniku „Zdrowie stwórz sam!” Podręcznik zawsze musi być pod ręką – to jasne. Ale w szkole życia jest jak w sporcie: można samemu, a można – z trenerem.

 W następnym odcinku tej publikacji pokażemy kilka ćwiczeń uzdrawiających. A na razie zaznaczymy, że SCS – to tylko konkrety na podłożu naukowym: anatomia, fizyka, biochemia i psychofizjologia.

A żeby każdy przekonał się o tym, jak nasza myśl i psychika własna (jej stan i nasze nastawienie na uzdrowienie) są ściśle powiązane z realnymi zmianami biochemicznymi w naszym ciele, proponujemy prosty eksperyment psychofizjologiczny – „Cytryna”.

Więc teraz prosimy usiąść wygodnie na krześle, rozluźnić się i nieco przymknąć oczy. Tak trwamy w spokoju i uciszeniu przez 1-2 minuty. W takim stanie wyobraźmy sobie, że raptem mamy miłych gości (w wyobrażeniu) i chcemy poczęstować ich herbatą. Wyobraźmy sobie, że postawiliśmy na ogień czajnik, dostajemy z lodówki cytrynę i kroimy ją na plasterki.

 Nie przemagamy zwyczaju dobrej gospodyni i na próbę wkładamy do ust kawałeczek cytryny... Smakujmy cytrynę!

No i co – smakuje? Coś zmieniło się w ustach? Czy na pewno zjawiła się na języku całkiem prawdziwa, kwaśna, „cytrynowa” ślina?

 Ale czy tu w ogóle była cytryna? Nie, cytryny nie było. Natomiast była tylko myśl o cytrynie. I tej myśli było zadość, żeby wywołać w naszym organizmie realną reakcję biochemiczną!

 Nasza myśl jest naprawdę substancją materialną. A to oznacza, że możemy wykorzystać własną myśl (i nie tylko myśl, a również inne nasze posunięcia i przedsięwzięcia) dla osiągnięcia postawionego celu w dziedzinie samouzdrawienia.

Irena i Eugeniusz GOLYBARD

Dziennik Kijowski