Dziś: środa,
19 czerwca 2019 roku.
Przegląd do nr 593 – czerwiec 2019 r.
Kultura
Entuzjaści torbanu
Jaskrawa gwiazda na niebie kultury


Maria i Daryna Wiksniny

Pięknym elementem muzycznym kilku imprez, odbywających się ostatnio w towarzystwach polonijnych, okazała się rodzina Wiksninych – ojciec i czworo dzieci.

Ojciec Wadim jest mistrzem konstruowania i wyrabiania dawnych instrumentów muzycznych, gra na lirze korbowej. Daryna gra na flecie i lirze korbowej, Anastazja – na blok-flecie, Światosław – na wiolonczeli, Maria śpiewa, gra na torbanie i kilku innych instrumentach.

Ich wystąpienia, a zwłaszcza artystycznie doskonałe pozycje programowe w wykonaniu Marysi, zawsze wywołują zachwyt wdzięcznej publiczności. Przejęty głos torbanistki z jej autorskim akompaniamentem stał się prawdziwym odkryciem dla wielu obecnych na wystąpieniach rodziny w kijowskim „Domu Polskim”.

Właśnie o torbanie i o twórczym dorobku na jego podstawie, rozmawiamy z koronną gwiazdą rodzinnego zespołu.

– Panno Marysiu, pierwsze, bardzo tradycyjne, pytanie: Panna raptem zjawiła się na wielu imprezach w środowisku polonijnym - co temu sprzyja?

– No, po pierwsze, zapraszają i ostatnio coraz częściej. Po drugie, nie całkiem raptem, ponieważ mam przysłowiową kroplę polskiej krwi od mego dziadka po kądzieli – Włodzimierza Opolskiego, z Zaporoża. Niestety, odpowiednie dokumenty nie zachowały się. Rodzice mego ojca również mają polskie korzenie, pochodzą ze wsi Paszkówka niedaleko Kijowa.

Charakterystycznie, że zaczynając od prapradziadka, wszyscy moi przodkowie, tak czy inaczej, powiązani byli z muzyką - grali na bandurach i innych instrumentach muzycznych. Obecnie z godnością mówimy, że jesteśmy muzykami w piątym pokoleniu! Taka jest niezmienna i prosta nasza linia genetyczna.

– Ale skąd te zainteresowanie kultura polską, a zwłaszcza muzyką dawną?

– Niespodzianie ojcowi zechciało się zrobić dawny, rdzennie polski instrument – torban, na którym w zamierzchłe czasy grano w domach wysokiej arystokracji. Nie lekka to sprawa, ale wreszcie udało się.


Rodzina Wiksninych

Sporządził instrument trudny, bogaty w możliwościach palety muzycznej, no i wymagający od muzyka wielkiej wiedzy, pracy nad sobą, umiejętności i rozumienia ducha epoki. Chwała Bogu, w Polsce nic nie przepada, a więc tam znaleźliśmy ogrom literatury i nut dla torbana.

Otóż dla oswojenia instrumentu musieliśmy zagłębić się w naukę języka polskiego, żeby zrozumieć wiele pojęć i funkcji. Nauczyliśmy się stroić torban, grać na nim coraz to trudniejsze i piękniejsze utwory, zwłaszcza z repertuaru klasycznego i tradycyjnego.

– A czy takie informacje nie można było dostać na Ukrainie?

– Na Ukrainie torban kiedyś istniał w bardzo uproszczonej wersji. Nazywali go „pańską bandurą” i na nim dawało się wykonywać tylko bardzo nieskomplikowane utwory. Wówczas na Ukrainie były popularne kobzy i liry.

Natomiast teraz na prawdziwym torbanie mogę wykonywać nawet utwory napisane kiedyś dla dwóch gitar.

– Czy znaczy to, że torban wysuwa szczególne wymagania dla wykonawców?

– Tak, torban lubi prawdziwą elitę i przyczynia się do jej wychowania. Między innymi, król Zygmunt III Waza był bardzo zachwycony grą na torbanie, osobiście wspierał kapelę torbanistów.

Jak świadczą kroniki historyczne, wiele hetmanów ukraińskich również grało na torbanie, między innymi – słynny Jan Mazepa-Kolędowski (Iwan Mazepa).

– Czyli torban wymaga pewnej edukacji i sprzyja doskonaleniu umiejętności muzycznych człowieka?

– Dokładnie tak! Po ukończeniu Gimnazjum nr 33 w Kijowie i Szkoły Muzycznej im. W. Kosenki, musiałam przejść trudną drogę pracy nad sobą. Teraz studiuję i pogłębiam mistrzostwo torbanistyki pod kierownictwem prof. W. Jesipka na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Kultury i Sztuki. Przeto najważniejszym sprawdzianem muzyka jest działalność koncertowa...

– ...właśnie o tym proszę dokładniej...

– Występuję w Ansamblu Muzyki Klasycznej im. Latoszyńskiego Narodowego Budynku Muzyki Kameralnej i Organowej Ukrainy, w projekcie prof. Andrijewskiego „Magia Wiwaldi”, w Ansamblu Muzyki dawnej Budynku naukowców, w koncertach studentów Narodowej Akademii Muzycznej im. P. Czajkowskiego i w wielu innych.

Prawdziwy zaszczyt sprawił mi udział w koncercie amerykańskiego arfa-gitarzysty Johna Dawna.

– Dla wystąpienia na tak wysokim poziomie, podobno, trzeba mieć odpowiednie rekomendacje...

– Nie marnowałam czasu, doskonaliłam się i mam wystawione opinie wybitnych fachowców. Przeszłam kurs gry na lutni barokowej u pani prof. Ewandżeliny Maskardi (Włochy), u profesorów Antoniego Biruli i Anny Kowalskiej (Warszawa) oraz u Jerzego Żaka (Kraków).

Gry na teorbi i gitarze barokowej uczyłam się u prof. Zigfrida Andrea (Niemcy). Sztukę śpiewu barokowego poznawałam na europejskim kursie u Sary Fuss  (Polska) i Olgi Pasicznyk (Ukraina).

– Ileż to gatunków sztuki udało się Pannie profesjonalnie oswoić, Marysiu?

– Śpiewam, gram na pięciu instrumentach, stąd trzy Dyplomy za I miejsca w konkursach. Mam również dwa Dyplomy Wyróżnienia zdobyte w konkursach za moje poezje i malarstwo oraz dwa Dyplomy Konkursowe za wirtuozyjne wykonanie muzyki narodowej.

– Niestety, w gazecie nie możemy odtworzyć piękno śpiewu i doskonałej fachowo gry Panny, ale przecież o tym może świadczyć repertuar?

– Do mego repertuaru wchodzi szeroki wachlarz kompozycji instrumentalnych F. Szuberta, F.Chopina, J.S.Bacha, G.F.Gendla, Bukstehude, Wiwaldiego, T.O’Karalana, Prysowskiego i innych, takich jak wokalne utwory E.Griga, T.Padorry, M.Łysenki, D.Bąkowskiego, R.Szulca, oraz utwory z repertuaru Ireny Anders, Anny German i polska i ukraińska muzyka ludowa.

Na końcu wywiadów tradycyjnie pytają o planach na przyszłość. Co by Panna na to…?

– Dwa lata temu otrzymałam zaświadczenie, że zostałam przyjęta na studia do Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Wtedy nie miałam możliwości, a teraz ten kierunek samorealizacji wyznacza wszystkie moje plany na najbliższe kilka lat.

Mając dwudziestkę, trudno o jasną wizję przyszłości. Największe moje marzenie – poszerzyć strefę wykorzystania torbana, jako instrumentu o polskich korzeniach, uczynić go popularnym dla ogółu, żeby był słyszany nie tylko ze scen, ale również w domach i na ulicy.

Bowiem torban jest prawdziwym źródłem radości i wsparciem szlachetności, stymuluje duchowy i kulturalny rozwój człowieka.

Dlatego chcę dalej iść drogą nauki i gromadzenia doświadczeń, oswojenia głębokiej wiedzy i całego wachlarza umiejętności wykonawczych. Dopiero po dostatecznych przeżyciach koncertowych, widzę siebie w przyszłości jako mistrzyni na polu wykładów dla młodych entuzjastów torbanu i instrumentów towarzyszących.

– W imieniu naszej redakcji życzę Pannie, Marysiu, aby te marzenia w pełni się urzeczywistniły.

Rozmawiał
Eugeniusz GOŁYBARD

Передплатити „Dziennik Kijowski” можна протягом року в усіх відділеннях зв’язку України